19-letni Mata rapuje o patologicznej rzeczywistości renomowanych liceów, o pogubieniu uczniów po „katolickich przedszkolach” i ze „strzeżonych osiedli”: „Mój ziomo walił herę, słuchając Kazika/ Centralny, menele, rodzice i szpital/ Ojciec był maklerem, a mama lawyerem/ i grube portfele, co chudły wraz z nim na odwykach”. A to porusza nie tylko licealistów, ale i już ustatkowanych, poważnych ludzi, którzy sami kończyli takie szkoły lub posłali do nich dzieci. I trafia do nich tym bardziej, że Mata przedstawia się jako uczeń słynnego Liceum im. Stefana Batorego w Warszawie, zapowiadając tym utworem album pt. „100 dni do matury”.

Skoro codziennie wychodzi kilka rapowych płyt, dlaczego akurat ten utwór wybił się daleko poza hermetyczne środowisko hiphopowe? Bo trudno mieć wątpliwości, że to najszerzej komentowane dzieło w historii polskiego rapu. Gościem Michała Płocińskiego był dziennikarz kulturalny Marcin Flint.