fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Spełnienie marzeń graczy melomanów

The Traveler - postać z Journey, Muzyka z tej gry była częścią The Symphony of the Desert zagranej podczas Game Music Festival Vol. 2
materiały prasowe
Można wyłączyć muzykę w grze i stracić część doświadczeń płynących z rozgrywki. Można włączyć samą ścieżkę dźwiękową z gry i często czerpać przyjemność z samego słuchania. Można też przearanżować tę muzykę i zaangażować profesjonalnych muzyków, żeby zagrali ją na żywo, dostarczając słuchaczom niezapomnianych przeżyć.

Tak właśnie zrobiła grupka ludzi odpowiedzialnych za Game Music Festival, który w tym roku odbył się po raz drugi. Dzięki temu, podczas każdego z trzech koncertów, kompozycjami, które swoje korzenie miały w grach wideo mogło cieszyć się nawet 1800 osób. To nie były pojedyncze chwile, tylko wspaniały czas od początku pierwszego występu po oklaski na zamykającym festiwal finale. Do tej pory nie mogę uwierzyć w to, co się wydarzyło, chociaż uczestniczyłem w pierwszej edycji i wiedziałem czego się spodziewać.

Czytaj także: Muzyka z gier nawraca młodych na klasykę

Game Music Festival Vol. 2 odbył się 18 i 19 października w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu. Przez dwa dni można było uczestniczyć w trzech koncertach oraz prelekcjach, dyskusjach i spotkaniach z kompozytorami. Wśród gości festiwalu nie zabrakło kompozytorów oryginalnych ścieżek dźwiękowych. Stawili się Austin Wintory, Kow Otani i Jesper Kyd - legenda branży.

Na imprezę zjechali się ludzie z różnych stron świata, m. in. grupa Japonek, które wybrały się do Polski tylko dlatego, żeby posłuchać muzyki z ulubionej gry na żywo. Wśród gości festiwalu dominowali ludzie młodzi, co jest praktycznie niespotykane na tradycyjnych koncertach w filharmoniach, gdzie zdarza się, że średnia wieku widowni jest nawet dwa razy wyższa niż orkiestry. Wśród tłumu przewijali się ludzie zarówno w koszulkach z krótkim rękawem jak i w garniturach. Niektórzy mieli białe koszule z czerwonym krawatem, a nawet bardziej oryginalne nawiązania do bohaterów z gier związanych z festiwalem. Nikt jednak nie czuł się nieswojo w tym otoczeniu.

Wszyscy zebrali się, aby posłuchać trzech koncertów: Symfonii Pustyni (The Symphony of the Desert), Symfonii Kolosa (The Symphony of the Colossus) oraz Symfonii Cieni (The Symphony of the Shadows). Dzięki temu, że repertuar został specjalnie zaaranżowany na potrzeby festiwalu można było spokojnie zapoznać się z twórczością konkretnych kompozytorów. Nie było tu mowy o frywolnym przeskakiwaniu z tematu na temat. Wszystko było dokładnie przemyślane i spójne.

Miejsce koncertów nie było przypadkowe. Narodowe Forum Muzyki we Wrocławiu ma jedną z najlepszych sal na świecie pod względem akustyki, co pozwala cieszyć się brzmieniem z dowolnego miejsca na widowni. Dobrą decyzją było zrezygnowanie z jakichkolwiek efektów świetlnych czy wizualizacji, które wg. organizatorów rozpraszają i są niepotrzebne.

Prowadzącym tegoroczne koncerty był Ryszard Chojnowski, szerzej znany jako Rysław. Człowiek, który zjadł zęby na grach wideo, a na co dzień tłumaczy gry dla różnych wydawców na nasz ojczysty język. Za każdym razem wchodził na scenę z rozbrajającym uśmiechem, ocieplając atmosferę. To niesamowita osobowość mająca łatwość wypowiadania się i przeskakiwania między językiem polskim i angielskim. Trudno wyobrazić sobie człowieka, który bardziej nadawałby się do roli konferansjera w tym wydarzeniu.

Pustynny miszmasz

Pierwszy koncert, który odbył się w piątek wieczorem, poświęcony został twórczości Austina Wintory’ego. Podczas The Symphony of the Desert można było usłyszeć dźwięki z największej ilości gier. Koncert został podzielony na 5 suit: odejścia, eksperymenty, przygody, próby i transcendencja. Zręcznie połączono motywy z gier Journey, The Banner Saga, Assassin’s Creed Syndicate, Erica, flOw, Deformers, Abzu, Tooth and Tail oraz Monaco. Dyrygował sam Austin Wintory sprawnie kierując Sound Factory Orchestra. Jak sam mówi o sobie - zawodowo interesuje się muzyką.

Okazało się, że nie tylko wie, co zrobić z batutą, ale także jak zabawić widownię. Każdą suitę przyozdobił słowem wstępu, zazwyczaj w dowcipny sposób. Widać było, że cały koncert to dla niego frajda, do czego zresztą w końcu się przyznał.

Mimo nawału tytułów zaprezentowanych podczas koncertu wszystko było bardzo spójne. Gdyby nie informacje jakie gry zostały zawarte w danej suicie, trudno byłoby stwierdzić, że została poskładana z różnych tytułów.

Zaskoczeniem dla mnie były elementy śpiewane. Spodziewałem się, że podczas dwóch pierwszych koncertów będzie sama orkiestra. Tymczasem na scenie zagościło również dwoje wokalistów.

Wokalistka napisała w mediach społecznościowych - “mogłam bawić się głosem i stylami śpiewania – zero ograniczeń – to dopiero spełnienie marzeń!”. Było również widać, że sama orkiestra dobrze się bawi grając to, co przygotował dla nich aranżer Brian LaGuardia i Austin Wintory. Splendoru dodaje też fakt, że była to światowa premiera The Symphony of the Desert. Dla mnie najlepszy koncert festiwalu, który mógłby pojawić się na płycie, a w wersji cyfrowej nie może zabraknąć komentarzy kompozytora, które wyniosły to wydarzenie na wyższy poziom.

Trudna przyjemność

Drugi koncert to już trochę inne, bardziej tradycyjne podejście do kompozycji. Tym razem za aranżację odpowiedzialny był Aruto Matsumoto i Robert Kurdybacha (dyrygent Sound Factory Orchestra). Na potrzeby The Symphony of the Colossus powstały 3 suity, każda skupiająca się na jednym tytule z ponadczasowych gier przygodowych.

Pierwsza suita bazowała na muzyce do gry ICO autorstwa Michiru Oshimy. Oryginalna ścieżka dźwiękowa jest ascetyczna. W praktyce mamy do czynienia z ambientem przeplatanym melodycznymi miniaturami. W otwierającej suicie ten przekaz muzyczny został zachowany.

Druga suita przeniosła słuchaczy w świat The Last Guardian. Takeshi Furukawa chciał, żeby oryginalna ścieżka dźwiękowa była “filmowa”. Aranżacja przygotowana na festiwal podąża za tym schematem, zmieniając odpowiednio intensywność i dramaturgię. Muzyka w odbiorze jest dużo trudniejsza od pierwszego koncertu. Jednak skupiając się na wyłaniającej się z niej opowieści, ciągle zastanawiałem się, co będzie dalej, słuchając z zafascynowaniem.

Ostatnia suita to pomnik dla ścieżki dźwiękowej z The Shadow of the Colossus. Sam kompozytor, Kow Otani, był gościem festiwalu, a przed koncertem zapowiedział, żeby przygotować się na minimalistyczną, wręcz medytacyjną muzykę. Ostatecznie w suicie połączono spokojniejsze fragmenty z żywiołowymi tematami tytułowych kolosów.

Koncert wzbudził bardzo dużo emocji. Być może najwięcej z wszystkich trzech. Widać było mocne poruszenie publiczności, a niektórzy uronili łzy.

Po tym koncercie jedna para uczestników festiwalu zdała relację w mediach społecznościowych, że wracała już samochodem do domu. Postanowili jednak zawrócić i kupić bilety na koncert finałowy. Z pewnością nie żałowali takiej spontanicznej decyzji, bo Symfonia Cieni uwolniła potencjał drzemiący w muzyce z gier.

Energia cienia

Jeśli dla kogoś dwa pierwsze koncerty były za spokojne, to w finale festiwalu nie mógł narzekać na potęgę muzyki. Tym razem na scenie wystąpiła orkiestra NFM Filharmonii Wrocławskiej pod batutą Marka Wroniszewskiego. Wraz z chórem NFM przedstawili symfonię cieni.

The Symphony of Shadows bazuje na muzyce z gier o skrytobójcach. Za oryginalne ścieżki dźwiękowe odpowiada Jesper Kyd.

Pierwsza suita została oparta o muzykę z serii Hitman, głównie drugiej części oraz z Blood Money. Koncert rozpoczął się od głównego tematu z gry i już po pierwszych taktach przeszły mnie ciary.

Po tym utworze na sali zgasły wszystkie światła, a głos Agenta 47 obwieścił, że wszystkie wyjścia są pozamykane i nie ma sensu próbować ucieczki. Po czym na scenie pojawił się David Bateson. To on, od początku serii Hitman, użycza głosu głównemu bohaterowi gier. Użyczył on również swojego wizerunku, gdyż to David był pierwowzorem Agenta 47. Okazało się, że w rzeczywistości hitman nie jest tak chłodny jak w grze. To bardzo sympatyczny i ciepły człowiek, a po spotkaniu z nim nie wylądowałem zimny w kostnicy i mogę opowiedzieć o tym, co się wydarzyło. Ciekawostka: Jesper Kyd i David Bateson spotkali się po raz pierwszy na żywo podczas Game Music Festival. Mimo, że pracowali nad tymi samymi grami od 20 lat, nie mieli wcześniej okazji się poznać.

Koncert finałowy najbardziej przypominał symfonię. Pierwsza suita swoją budową luźno nawiązywała do gatunku symfonii tworzonych w okresie romantyzmu. Utwory zostały dobrane tak, żeby stworzyć trzy kontrastujące ze sobą części: szybką, wolniejszą oraz majestatyczny finał. Pierwszą suitę zwieńczyło monumentalne Apocalypse (utwór otwierający ścieżkę dźwiękową Blood Money) z wiodącą rolą chóru. Jest to nawiązanie do finałowej części wielkiej IX symfonii d-moll Beethovena, w której kompozytor jako pierwszy w historii zdecydował się na wykorzystanie chóru, otwierając nowy rozdział w historii muzyki.

Drugą suitę oparto o kultowe tematy z gry Assassin’s Creed II. Zaaranżowano je na wielką orkiestrę z towarzyszeniem chóru i solowej partii sopranu. Znane melodie z oryginalnej ścieżki dźwiękowej zostały ubrane w zjawiska dźwiękowe tworzące klimat rozgrywki. Oryginalne kompozycje zostały przeplecione nowymi fragmentami, które stanowiły swego rodzaju interludia. Podzielona na trzy części suita miała obrazować różne etapy fabularne z gry.

Symfonia cieni momentami przytłaczała bogactwem dźwięków. Czasem zamykałem oczy, żeby umysł mógł skupić się na analizowaniu tylko warstwy dźwiękowej. W mocniejszych fragmentach było bardzo głośno, pojawiła się niemalże ściana dźwięku, ale malowana w rozdzielczości 8K, pozwalając wychwycić każdy detal. Coś takiego jest praktycznie nie do odtworzenia w domowych warunkach.

Po wszystkim owacje na stojąco i bis, podobnie jak na poprzednich koncertach.

Warto wspomnieć, że przygotowano też dodatkowe bonusy. Przed pierwszym koncertem zagrano „straszną” muzyką z Layers of Fear 2 i Blair Witch autorstwa Arkadiusza Reikowskiego. Pojawił się też fragment z nadchodzącej gry Of Bird and Cag, przygodówki w symfonicznym metalowym stylu. Zagrany fragment skupił się na części symfonicznej, bo akurat w tym dniu obowiązywał zakaz wnoszenia elektrycznych gitar na salę.

Muzyka to nie wszystko

Game Music Festival to nie tylko muzyka, gdyż organizatorzy postanowili wyrwać uczestnikom całe dwa dni z życia, a nie tylko kilka godzin. Pomiędzy koncertami w Sali Kameralnej NFM miały miejsce warsztaty i klasy mistrzowskie w ramach ścieżki edukacyjnej. Po każdym z koncertów zorganizowali też mniej formalne spotkania z kompozytorami. Każdy mógł przywitać się, zrobić zdjęcie i wziąć autograf. Najciekawsze spotkanie odbyło się po The Symphony of the Desert. Przed sesją autografów, Austin Wintory wraz z Angelą Bermúdez przygotowali małe show. On improwizował na klawiszach, a ona na płótnie. Dzięki temu powstał spontaniczny obraz przy dźwiękach pianina.

W holu dostępne były pamiątki z festiwalu w postaci podpisanych partytur, plakatów czy programu. Oprócz tego zjawili się wystawcy z masą muzyki w dobrej cenie. Kto chciał, przebierał w winylach i płytach CD. Potem każdy mógł wziąć udział w konkursie zorganizowanym przez GameMusic.pl. Zgadując jaka to melodia, na najwyższym poziomie trudności można było zgarnąć  PlayStation 4, gramofon czy G-Shocka. Najprostsze zagadki nagradzane były drobnymi gadżetami. Sam wybrałem poziom, w którym nagrodami były czarne płyty. Niestety w tym roku poległem.

Tylko ten kto wędruje, odnajduje nowe ścieżki

To, co mnie osobiście wydaje się dosyć nietypowe dla imprez związanych z grami wideo, to brak nachalnej reklamy. Samo wnętrze NFM pozostało ascetyczne, a loga partnerów festiwalu subtelnie wyeksponowane. To bardzo ciekawe i chyba celowe podejście organizatorów. Widać niektórzy sponsorzy zaczynają dostrzegać potencjał w tym wyjątkowym na światową skalę wydarzeniu.

Na pięknych artystycznych plakatach we foyer, mimo, że małe, to mocno przebijało się logo LOT-u, naszego narodowego przewoźnika ze zgrabnie wkomponowaną ideą podróżowania. Marketingowiec LOT-u, który powiązał odkrywanie muzyki i nowych lądów powinien dostać nagrodę pracownika miesiąca, a nawet roku.

Wpis programowy w pełni oddaje całą ideę festiwalu, więc pozwolę sobie sparafrazować fragmenty dotyczące muzyki.

“Wikingowie mawiali, że tylko ten kto wędruje, odnajduje nowe ścieżki. Game Music Festival jest takim nowym odkryciem, nową ścieżką. Artyści wyciągają z gier wideo to, co w nich pod względem muzycznym najlepsze. Dają nowe przeżycia i doświadczenia nie tylko graczom, ale też melomanom. Osoby, które grały w gry wędrując po różnych światach, dzięki koncertom w NFM mogły przywołać wspomnienia i w wyobraźni wrócić do wirtualnych krain. Słuchacze, którzy nigdy w gry nie grali, mieli szansę zetknąć się z niezwykłą muzyką i udać w podróż do dźwiękowej terra incognita.”

Przed festiwalem LOT miał nadzieję, że ludzie wyjdą z niego poruszeni i bogatsi o nowe doświadczenia. Tak właśnie było.

Z tytułów, z których muzyka wybrzmiała na festiwalu, grałem właściwie tylko w serię Hitman. Muzykę z Blood Money znałem na wylot, ale nie miałem pojęcia, że na żywo może to zabrzmieć aż tak majestatycznie. Przed koncertami byłem też osłuchany ze ścieżkami dźwiękowymi z Journey i Abzu, ale nie związany emocjonalnie z grami. Mimo to bawiłem się doskonale odkrywając nowe tematy. Podobno osoby, które miały emocjonalny związek z danymi grami nawet się wzruszyły.

Symfonie zaprezentowane podczas Game Music Festival, i tam de facto miały swoją światową premierę, powinny wejść w stały repertuar filharmonii w Polsce. Nawet jeden taki koncert w roku miałby szansę pozyskać młodszych słuchaczy. Istnieje też wysokie prawdopodobieństwo, że jeśli Game Music Festival przyciągnął kogoś tylko tytułem gry, to koncerty nawrócą go na muzykę klasyczną i wybierze się do filharmonii, żeby usłyszeć więcej.

Miejmy nadzieję, że to dzieło będzie kontynuowane, a bilety wyprzedawane w tydzień, niezależnie od repertuaru jaki zostanie ogłoszony. Game Music Festival to gwarancja, że muzyka z gier zostanie zaprezentowana na bardzo wysokim poziomie.

“Rzeczpospolita” jest patronem medialnym Game Music Festival

Koniec.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA