fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Obowiązki właściciela domu znajdującego się pod linią energetyczną

Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski Krzysztof Skłodowski
Sytuacja, w której budynki mieszkalne znajdują się pod liniami wysokiego napięcia, wymaga uregulowania prawnego innego niż obecne.

Wysokie napięcie pojawiło się na dachu domu w Białymstoku w 2007 r. Źródłem indukcji była linia wysokiego napięcia, przebiegająca nad domem mieszkalnym, wybudowanym na podstawie pozwolenia na budowę. Wydano je we wrześniu 1959 r. pomimo, że kilka miesięcy wcześniej, w lutym 1959 r., została wyznaczona lokalizacja linii energetycznej, przebiegającej nad tym terenem. W listopadzie i grudniu 1959 r. zezwolono na budowę dwutorowej linii elektroenergetycznej o mocy 110 kV.

Wiele decyzji i wyroków sądowych

W 2007 r. przez poszycie dachu zaczęło przebiegać napięcie elektryczne. Powiatowy inspektor nadzoru budowlanego w Białymstoku ustalił, że pojawiło się po wymianie w 2007 r. pokrycia dachu z dachówki cementowej na blachodachówkę i ma bezpośredni związek z linią wysokiego napięcia, przebiegającą nad budynkiem. Spółka z o.o. PGE Dystrybucja Białystok, ówczesny zarządca linii, sama zaproponowała, że wykona uziemienie dachu na własny koszt, bez konieczności wykonywania przez inwestora ekspertyzy technicznej. Właściciel budynku przystał na takie rozwiązanie, ale z mocy decyzji organów nadzoru budowlanego i wyroków sądów, okazało się ono niewykonalne.

Czytaj także:

Decyzji i orzeczeń sądu nie brakowało. W latach 2009-2016 Wojewódzki Sąd Administracyjny w Białymstoku rozpatrywał sprawę aż pięciokrotnie, a Naczelny Sąd Administracyjny zastanawiał się nad nią w 2017 r. Sprawa rozpadała się bowiem jakby na dwie odrębne części, z których jedna dotyczyła związku zmiany pokrycia dachu z powstaniem zagrożenia porażenia prądem, natomiast druga koncentrowała się na kwestii oddziaływania linii na wspomniany budynek i inne obiekty.

Oskarżany o to był słup energetyczny, stojący na granicy posesji, podejrzewany o skorodowanie. Pełne omówienie kolejnych decyzji i orzeczeń sądowych wydaje się zadaniem niewykonalnym, ponieważ w grę wchodzą nie tylko przepisy prawa, ale również szczegóły techniczne. Powiedzmy zatem w skrócie, że PINB w Białymstoku kilkakrotnie wydawał decyzje, które były następnie uchylane przez podlaskiego wojewódzkiego inspektora nadzoru budowlanego lub przez WSA w Białymstoku wraz z decyzjami PWINB.

Źródło zagrożenia

I to WSA w Białymstoku, rozpatrując po raz pierwszy sprawę w 2009 r., zauważył, że żaden przepis nie zabrania inwestorowi zastosowania do pokrycia dachu blachodachówką. Bezpodstawne jest więc twierdzenie, że zmieniając to pokrycie, właściciel nieruchomości przyczynił się do powstania zagrożenia pożarowego. Zdaniem sądu, źródłem zagrożenia jest sama linia energetyczna. I to jej zarządca powinien być zobowiązany do stworzenia bezpiecznych warunków jej funkcjonowania. Tymczasem zdecydowanie większą odpowiedzialnością i obowiązkami, wśród których znalazło się m.in. sporządzenie dokumentacji projektowej i powykonawczej, rysunków, protokółów i pomiarów napięć, obciążono skarżącego. Wojewódzki inspektor nadzoru budowlanego w Białymstoku powtarzał za PINB że obowiązki nałożono na właściciela posesji „zasadnie", gdyż to właśnie on, samowolnie wymienił pokrycie dachu, powodując w ten sposób pojawienie się napięcia. Celem decyzji jest doprowadzenie obiektu do należytego stanu, i nie jest przy tym istotne, jakimi metodami, i jaką techniką to nastąpi oraz czy właściciel nieruchomości dysponuje środkami na ten cel.

Dla właściciela posesji miało to jednak zasadnicze znaczenie. Odwoływał się zatem do organów nadzoru budowlanego i słał skargi do sądów administracyjnych, w wyniku czego zalegalizowano samowolną zmianę poszycia dachu. Organy nadzoru budowlanego zobowiązały też PGE S.A. w Lublinie, obecnego zarządcę linii, do przedłożenia ekspertyzy technicznej, określającej, czy napowietrzna linia wysokiego napięcia 110kV stanowi zagrożenie dla budynku mieszkalnego i mieszkających w nim ludzi.

Z ekspertyzy wynikało, że nie, i wobec tego nie jest konieczne umieszczenie kabla pod ziemią, czego domagał się właściciel budynku. Biegły rzeczoznawca stwierdził, że nie zostały przekroczone wartości dopuszczalnych poziomów pól elektromagnetycznych. Nie występuje więc ryzyko związane z oddziaływaniem pól elektromagnetycznych na organizm człowieka. Konieczne jest jednak wykonanie określonych robót, mających neutralizować indukowanie prądu na dach.

Zadania rozdzielono jednak nierówno. Organy nadzoru budowlanego zobowiązały PGE S.A. w Lublinie, obecnego zarządcę linii, do zbadania stopnia korozji słupa i ewentualnego sporządzenia jego nowego projektu. Większość zadań, przeważnie kosztownych i skomplikowanych, spadła na właściciela nieruchomości, ponieważ to on, jak uznały organy nadzoru budowlanego, zmieniając poszycie dachu, przyczynił się do powstania zagrożenia.

Wyrokiem z 4 kwietnia 2019 r. WSA w Białymstoku oddalił skargę właściciela domu na decyzję PWINB. W uzasadnieniu orzeczenia stwierdził m.in., że „bez znaczenia pozostaje fakt, czy skarżący dysponuje środkami finansowymi na wykonanie nakazanych robót".

Sygnatura akt: II SA/Bk 829/18

Danuta Frey

Nie sposób pozostawić, tę sprawę bez komentarza. Pozwolenie na budowę wydano bowiem, mając świadomość, że przebiegnie tamtędy linia energetyczna. Natomiast obecnie to na właściciela domu, wybudowanego na podstawie tego pozwolenia, zostały przerzucone obowiązki, związane w istocie z jej funkcjonowaniem. I nie jest to sytuacja wyjątkowa, gdyż chociaż obecnie zabronione jest sytuowanie budynków mieszkalnych pod liniami energetycznymi, nadal aprobuje się ich istnienie gdy taki stan zaistniał wcześniej. Dotychczasowe uregulowania prawne tu nie wystarczą, potrzebne są nowe, inne od obecnych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA