fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Mundurowi

Koronawirus: kiedy policja wystawi mandat za podróżowanie

AFP
Policja nie odpuści prywatnym kierowcom jeżdżącym po kraju bez usprawiedliwienia i z obcymi osobami na tylnym siedzeniu. Będą grzywny. Od nich można się jednak odwołać do sądu.

W czasie pandemii powinniśmy maksymalnie ograniczyć przemieszczanie się. To poważny problem i poważne wyzwanie, tym bardziej że zbliżają się święta – apeluje Michał Dworczyk, szef KRPM. Wtóruje mu Łukasz Szumowski, minister zdrowia.

Rząd nakłada kolejne obostrzenia: zamyka lasy, parki i cmentarze. Ogranicza transport publiczny. A jak jest z prywatnymi samochodami osobowymi? Także je obowiązują ograniczenia i warto o tym wiedzieć.

Podróż w samotności

Najlepszym rozwiązaniem jest poruszanie się autem samemu lub w towarzystwie domowników, osób, z którymi przebywamy na co dzień, lub członkami rodziny. Najlepiej, jeśli liczba osób w aucie nie przekracza dwóch i nie siedzą obok siebie. Pasażer może usiąść z tyłu. Każdą podróż samochodem powinniśmy przemyśleć. Musimy się bowiem liczyć z jej uzasadnieniem przed funkcjonariuszem. W aucie zawsze powinny się znajdować jednorazowe rękawiczki, maseczki i płyn do dezynfekcji, dostępne dla wszystkich pasażerów – tak brzmią oficjalne zalecenia. Czy kiedy sprostamy tym wymaganiom, możemy podróżować, dokąd chcemy?

Policja nie ma wątpliwości.

– Odwołujemy się do rozsądku i odpowiedzialności. W prywatnych samochodach osobowych także należy zadbać o bezpieczeństwo, a i powód podróży powinien się wiązać z ważnymi potrzebami życiowymi i być usprawiedliwiony. W przeciwnym razie należy się liczyć z karą grzywny – mówi „Rzeczpospolitej" Mariusz Ciarka z Komendy Głównej Policji.

Co na to prawnicy?

Indywidualna sprawa

Sięganie po narzędzia „dyscypliny społecznej" musi być adekwatne do okoliczności – uważa adwokat Artur Pietryka. I wyjaśnia:

– Każda podróż samochodem (np. celem przywiezienia osoby bliskiej, którą nikt inny nie może się zaopiekować) musi być analizowana odrębnie. Oczywiście kierowca zatrzymany przez policję czy inne służby musi się poddać niezbędnym czynnościom (kontroli dokumentów, badaniu trzeźwości). Kontrolujący nie mogą jednak karać arbitralnie i traktować każdego podróżującego jako osobę łamiącą ograniczenia. Narzędzia takie jak mandat, skierowanie do sądu wniosku o ukaranie albo wydanie decyzji o karze pieniężnej przez inspekcję sanitarną podlegają kontroli czy to sądowej, czy administracyjnej, a potem sądowoadministracyjnej. Stan epidemii w żaden sposób nie wyłącza bowiem prawa jednostki dotkniętej takimi środkami do przedstawienia swojej sprawy sądowi. Ten zobowiązany jest zbadać legalność, zasadność i prawidłowość działania policji czy inspekcji sanitarnej.

– Rozporządzenie nie wprowadza precyzyjnego rozróżnienia między sposobem poruszania się, poza przewozami zbiorowymi, kolejowymi itp. Rząd sięgnął po kontrowersyjne i wątpliwe pod względem zgodności z konstytucją rozwiązanie: wprowadzenie rozporządzeniem całkowitego zakazu przemieszczania się poza pewnymi wyjątkami – mówi z kolei adwokat Mariusz Paplaczyk. – Problem w tym, że oparto je na przepisach ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, która mówi o możliwości nakazania określonego sposobu przemieszczania.

Zakaz bez przepisów

– Nie ma tam jednak mowy o możliwości ustanowienia całkowitego zakazu przemieszczania się na terytorium kraju – zauważa adwokat.

Co do podróży samochodem, to, jego zdaniem, przepisy są nieprecyzyjne. Stąd w obywatelach poczucie niepewności. Trudno im się dziwić np. po informacji o ukaraniu kierowcy, w którego aucie przebywały cztery niespokrewnione osoby. Policjanci potraktowali to jako naruszenie ograniczeń z powodu przepisów o zakazie zgromadzeń (dozwolone dwie osoby).

Zachowanie policji nie znalazłoby jednak żadnego uzasadnienia, gdyby w samochodzie znajdowała się rodzina cztero- lub pięcioosobowa.

– Zawsze jednak w sytuacji spornej można odmówić przyjęcia mandatu i dochodzić swoich racji przed sądem jako obwiniony – radzi Mariusz Paplaczyk.

Opinia dla „Rzeczpospolitej"

Ryszard Piotrowski, profesor, konstytucjonalista

Na czas epidemii składa się cała masa ograniczeń w życiu codziennym Polaków, a w razie ich złamania – sporych kar porządkowych. Są one rozbudowywane. Rząd obwieszcza je na specjalnych konferencjach prasowych i kilka godzin później wprowadza w życie niemal z zaskoczenia. Problem polega na tym, że owe obwieszczenia z ograniczeniami są bardzo mało precyzyjne, pisane na szybko i mało konkretne. Stąd cała masa pytań do rozwiązań, które owe rozporządzenia wnoszą. Wierzę, że służby, którym przyjdzie weryfikować konkretne zachowania obywateli, podejdą do tego z empatią. Podobnie jak sądy, do których z pewnością trafią w przyszłości środki zaskarżenia od obywateli ukaranych np. za podróż po kraju. W większości przypadków ich wyjazdy okażą się pewnie uzasadnione. 

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA