fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ochrona środowiska

Nowe przepisy dot. wycinki

fotolia
Piły mają już przestać pracować od świtu do nocy. Siekierezadę zakończą bowiem uchwalone w piątek przez Sejm przepisy. Będzie lepiej, ale nie idealnie.

Trzy miesiące obowiązywały regulacje dotyczące wycinki, a już wkrótce możemy szykować się na nowe. W piątek Sejm uchwalił nowelizację ustawy o ochronie przyrody autorstwa posłów PiS. Ma naprawić to, co sknocili, czyli zapobiec masowej wycince drzew.

Na pewno w jakimś stopniu zahamuje to wycinkę. Nowe przepisy są jednak dziurawe jak sito. Będą więc omijane.

Nie będzie powrotu do zezwoleń na wycinkę na prywatnych posesjach. Nie oznacza to jednak, że znikną wszystkie formalności. Nowela wprowadza zgłoszenia. Osoba, która zechce wyciąć drzewo lub krzew, ma zgłosić ten fakt w urzędzie gminy (miasta). Urzędnicy następnie złożą wizytę temu, kto planuje wycinkę, i sprawdzą jej zasadność. Jeżeli nie zgłoszą sprzeciwu przez 14 dni, piły mogą pójść w ruch.

Nowela wprowadza też pięcioletni zakaz. Chodzi o to, że jeżeli prywatny właściciel wytnie drzewa, a następnie będzie chciał dla tej części nieruchomości, na której rosły, uzyskać pozwolenie na budowę dla inwestycji związanej z działalnością gospodarczą, to musi poczekać pięć lat. Jeżeli wystąpi o pozwolenie wcześniej, zapłaci za wycinkę.

Pięcioletni okres będzie się liczył od dokonania oględzin drzew przez urzędników z gminy. Taki obowiązek obciąży także osobę, która kupi nieruchomość w tym czasie. Nowela przewiduje, że nabywca będzie miał wgląd do protokołu z oględzin. Ma go to uchronić przed kupowaniem kota w worku.

Propozycja wprowadzenia pięcioletniego zakazu spotkała się z falą krytyki. Jest w niej sporo racji. Nigdzie w tym przepisie nie sprecyzowano, co się kryje pod pojęciem części nieruchomości. Zapomniano też, że obecnie wiele inwestycji realizuje się już nie na podstawie pozwolenia na budowę, tylko na zgłoszenia, np. parkingi. W tym wypadku zakaz już nie obowiązuje.

Nowelizacja ustawy przegłosowana przez Sejm odbiera też gminom możliwość określania stawek za wycinkę. Te, które się na to zdecydowały, mogą swoje uchwały wyrzucić do kosza. Nastąpi bowiem powrót do ustalania stawek w rozporządzeniu przez ministra ochrony środowiska. To nic nowego. Tak było przed 1 stycznia 2017 r. Stawki mają być zróżnicowane m.in. ze względu na wiek i gatunek drzewa.

Co ciekawe, posłowie PiS dają ministrowi sześć miesięcy na przygotowanie rozporządzenia. W tym czasie mają obowiązywać maksymalne stawki z ustawy o ochronie przyrody, czyli bez względu na gatunek drzewa płaci się 500 zł razy obwód pnia mierzony na wysokości 130 cm.

Nie będzie można też wycinać drzew przy drogach bez uzgodnienia z regionalnym dyrektorem ochrony środowiska.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA