fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Zasiedzenie służebności przesyłu – zabawa w chowanego

Fotorzepa
Przepisy regulujące służebność przesyłu nie są idealne, a w orzecznictwie panuje duża rozbieżność. Dlatego warto pomyśleć o powołaniu specjalnego, wykwalifikowanego mediatora, który obowiązkowo będzie prowadził negocjacje – przekonuje prawnik.

Wprowadzenie instytucji służebności przesyłu do kodeksu cywilnego było dobrym rozwiązaniem. Zagmatwane stany prawne związane z ustanawianiem na nieruchomościach urządzeń przesyłowych wymagały pewnego uporządkowania. Niemniej po kilku latach obowiązywania przedmiotowej regulacji warto zauważyć, że nie wszystkie problemy udało się rozwiązać. Potencjalnych dylematów wciąż jest wiele. Najwięcej pytań budzą chyba jednak kwestie związane z zasiedzeniem służebności przesyłu. Jest tu najwięcej niedopowiedzeń i – co jest jeszcze bardziej szkodliwe – bardzo dużo zróżnicowanych tez orzeczniczych. Czasem dochodzenie służebności przesyłu przypomina więc trochę zabawę w chowanego.

Stare sprawy

Obecny stan prawny może budzić również wątpliwości ze społecznego punktu widzenia. Wyobraźmy sobie bowiem właściciela nieruchomości, na której od wielu lat posadowione było jakieś urządzenie przesyłowe. Obecny właściciel kojarzy mniej więcej, że było to pod koniec PRL i że jego poprzednik prawny nie podpisywał żadnej umowy, w której wyrażałby zgodę na taką lokalizację. I załóżmy, że teraz, w 2016 roku, właściciel ten dowiaduje się od kogoś, że może od obecnego przedsiębiorcy przesyłowego żądać rozliczenia. Zaczynają się problemy.

Może się zdarzyć, że ów ktoś z boku zbyt mocno podpuści naszego właściciela, wskazując mu możliwość uzyskania wielotysięcznego odszkodowania (realnie można uzyskać co najwyżej kilka tysięcy złotych). W innym przypadku okazać się może, że takie żądanie byłoby w pełni adekwatne. Kierowane jest ono przez właściciela do aktualnego przedsiębiorcy przesyłowego odpowiadającego za urządzenie i... znów scenariusze mogą być różne. Czasem przedsiębiorca zaproponuje jakieś porozumienie. Kiedy indziej uzna, że maksyma „milczenie jest złotem" jest tu najwygodniejsza i zupełnie ignoruje pisma właściciela. Może w końcu wyrazić stanowisko, że w jego przekonaniu żądania właściciela (związane z ustanowieniem służebności przesyłu i zapłatą wynagrodzenia), są bezzasadne, bo prawo do korzystania z urządzeń przesyłowych za darmo uległo zasiedzeniu.

Przy czym w żadnym wypadku nie można głosić tezy, że „wszystkiemu są winni przedsiębiorcy przesyłowi". Oni też muszą chronić swoje interesy i pamiętać, że ich budżety nie są z gumy.

Rozbieżności w orzecznictwie

Załóżmy, że nasz właściciel nieruchomości jest na tyle zdeterminowany, aby samodzielnie, lub z czyjąś profesjonalną pomocą, umiejętnie analizować przepisy dotyczące zasiedzenia służebności. W ramach tej analizy szybko dojdzie do wniosku, że w doktrynie i orzecznictwie występuje wiele poważnych różnic związanych z podstawową wykładnią tej instytucji. Dotyczyć mogą one:

- zakresu stosowania instytucji zasiedzenia służebności gruntowych względem zasiedzenia służebności przesyłu (zwłaszcza przesłanki wykorzystywania przez uprawnionego ze służebności „trwałego i widocznego urządzenia");

- możliwości występowania dobrej wiary u przedsiębiorcy przesyłowego lub jego poprzednika prawnego;

- stosowania przepisów o zasiedzeniu służebności przesyłu do służebności występujących przed 2008 rokiem, które w swojej treści odpowiadały służebności przesyłu;

- statusu poprzedników prawnych obecnych przedsiębiorców przesyłowych – zwłaszcza roli przedsiębiorstw państwowych przed zmianami z roku 1989 i możliwości uznania ich za posiadacza służebności (zarówno względem nieruchomości państwowych, jak i prywatnych);

- załatwiania roszczeń o wynagrodzenie za bezumowne korzystanie z nieruchomości przed sądowym stwierdzeniem jej zasiedzenia.

To są tylko najważniejsze kwestie z tego zakresu. Oczywiście każdą z nich można w szerokim stopniu analizować i na podstawie analizy proponować optymalny, przekonujący sposób wykładni. Problem polega na tym, że w każdym z wymienionych przypadków w większym lub mniejszym stopniu występują zróżnicowane stanowiska sądów i uznanych autorów. Ktoś powie – to nic nietypowego – rozbieżności orzecznicze będą zawsze. Można się z tym nawet zgodzić. Zastrzec jednak trzeba, że problem tkwi nie tyle w rozbieżności ach w orzecznictwie przy stwierdzaniu zasiedzenia służebności, ale w nagromadzeniu związanych z tym jednym tematem dylematów (jak pokazano to wyżej). W sytuacji, gdy przedsiębiorca przesyłowy zgłosi zarzut zasiedzenia służebności przesyłu często trzeba zbadać stan faktyczny i prawny sprzed 1989 roku. Wówczas zaś pojawia się część z pięciu wymienionych wyżej problemów.

Węzeł do rozcięcia

Pamiętamy, że węzły gordyjskie raczej trzeba przecinać, niż rozwiązywać. Tak więc z punktu widzenia systemowego żmudne, każdorazowe rozwiązywanie wymienionych powyżej dylematów w każdej indywidualnej sprawie nie jest optymalnym rozwiązaniem. Można oczywiście zastanawiać się nad tym, jak skuteczne byłyby zmiany prawne w tym zakresie. Tu jednak też pojawiłby się problem dotyczący ich wpływu na poprzednie stany prawne i wcześniejsze sprawy sądowe.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA