fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ochrona środowiska

Usunęli sami płaczącą wierzbę zamiast wezwać straż, zapłacą 5 tys. zł kary

Adobe Stock
Uszkodzone drzewo zagrażające przechodniom może usunąć tylko straż pożarna. Spółdzielnia mieszkaniowa nie ma prawa tego zrobić chyba, że otrzyma zezwolenie.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Rzeszowie oddalił skargę spółdzielni mieszkaniowej. Dotyczyła ona kary, jaką nałożono na nią za wycięcie bez zezwolenia jednej wierzby płaczącej. Wyniosła ona prawie 4,9 tys. zł .

Spółdzielnia nie chciała jej zapłacić. Tłumaczyła, że wycięła drzewo, było pęknięte, chore i zagrażało przechodniom. Przyznała, że nie zgłosiła wycięcie wierzby straży pożarnej, która w sytuacjach nagłego zagrożenia, w ramach akcji ratowniczej usuwają drzewa bez zezwolenia.

Wójt nie dał wiary wyjaśnieniom i wymierzył karę. Według niego argumenty spółdzielni nie są wiarygodne. Nie zrobiła zdjęcia pękniętego drzewa przed usunięciem. Nie wezwała służb ratowniczych. Zabrakło również dowodów na potwierdzenie uzasadnienia usunięcia drzewa. Ponadto kłoda usuniętego drzewa została zabrana przez spółdzielnię. Nie było więc jaki ustalić stan zdrowia usuniętego drzewa. Na pniu ściętego drzewa nie widać urzędnicy nie dopatrzyli się zaś oznak choroby.

Spółdzielnia wniosła skargę do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Rzeszowie. Zarzuciła wójtowi, że wydający decyzję miał obowiązek dążyć do ustalenia wszelkich okoliczności faktycznych w sprawie. Mając wątpliwości co do istnienia zagrożenia z uwagi na stan drzewa powinien przesłuchać osoby mogące mieć w tym zakresie informacje, np. te, które wycięły drzewo oraz mieszkańców którzy rzekomo zgłosili usunięcie drzewa) Ustalając stan usuniętego drzewa organ mógł zapoznać się z fragmentami kłody, które były i są dostępne w obiektach spółdzielni. Nic nie wskórała.

Czytaj też:

Usunięcie drzewa trzeba zgłosić

Drzewo zagraża sąsiadom, ale pozwolenia na wycinkę brak

SKO wyjaśniło, że ustawa o ochronie przyrody w pewnych sytuacjach może odstąpić od wymogu uzyskania zezwolenia na usunięcie drzewa lub krzewów. Mówi o nich art. 83 ust. 1 tej ustawy. Przepis nic nie mówi o drzewach, które zagrażają bezpieczeństwu ludzi lub mienia. Tym samym usunięcie drzew zagrażających bezpieczeństwu wymaga uzyskania zezwolenia.

Spółdzielnia odwołała się więc do WSA w Rzeszowie a ten oddalił skargę. Według sądu spółdzielnia nie przedstawiła żadnych wiarygodnych dowodów, że sporne drzewo zostało usunięte przez pracowników spółdzielni "ze względu na stan zdrowotny drzewa" oraz "zagrożenie bezpieczeństwa przechodniów" . Nie można uznać, że wyczerpały one znamiona stanu wyższej konieczności.

O stanie wyższej konieczności mówi art. 89 ust. 7 ustawy o ochronie przyrody. Wynika z niego, że jest to stan nagły i stwarzający na tyle poważne zagrożenie dla dóbr prawnych o wyższej wartości niż drzewa lub krzewy (np. życie lub zdrowie ludzkie), że nie można oczekiwać na przybycie uprawnionych służb lub na uzyskanie odpowiedniego zezwolenia.

Spółdzielnia nie wykazała, że po burzy (o ile miała ona miejsce) doszło do natychmiastowego wezwania odpowiednich jednostek ochrony przeciwpożarowej lub inne właściwych służb w celu niezwłocznego usunięcia drzewa zagrażającego życiu lub zdrowiu ludzi.

WSA uznał za bezzasadny zarzut spółdzielni, że urzędnicy nie uwzględnili okoliczności związanych z rzekomym obumarciem drzewa lub jego stanem nierokującym szansy na przeżycie. Z dokumentacji fotograficznej wynika, że stan wewnętrznej części pnia w przekroju nie wykazuje śladów zaczernienia lub spróchnienia.

sygn. akt II SA/Rz 1264/18

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA