fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nauczyciele

Zakażenie koronawirusem w szkole może oznaczać pozew

Adobe Stock
Wielu nauczycieli, dyrektorów szkół zadaje sobie pytanie, czy jeśli w ich szkole pojawi się ognisko epidemii, będą musieli się liczyć z odpowiedzialnością za zachorowania dzieci. Nie można tego wykluczyć.

Założyć można, że w związku z zakażeniami koronawirusem w szkołach rodzice poszkodowanych dzieci będą zgłaszali roszczenia do organu prowadzącego – najczęściej gminy – za szkodę wyrządzoną przez niezgodne z prawem działanie lub zaniechanie w wykonywaniu władzy publicznej. A może także do państwa, gdyby wydane przez władze oświatowe czy sanitarne regulacje epidemiczne okazały się wadliwe, niepełne, nieskuteczne.

– O odpowiedzialności w takich wypadkach można mówić po konkretnym zakażeniu i konkretnej szkodzie (choroba i związane z nią konsekwencje finansowe oraz osobiste, w najgorszym razie śmierć). Ocenie pod kątem zgodności z regułami staranności podlegają decyzje na wszystkich szczeblach. Ale formalna zgodność z prawem nie zamyka problemu odpowiedzialności, bo bezprawność to także niezgodność działań z zasadami współżycia społecznego – wskazuje prof. Maciej Gutowski, adwokat. – Ocenie będzie podlegać, czy w danym przypadku wolno było podjąć decyzję o wysłaniu dzieci do szkoły (liczba zakażeń w skali globalnej i w danej szkole, stanowisko służb sanitarnych, a także, czy podjęto właściwe środki ostrożności, możliwość odseparowania klas, dostępność środków dezynfekcyjnych i maseczek).

Czytaj także:

W myśl zaś art. 417(2) kodeksu cywilnego, jeżeli przez niezgodne z prawem wykonywanie władzy publicznej została wyrządzona szkoda na osobie, poszkodowany może żądać całkowitego lub częściowego jej naprawienia oraz zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę, gdy okoliczności wskazują, że wymagają tego względy słuszności.

– Podstawową trudność w toku ewentualnego procesu stanowić będzie udowodnienie działań niezgodnych z prawem i zaniechań dyrektora szkoły oraz wykazanie związku przyczynowego ze szkodą, czyli zachorowaniem i jego skutkami – wskazuje dr Michał Ciupa, partner w Kancelarii Adwokackiej Michał Ciupa i Partnerzy. – W przypadkach najpoważniejszych naruszeń zasad bezpieczeństwa w szkołach w czasie pandemii mogą być prowadzone postępowania karne dotyczące umyślnego sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób przez spowodowanie zagrożenia epidemiologicznego lub choroby zakaźnej – dodaje mec. Ciupa.

– Łatwiej byłoby wykazać zaniedbania szkoły, gdyby okazało się, że nie dopełniła oczywistych wymogów przeciwepidemicznych, nakazów władzy publicznej – wskazuje radca prawny Szymon Topa. – Oczywiście pozew zderzy się w sądzie z kontrargumentacją, że dziecko mogło się zakazić w autobusie czy na podwórku itp.

Co się tyczy odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez wydanie wadliwych czy niepełnych regulacji epidemiczno-szkolnych, tzw. delikt legislacyjny, to nie są proste sprawy, a odszkodowania należą do zupełnych wyjątków.

– Konieczne jest wykazanie, że na konkretnym organie władzy (rządzie, ministerstwie) ciążył prawny obowiązek wydania określonych regulacji, lub że wydane nie odpowiadają aktualnej sytuacji epidemicznej ani wiedzy medycznej, jak należy postępować – wskazuje adwokat Marcin Szymański.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA