fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Wielkiego jazzmana urzekła Odra

Charles Lloyd „Wild Man Dance”, Blue Note/Universal, CD, 2015
materiały prasowe
Nagrany we Wrocławiu album legendarnego saksofonisty Charlesa Lloyda „Wild Man Dance” jest jego najważniejszą płytą od niemal pół wieku.

Album wydała prestiżowa wytwórnia Blue Note Records i od razu trafił do dziesiątki najpopularniejszych w jazzowym notowaniu magazynu „Billboard". To rejestracja premierowego koncertu, jaki odbył się w Filharmonii Wrocławskiej na festiwalu Jazztopad 2013. Lloyd napisał „Wild Man Dance Suite" na zamówienie, choć jak podkreślił, rzadko przyjmuje takie zobowiązania. Dzieło podsumowuje jego dorobek artystyczny prezentując najlepsze cechy jego muzyki i niezwykłe brzmienie saksofonu.

Charles Lloyd jest jednym z pierwszych jazzmanów w historii, którego album przekroczył magiczną liczbę miliona sprzedanych egzemplarzy. Taką popularnością cieszyła się wydana w 1966 r. koncertowa płyta „Forest Flower" z festiwalu w Monterey. Lloyd występował wtedy przed wielotysięczną publicznością na tych samych scenach, co grupy rockowe. Miał w zespole młodych, utalentowanych muzyków: pianistę Keitha Jarretta i perkusistę Jacka DeJohnette'a. Wystąpił z nimi w Polsce na festiwalu Jazz Jamboree.

Popularność, a szczególnie jej skutki, wcale mu się nie podobały. Na wiele lat wycofał się ze sceny. Występował sporadycznie, najczęściej z przyjaciółmi z zespołu Beach Boys. Do powrotu na scenę namówił go francuski pianista Michel Petrucciani, któremu wspólnymi występami Lloyd ułatwił start do światowej kariery. Po dwudziestu latach współpracy z wytwórnią ECM Records i nagraniu trzynastu znakomitych albumów, przyszło zamówienie od dyrektora artystycznego festiwalu Jazztopad Piotra Turkiewicza.

- Chciałem, żeby to był utwór z udziałem orkiestry kameralnej albo symfonicznej – powiedział „Rzeczpospolitej" Piotr Turkiewicz. - Wyczułem jednak, że nie zamierzał pójść w tę stronę, a ja nie chciałem, żeby napisał muzykę tylko na kwartet. Zaproponowałem poszerzenie zespołu.

Lloyd występował wówczas, m.in. w Bielsku-Białej, z grecką wokalistką Marią Farantouri. Z jej zespołu wybrał wirtuoza liry greckiej Sokratisa Sinopoulosa. Natomiast w Budapeszcie zagrał razem z cymbalistą Miklósem Lukácsem. Obaj poszerzyli kwartet saksofonisty ze znakomitym pianistą Geraldem Claytonem, kontrabasistą Joe Sandersem i perkusistą Geraldem Cleaverem.

Album otwiera solówka cymbalisty w utworze „Flying Over The Odra Valley". Lloyd pisząc ten temat przypomniał sobie urzekający widok Odry z okna samolotu, kiedy pierwszy raz lądował we Wrocławiu. Ta kompozycja przypomina utwór „Forest Flower" sprzed niemal pół wieku. Ma moc ukrytą w nastrojowej melodii, która rozwija się w ekspresyjnej solówce pianisty. Kiedy Lloyd przejmuje temat, żarliwością improwizacji przypomina Johna Coltrane'a, swojego idola z początku lat 60. Intrygującą aranżację ma temat „River". Intensywny rytm sekcji rytmicznej podkreśla wpadający w ucho motyw. Słychać, że Lloyd ma nadal w sobie hipisowskiego ducha i rockową ekspresję potrafi wyrazić w jazzowych harmoniach.

Zamykający suitę temat „Wild Man Dance" rozwija się w długiej improwizacji pianisty Geralda Claytona. Cymbalista Miklós Lukács gra abstrakcyjną solówkę, a kiedy do głosu dochodzi lira Sokratisa Sinopoulosa, zespół rozpędza się zagrzewany pojedynczymi frazami Charlesa Lloyda. Muzycy puszczają wodze fantazji, utwór przybiera swobodną formę zbliżoną do free, by w finale wyciszyć emocje.

Po raz pierwszy dzieło tak wybitnego jazzmana powstało na zamówienie polskiego festiwalu, zostało u nas wykonane i wydane przez znamienitą wytwórnię. W „Wild Man Dance" Charles Lloyd pokazał kunszt kompozytorski i wirtuozerię, ale to duch muzyki otwartej na inspiracje z różnych źródeł nadał jej ponadczasowy wymiar.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA