fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

„Cosi fan tutte” w Operze Krakowskiej. Mozart pojechał na plażę w Wenecji

Monika Korybalska (Dorabella), Katarzyna Oleś-Blacha (Fiordiligi)
Monika Korybalska (Dorabella) i Katarzyna Oleś-Blacha (Fiordiligi) w „Cosi fan tutte”
Opera Krakowska, M. Korneluk
Reżyserując „Cosi fan tutte", Jerzy Stuhr pokazał, jak robi się inteligentny spektakl, którego wszystkie składniki współgrają ze sobą.

Jakieś cztery dekady temu Jerzy Stuhr po tej premierze zostałby okrzyknięty twórcą awangardowym. W Operze Krakowskiej przeniósł przecież akcję komedii Mozarta w zupełnie inną epokę, co wówczas było u nas niespotykane. Zamiast XVIII-wiecznego Neapolu oglądamy nostalgicznie pokazaną plażę na Lido z lat 20. poprzedniego stulecia, czasy niedzisiejszej elegancji, ale na tyle bliskie, że widz nie odczuwa, iż to odległa przeszłość.

Teatralna moda XXI wieku nakazuje reżyserom iść znacznie dalej, przerabiać gruntownie stare fabuły, dopisywać postaciom własne problemy czy obsesje. Jerzy Stuhr ostentacyjnie tego nie robi. Udowadnia natomiast, że można podejść z szacunkiem do autora i jego dzieła, a stworzyć rzecz zajmującą i bynajmniej niestaroświecką.

Zasadniczym walorem krakowskiego przedstawienia jest równowaga wszystkich elementów teatru operowego. Szóstce bohaterów Jerzy Stuhr dodał od siebie bogactwo drugiego planu. To plażowicze korzystający na Lido z uroków słońca. Niektórzy pojawiają się na moment, a każdy współtworzy komediową atmosferę. Jednocześnie reżyser zachowuje dystans, przypomina, że to tylko teatr i zdarzenia są zabawą ku satysfakcji widzów.

Współcześnie akcja „Cosi fan tutte" może wydawać się niedorzeczna: dwaj faceci sprawdzają wierność swych kobiet, zalecając się do nich w egzotycznym przebraniu. To pomysł jak z kiepskiej polskiej komedii romantycznej, ale Jerzy Stuhr sprawił, że postaci są wiarygodne, a intryga nie jest taka głupia. Wiele kobiet podjęłoby dzisiaj erotyczną grę z jakimś arabskim biznesmenem.

Oglądając, jak sprawnie reżyser prowadzi śpiewaków w tej komedii (a to gatunek szczególnie trudny w operze), warto słuchać samego Mozarta i tego, jak Tomasz Tokarczyk prowadzi orkiestrę, przyspieszając bądź zwalniając tempo, by mogła wybrzmieć każda wokalna fraza. Premierowa szóstka solistów prezentuje wyrównany poziom, ale nieco lepiej prezentują się panie na czele z Katarzyną Oleś-Blachą. W trudnej roli Fiordiligi dobre komediowe aktorstwo łączy z niezwykle precyzyjnym śpiewaniem. Wyrazistą Despiną jest Paula Maciołek, nieco szaloną Despiną – Monika Korybalska. Towarzyszą im Adam Szerszeń (Guglielmo), Jarosław Bielecki (Ferrando) i Robert Gierlach (organizator intrygi Don Alfonso).

Arcydzieło Mozarta cieszy się dziś szczególnym zainteresowaniem teatrów. W pandemicznych czasach łatwiej jest wystawić operę z udziałem sześciu solistów i pomniejszonej orkiestry. W lockdownie trwały próby do „Cosi fan tutte" w Teatrze Wielkim w Łodzi i w Operze Nova w Bydgoszczy, a Opera Wrocławska zaprasza na premierę w kwietniu. Kraków był jednak pierwszy i wysoko zawiesił poprzeczkę.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA