fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Niezasłużony afront dla praw obywateli - komentuje Wojciech Tumidalski

Adam Bodnar
tv.rp.pl
Z niezrozumiałych powodów szef sejmowej komisji sprawiedliwości doprowadził do skandalu odbierając głos rzecznikowi praw obywatelskich i pozwalając na publiczne poniżenia jego urzędu.

We wtorkowy wieczór wszyscy mogliśmy się poczuć młodsi o trzy-cztery lata. Było jak w czasie osławionych posiedzeń sejmowej komisji sprawiedliwości, gdy pod osłoną nocy nowelizowano ustawy o Trybunale Konstytucyjnym i Sądzie Najwyższym, wprowadzając do nich „dobrą zmianę”.

Czytaj także: Trzęsienie ziemi nie poprawi urzędu RPO

Komisja, pod kierunkiem posła Piotrowicza, z żelazną konsekwencją jak czołg przetoczyła się po paragrafach. Dyskusji, pytań, wniosków formalnych, przewodniczący nie dopuszczał. To wtedy zamiast „porządek dzienny” zaczęto mówić „porządek nocny”. PiS przyjęło wtedy taką strategię by jak najszybciej – nawet kosztem ograniczenia debaty parlamentarnej - przepchnąć przez parlament wielkie i kontrowersyjne zmiany w wymiarze sprawiedliwości. Widać uznali, że inaczej się nie uda.

Ale trudno zrozumieć, dlaczego przewodniczący Piotrowicz dopuścił do poniżenia rzecznika praw obywatelskich – konstytucyjnego organu, który ma obowiązek co roku przedstawić parlamentowi sprawozdanie ze stanu przestrzegania praw człowieka i obywatela w naszym kraju. Jego sprawozdanie jest naprawdę ciekawe, wcale nie tak jednowymiarowe jakby to chcieli widzieć krytycy Adama Bodnara, i przygotowane w nowatorski sposób – na podstawie poszczególnych artykułów konstytucji.

Bodnar je przedstawił, potem zaczęła się dyskusja, w której – zgodnie z regulaminem i parlamentarnym obyczajem - posłowie zadali pytania. Rzecznik chciał odpowiedzieć, ale głuchy na protesty przewodniczący Piotrowicz zamknął posiedzenie. Oświadczył, że rzecznik miał złożyć sprawozdanie – i je złożył, a debaty nie dopuszcza.

To upokorzenie, nie pierwsze zresztą, bo już przed rokiem Piotrowicz odbierał głos Bodnarowi. Jednocześnie szef komisji nie reagował, gdy Krystyna Pawłowicz wykrzykiwała skandaliczne rzeczy, że rzecznik jest „wyjątkowym szkodnikiem”, że wykracza poza swe ustawowe kompetencje, jest rzecznikiem mniejszości, która przegrała wybory i tym podobne. Zadawniony konflikt Krystyny Pawłowicz z Adamem Bodnarem sięga czasów ich pracy na Uniwersytecie Warszawskim. Nic nie usprawiedliwia przenoszenia go na stosunki między władzą ustawodawczą a organem konstytucyjnym, powołanym do ochrony praw obywateli, szczególnie najróżniejszych mniejszości. Jestem przekonany, że prof. Pawłowicz dobrze o tym wie, podobnie jak poseł Piotrowicz. Czyniąc afront rzecznikowi, w rzeczywistości obrażają obywateli naszego kraju, których prawa stara się on reprezentować.

Tym bardziej trudno zrozumieć, a jeszcze trudniej się pogodzić, z tym do czego doszło.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA