fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Prof. Wojciech Roszkowski: Książeczki mieszkaniowe to była propaganda

Prof. Wojciech Roszkowski
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Prof. Wojciech Roszkowski, historyk z Polskiej Akademii Nauk

Rząd chce się zorientować, ilu Polaków ma jeszcze książeczki mieszkaniowe i jakie wiążą się z tym wydatki z budżetu państwa. Najmłodsi pewnie nawet nie wiedzą, czym są owe książeczki.

Dzisiaj bierze się kredyt, kupuje się mieszkanie i później się je spłaca. W PRL było na odwrót – najpierw trzeba było płacić, a dopiero potem można było dostać mieszkanie. Był to rodzaj kredytu, który państwo zaciągało u obywateli. Książeczki były skierowane głównie do młodych małżeństw – był to element propagandy.

W jaki sposób odkładało się pieniądze?

Trzeba było terminowo wpłacać pewną kwotę określoną przez normy. W kolejce po mieszkanie byli równi i równiejsi. Jeżeli ktoś wpłacał te same sumy co inni, ale był związany ze spółdzielnią czy partią, to przydział mieszkania był nagrodą za lojalność. Szary obywatel, który nie był członkiem partii, musiał czekać wiele lat.

Czytaj także:

Młodzi lewicowi aktywiści twierdzą, że w PRL było łatwiej o mieszkania niż dzisiaj, bo państwo prowadziło aktywną politykę mieszkaniową.

W PRL to był wielki problem – ludzie wchodzący w dorosłe życie potrzebowali mieszkań. Były różne programy socjalne, ale to była kropla w morzu potrzeb. Głód na mieszkania był ogromny. W najbardziej zniszczonych miastach warunki były dramatyczne. Sam pamiętam, jak z rodziną mieszkaliśmy w jednym pokoju. Jeden z moich kolegów z dzieciństwa mieszkał w suterenie, gdzie nie miał nawet podłogi. Z czasem się poprawiało. Ale porównywanie sytuacji młodych dzisiaj z młodymi ludźmi wtedy jest zawodne.

Jak wyglądała polityka mieszkaniowa w czasach PRL?

Tak naprawdę budowa mieszkań była na bardzo odległym miejscu w priorytetach polityki gospodarczej PRL. Był to system, który skupiał się przede wszystkim na przemyśle ciężkim i zbrojeniowym. Inwestycje skierowane ku podniesieniu stopy życiowej były na szarym końcu. Drugą rzeczą jest to, że państwo wykorzystywało oszczędności ludzi. Gromadzili oni pieniądze na książeczkach mieszkaniowych, a państwo często brało je na inne potrzeby. Dlatego obywatele tak długo czekali na mieszkania.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA