fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Bitcoin, czyli rewolucja jednego procenta świata

AdobeStock
Nie więcej niż 1 proc. populacji świata wie, że kryzys finansowy sprzed ponad dekady przyczynił się do zrealizowania pomysłu, który może uzdrowić światowe finanse.

Za ponad rok na ekrany trafi film opowiadający o początkach tej rewolucji. Przedstawiający dalsze losy dwóch bohaterów przeboju Social Network o Facebooku, którzy po nieudanym zaangażowaniu w FB, chcą zrewolucjonizować świat pieniędzy.

Początki powstania Bitcoina wiele mówią o osobowości jego twórcy. Po wprowadzeniu w życie pomysłu, osoba ta, lub grupa - nie wiemy tego dokładnie, pod pseudonimem Satoshi Nakamoto, pozostała w cieniu. Nie znamy i prawdopodobnie nigdy nie poznamy jego prawdziwej tożsamości. Zachował część monet, która przy szczytowych cenach BTC w grudniu 2017 r. uczyniła go 44 najbogatszą osobą na świecie (jego majątek w BTC wart był prawie 20 mld USD).

W momencie debiutu pod koniec 2010r. jeden BTC kosztował ponad 50 centów, dokładnie 7 lat później 20 tys. USD, dzisiaj prawie 11 tys. USD. Obecnie kryptowalutami zajmuje się około 70 mln ludzi, czyli 1% populacji świata.

Po co jest BTC?

Jest on odpowiedzią na rządzące obecnie światem waluty fiducjarne lub fiatowe, czyli zabezpieczone nie dobrami materialnymi, a oparte na wierze w siłę pieniądza. Podstawą BTC jest matematyka, otwartoźródłowe oprogramowanie. Nie istnieje scentralizowany emitent, nie ma banku centralnego, nie ma CEO. Nie można nim manipulować, a ze względu na zapisaną w kodzie ograniczoną podaż 21 milionów sztuk nie da się go dodrukować. Wszystkie transakcje są publiczne i sprawdzalne w bazie danych, znanej jako blockchain.

BTC jest zdecentralizowany, ma charakter deflacyjny, transakcje odbywają się bezpośrednio między uczestnikami - bez żadnych pośredników i są nieodwracalne. Zapewniają znaczną anonimowość. I tak dla przykładu w lipcu 2019 przelano między dwoma portfelami bitcoiny wartości prawie pół miliarda USD. Zajęło to kilka minut i operacja kosztowała równowartość 400 dolarów. Własciciele obu portfeli pozostali anonimowi.

Innym przykładem zastosowania BTC mogą być kryzysy finansowe na Cyprze, w Grecji, Libanie, Hong Kongu lub Iranie, gdzie władze ograniczają ilość wypłacanych pieniędzy, lub je po prostu konfiskują. W przypadku BTC jest to niemożliwe, bo władze nawet nie wiedzą, że go posiadasz. Możesz wyjechać z kraju z walizką i korzystać ze swojego majątku w każdym miejscu na świecie.

Lub też mój znajomy, któremu podczas bańki roku 2017 pomogłem kupić w lokalnych sklepie - odpowiedniku polskiej Żabki - pierwszą niewielką ilość BTC. Ponieważ był zawodowym traderem FX, więc dzięki znajomości branży i agresywnemu arbitrażowi w ciągu pół roku miał już krypto wartości 250 tys USD. Ponieważ był i nadal jest w nieudanym związku małżeńskim, więc kiedy marzył o odejściu od żony i rozkoszowaniu się życiem singla, śmialiśmy się, że pieniądze te nawet nie byłyby przedmiotem podziału majątku, bo rodzina nie wiedziała o nich.

Komu przeszkadza BTC?

Jednym z celów stworzenia BTC było oddzielenie wpływu rządu na politykę finansową kraju. Tak jak przełomowym momentem w dziejach świata Zachodu był rozdzielenie państwa od kościoła, tak i tutaj zamysłem jest pozbawienie ekip rządowych wpływu na finanse kraju.

Czy zastanawiałeś się dlaczego w latach 50. i 60. poprzedniego stulecia Amerykanin ze swojej pensji był w stanie wyżywić rodzinę, bez kredytu kupić dom i wykształcić dzieci? Podczas gdy żona niejednokrotnie była gospodynią domową. A dzisiaj już tak nie jest. Jednym z powodów jest stale tracący na wartości dolar. Rząd oddzielił go od złota, dodrukowywał więcej i więcej i jeszcze więcej, coraz bardziej zadłuża już nie tylko obecne, ale i przyszłe pokolenia. I tak w ciągu ostatnich 100 lat, dolar amerykański stracił ok 99% wartości. Biorąc jako przykład dzisiejszą przybliżoną wartość BTC, czyli 11 tys USD, w 1955r zapłacilibyśmy za niego 1,700 USD. Tak właśnie wiele osób postrzega sens BTC - niekoniecznie jako sposób na zostanie milionerem, co raczej jako sposób na niezostanie pucybutem.

W światowych mediach przedstawiany jest jako bańka spekulacyjna i sposób na pranie pieniędzy, kupowanie narkotyków i temu podobne. Ma to tyle wspólnego z rzeczywistością, ile ZUS z dostatnią starością.

O ile funkcja BTC jest obecnie porównywana do złota i postrzegana jako Store of Value, o tyle inne kryptowaluty, spełniają dziesiątki innych funkcji - szybsze transakcje, tańsze transakcje, całkowita anonimowość, ustabilizowane ceny.

Jak zarabiać?

Bitcoin szybko zyskał następców. W szalonym 2017 roku było już notowanych 300 monet, dzisiaj jest ich prawie 6 tysięcy. Przy czym poza pierwszą setką trudno mówić jest o wartościowych projektach.

Kolejną najbardziej znaną po BTC kryptowalutą jest Ethereum. I właśnie na jej bazie w tym roku ogromną popularność osiągnął DeFi - Decentralized Finance. Jest to przeniesienie znanych nam produktów i usług finansowych w świat kodu - bez zbierania dokumentów, podań, biurokracji i kolejek.

I tak zamiast trzymać swoje tokeny w elektronicznym portfelu, możesz je udostępnić innym i na nich zarabiać. Tak jak w banku. Tyle że jest to proces zdecentralizowany, szybki i anonimowy. Aby to było możliwe, musi istnieć stały zapas tokenów. Zapewniają go tzw. Liquidity Providers. Bardzo oględnie można powiedzieć, że udostępniamy nasze tokeny i jesteśmy za to wynagradzani. Tyle że procesem nie kieruje ani nie ocenia go człowiek, a kod, w postaci tzw. smart contract (jest open source i coraz częściej audytowany zewnętrznie).

W tradycyjnym banku zabezpieczeniem jest spłacany samochód lub dom. Tu także musisz więc coś zaoferować. Aby zapewnić płynność, udostępniasz 150%-200% otrzymanej sumy. W zamian możesz zastawić token A i otrzymać token B. Dlaczego? Bo na przykład uważasz, że cena tokena B wzrośnie i chcesz nim spekulować. Kiedy cena użyczonego przez ciebie tokena A zaczyna spadać, mechanizm smart contractu wyłącza go z obiegu i zabezpiecza go dla ciebie. Ponosisz pewne straty, jednak twój wkład jest chroniony. Przypuszczczam, że wielu frankowiczów wybrałoby opcję, by ktoś ich zabezpieczył przed wachnięciami kursu.

Inną formą zarabiania na monetach jest staking. Można je trzymać na giełdzie, lub we własnym portfelu i otrzymywać w zamian wynagrodzenie (średnio od 5 do 10% rocznie, choć można i 30%).
Jest to bezpieczna forma biernego dochodu.

W wielu krajach zyski z krypto nie są opodatkowane. Mój znajomy w trakcie hossy w 2017r. sprzedał całe krypto, zarobił 250 tys. USD i nie zapłacił żadnego podatku. Poproszony o złożenie wyjaśnień w banku skąd u 35-latka taki przelew, powiedział że to od mamy na życie. I przestał pracować. Obecnie żyje z inwestycji w metale szlachetne.

Jeden procent jednego procenta

Kim są najbogatsi kryptowaluciarze? To osoby, które zafascynowały się i uwierzyły w BTC dekadę temu.

Podobno ponad milion BTC posiada jego twórca Satoshi Nakamoto. Co przy obecnej cenie BTC stanowi to równowartość ponad 12 miliardów USD. Jednak wartość dolara stale zanika, a Bitcoina rośnie.

Kolejnymi sławami są jeden z pierwszych inwestorów, błyskotliwy libertarianin zafascynowany Japonią, walczący w międzynarodowych turniejach Brazilian Jiu-jitsu - Roger Ver. A także jego były wspólnik Charlie Shrem. Obaj z majątkiem koło pół miliarda dolarów.

I najbardziej znani propagatorzy BTC - olimpijscy wioślarze, skłóceni z Markiem Zuckerbergiem pomysłodawcy Facebook, od lat zaangażowani w propagowanie BTC - bliźniaki Winkelvoss. Wszyscy zostali opisani w pasjonującej książce "Bitcoin Billionaires" na podstawie której powstaje hollywoodzki film.

Ponieważ żyję w Azji, więc dodam do listy dwóch Chińczyków.

Wu Jihan kupił w 2011r. za pożyczone yuany prawie milion BTC. Nadal zaangażowany jest w firmy zajmujące się Bitcoinem. Jest wart prawie 2,5 miliarda USD.

I najbardziej znany chiński bogacz Bitcoinowy - Changpeng Zhao, słynny CZ, założyciel i właściciel giełdy Binance. W ciągu 8 miesięcy od założenia, jego giełda została największą na świecie pod względem obrotu. Mam nadzieję, że będzie znany także poza kręgami kryptowalut, bo w pełni na to zasługuje.

Odmienność świata krypto

Jak pisałem wcześniej, krypto to rewolucja, sprzeciw wobec scentralizowanych i wszechwładnych instytucji finansowych uzależnionych od doraźnej polityki. W świecie krypto nawet kradzież może mieć happy end. Albo i dwa.

Ponad miesiąc temu na rynku DeFi pojawił się nowy gracz - kopia zdecentralizowanej giełdy UniSwap o nazwie SushiSwap. Protokół ten szybko zdobył ogromną popularność, a co za tym idzie i pieniądze. Twórca nowego protokołu pozostał anonimowy i funkcjonował pod pseudonimem Chef Nomi. Emitował własny token Sushi, który został zaakceptowany przez największe giełdy, co dodało mu wiarygodności. Jego pierwsi nabywcy natychmiast go odsprzewali zarabiając majątek. Istny win-win.

Do momentu, w którym anonimowy Chef Nomi pozbył się swoich tokenów wartych 14 mln USD. Wartość Sushi spadła o 70%.

Sytuacja spowodowała zrozumiałą wściekłość i rozpacz osób, które straciły pieniądze. I tu z pomocą przyleciał Superman. No prawie. CEO innej giełdy notującej token Sushi, znany jako SBF, opublikował na Twitterze kilkustopniową propozycję rozwiązania sytuacji. I tak na początku września Chef Nomi przekazał SBF klucze do utkniętych na SushiSwap ponad miliarda dolarów.

Sushi społeczność głosowała, kto będzie miał dostęp do kluczy. Niedługo potem każdy mógł pobrać swoje unieruchomione wcześniej tokeny.

Jeden happy end to za mało. Niespodziewanie Chef Nomi zwrócił także owe 14 mln USD do skarbca. A wspólnotę Sushi poprosił o zadecydowanie jakie wynagrodzenie powinien otrzymać jako twórca protokołu.

Całkowity brak podobieństw do postępowania bankierów i skorumpowanych polityków nie jest przypadkowy.

Drugi przykład także dotyczy giełdy UniSwap. W tym przypadku także i mnie, jako jej użytkownika. Ma on i happy początek i happy koniec. Wyobraź sobie, że Google lub Facebook podzieliłby się z tobą zyskiem z tytułu używania ich produktu. Dlatego, bo przyczyniłeś się do wzrostu wartości firmy. Giełda Uniswap tak właśnie postąpiła. Wychodząc z założenia, że każdy jej użytkownik przyczynił się do wzrostu jej płynności, mógł pobrać 400 tokenów UNI.

Kiedy po kilku dniach pobierałem swoje, wartość jednego osiągnęła 5 USD. Tak więc mogłem swoje sprzedać i zgarnąć gotówkę. Ja jednak zamieniłem je na UniSwap na prawie 6 Ethereum. Liczę na to, że w ciągu najbliższego roku jego wartość wzrośnie przynajmniej dwukrotnie. I wówczas sprzedam.

Także tutaj całkowity brak zbieżności z postępowaniem korporacji jest zamierzony.

Niebezpieczeństwa

Świat krypto to jednak nie bajka z tęczą i jednorożcami.

- Wspomniane smart contracty mogą zawierać wadliwy kod i albo same niezadziałać, lub może to zostać wykorzystane przez hackera. Dlatego są open-source i niezależnie audytowane.

- Krypto można także stracić. Albo na rzecz hackera, albo gubiąc swój prywatny klucz / hasło. Lub tak jak mój wspomniany wcześniej znajomy trader FX, który przekazał swoje warte 250 tys. USD Ethereum firmie, która miała je pomnażać. Tlumaczyłem wielokrotnie, by je wycofał. Wszystkie zniknęły. Obecnie kolega kupił Atom i korzysta z biernego dochodu dzięki staking. Czyli nadal krypto, ale bez stresu.

- Istnieje także szansa, że kiedy rządy wprowadzą swoje cyfrowe waluty (CBDC), zaczną niszczyć konkurencję i zdelegalizują lub bardzo utrudnią używanie kryptowalut.

- Jest wiele argumentów za i przeciw, czy możliwy jest tzw. atak 51% na sieć BTC. Dotyczy to np. Komunistycznej Partii Chin, ponieważ w tym kraju znajduje się około 70% wydobycia czy też górnictwa Bitcoina. W moim mniemaniu opcja ta jest realna, co nie znaczy, że do niej dojdzie. W ogólnym zarysie polega ona na fizycznym przejęciu sieci i wykluczeniu lub zmianie transakcji na blockchainie.

- W coraz mniejszym wymiarze, jednak możliwe jest załamanie rynku krypto w związku z toczącym się procesem tzw. stablecoin USDT Tether i giełdy Bitfinex (która w 2017r miała także konto w polskim banku, jednak i stąd ją przegoniono). Sprawa ta przez wnoszących ją prawników nazwana jest największą bańką w historii ludzkości.

- Ze względu na znaczną zmienność i płynność cen krypto trzeba mieć przekonanie do nich i bardzo silne nerwy. I odroczyć wynagrodzenie daleko w przyszłość.

Jak to rewolucja - nie dla każdego.

Ryszard Zalski od prawie dwóch dekad żyje na Tajwanie. Jest autorem thrillera politycznego „Wnuk Ducha”, który ukaże się w październiku.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA