fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Medycyna i zdrowie

Rośnie liczba rodziców, którzy nie szczepią dzieci

W Polsce jest nadal na tyle dużo zaszczepionych dzieci, że jako ogół są chronione przed chorobami zakaźnymi. Ale ryzyko, że to się zmieni, rośnie.
123 rf
O kilkanaście procent wzrosła liczba dzieci, których rodzice nie poddali obowiązkowym szczepieniom – dowiedziała się „Rzeczpospolita".

Na koniec trzeciego kwartału liczba przypadków, w których rodzice uchylają się od obowiązku przyprowadzenia dziecka na szczepienie, sięgnęła 19 tys. – wynika z informacji, do których dotarła „Rzeczpospolita. W 2015 r. takich osób było 16 689.

Skutek strachu czy większej wiedzy?

– Szybki wzrost liczby nieszczepionych dzieci obserwujemy od 2012 r. Obecnie jest ich niemal dwa razy tyle, co cztery lata temu. W takim tempie wkrótce będziemy mieć powrót chorób zakaźnych – mówi Monika Wróbel-Harmas, rzecznik Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego-Państwowego Zakładu Higieny.

Jednak zdaniem Justyny Sochy ze stowarzyszenia Stop NOP zrzeszającego rodziców, których dzieci doświadczyły powikłań po szczepieniach, dynamika wzrostu nie jest tak duża, jedynie statystyki są dokładniejsze. – Stop NOP otrzymuje informacje od rodziców, że w ostatnim okresie są bardziej agresywnie zmuszani do podpisywania druku tzw. świadomej odmowy szczepienia. Na jej podstawie powstają statystyki – tłumaczy Socha.

Najwięcej nieszczepionych dzieci mieszka na Śląsku, Mazowszu, Pomorzu i w Wielkopolsce.

Dlaczego Polacy rezygnują z tego sposobu ochrony zdrowia swych dzieci? – Z naszych informacji wynika, że większość obecnie nieszczepionych dzieci miało szczepienia w przeszłości, ale gdy doszło do powikłań, to rodzicie zrezygnowali z ich kontynuowania – mówi Justyna Socha.

Przekonuje też, że coraz częściej rodzice są świadomi, iż każdy pacjent ma prawo zgodzić się na ryzykowny zabieg lub odmówić poddania się mu. Również częściej niż kiedyś wiedzą, iż złe samopoczucie dziecka, jego kłopoty ze zdrowiem mogą mieć związek z wykonanym wcześniej szczepieniem.

Jednak zdaniem dr Beaty Szymczyk-Hałas, pediatry i zakaźnika, za wzrost liczby nieszczepionych dzieci odpowiada coraz powszechniejsze poczucie strachu i mniejsze zaufanie do służby zdrowia. – Pytam moich pacjentów, dlaczego nie szczepią. Jeszcze nigdy nie usłyszałam, że ktoś nie robi tego w przypadku drugiego dziecka, bo pierwsze miało powikłania poszczepienne. Raczej, że to może dziecku zaszkodzić – mówi lekarka.

Dodaje, że ostatnio bardzo często spotyka się z tym, że szczepienia po cichu odradzają lekarze innych specjalności, np. ginekolodzy, anestezjolodzy czy nawet weterynarze. – Nie rozumiem tego, bo to działanie na szkodę pacjenta – tłumaczy.

Zdaniem Moniki Wróbel-Harmas szczepienia padły ofiarą własnego sukcesu. – Dziś rodzice nie widzą dzieci ciężko chorych np. na błonicę czy umierających z powodu odry. Dlatego bardziej przeraża ich nieutulony płacz, który może mieć miejsce po zastrzyku niż to, że ich dziecko może aż tak ciężko zachorować – tłumaczy urzędniczka.

Bez odszkodowań

Na razie jednak w Polsce tzw. wyszczepialność dzieci wynosi ponad 90 proc. To oznacza, że maluchy, jako ogół, są chronione przed chorobami zakaźnymi. Także te, które z powodów zdrowotnych (np. powikłania neurologiczne) nie mogą być szczepione.

Nie oznacza to jednak, że choroby uznawane niegdyś za wymarłe nie wracają. – Kilka lat temu chory z krztuścem to był ewenement. Teraz w zasadzie nie ma tygodnia, żebym u kogoś nie zdiagnozowała tej choroby – mówi Szymczyk-Hałas.

Statystyki pokazują, że w tym roku krztusiec zdiagnozowano u 6384 osób. W analogicznym okresie poprzedniego roku było to 4408. – Liczba ta zwiększa się także dlatego, że w Polsce szczepienia dorosłych praktycznie nie istnieją. Powinniśmy pomyśleć o uzupełnianiu o nie kalendarza szczepień – proponuje Szymczyk-Hałas.

Z kolei przeciwnicy szczepień podkreślają, że być może opór przeciwko nim byłby mniejszy, gdyby lekarze chętniej diagnozowali niepożądane odczyny poszczepienne, a dzieci, u których je stwierdzono, miały łatwiejszy dostęp do rehabilitacji i odszkodowania. Ich zdaniem skoro szczepienia są obowiązkowe, państwo powinno wziąć na siebie odpowiedzialność za powikłania.

Taki system odszkodowań działa w 13 europejskich krajach. U nas mówi się o nim od lat, ale do tej pory nie powstał.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA