fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Medycyna i zdrowie

Czy Covid-19 na pewno jest groźniejszy od grypy?

Często ratunkiem dla chorego zakażonego koronawirusem jest respirator. Na zdjęciu: szpital w Brukseli, w którym z powodu braków wykorzystuje się zwykłe maski do nurkowania Kenzo T
AFP
Koronawirusa SARS-CoV-2 uznaje się za najważniejsze zagrożenie epidemiologiczne na świecie. Ale czy słusznie?

Od dnia wybuchu epidemii Covid-19 w chińskim mieście Wuhan do światowej opinii publicznej docierają sprzeczne informacje dotyczące wskaźnika śmiertelności wśród osób, które zachorowały na tę chorobę. 29 lutego przedstawiciele WHO ogłosili, że wskaźnik śmiertelności na całym świecie nie przekracza 2 proc. chorych. Cztery dni później te same osoby zweryfikowały swoją opinię i na szybko zorganizowanej konferencji prasowej ogłosiły, że wskaźnik śmiertelności wzrósł do 3,4 proc. Taki wynik oznaczał, że koronawirus SARS-CoV-2 jest ponad 60 razy bardziej zabójczy od wirusa grypy sezonowej. A przecież statystyki epidemii grypy sezonowej, która w wielu krajach świata szaleje na całego, są nieporównywalnie bardziej alarmistyczne niż obecnej pandemii Covid-19, która dosłownie sparaliżowała świat.

Dość powiedzieć, że w samych Stanach Zjednoczonych każdego roku wirusem grypy zaraża się od 10 do 20 proc. Amerykanów. To oznacza, że w tym kraju każdego roku hospitalizuje się 114 tys. ludzi z powodu grypy. Z tego aż 36 tys. umiera.

Często w różnych mediach można usłyszeć opinię, że Covid-19 jest największym wyzwaniem epidemiologicznym, z jakim przyszło nam się zmierzyć. To dyskusyjne, jeżeli weźmiemy pod uwagę statystyki innych chorób zakaźnych, a szczególnie tak zbagatelizowanej w tym roku grypy. Wstępne dane amerykańskiej agencji rządowej Centers for Disease Control and Prevention (CDCP) wskazują, że od 1 października do 21 marca grypą mogło się zarazić ok. 50 mln ludzi, z tego 26 mln odwiedziło z tego powodu lekarza, ponad pół miliona hospitalizowano, a ok. 62 tys. zmarło.

Zbagatelizowany problem

Każdego roku z powodu powikłań ze strony układu oddechowego, układu krążenia, ośrodkowego układu nerwowego, innych narządów (w tym niewydolności nerek), dekompensacji chorób przewlekłych, jak cukrzyca, czy sepsy na grypę umiera ponad 2 mln ludzi. A jak wygląda realny wskaźnik śmiertelności tzw. grypy sezonowej? Amerykańskie Narodowe Centrum Statystyki Zdrowia (NCHS) informuje, że łączna śmiertelność na grypę sezonową i jej powikłania w USA, w tym głównie zapalenie płuc, tylko w ciągu jednego tygodnia, w okresie od 1 do 7 marca wyniosła 7,4 proc.

W przeciwieństwie do tak nagłośnionego Covid-19 grypa dotyka wszystkie grupy wiekowe. CDCP informuje, że na grypę do marca zmarło 155 dzieci. Z tej grupy 56 dzieci zmarło na powikłania układu oddechowego spowodowane wirusami grypy A, 30 wirusami A (H1N1), a jedno dziecko było zainfekowane wirusem A (H3). Dla porównania dotychczas nie wykryto przypadków ciężkich powikłań spowodowanych koronawirusem SARS-CoV-2 wśród dzieci w wieku 0–9 lat.

Jest zatem dyskusyjne, czy Covid-19 stanowi większe zagrożenie dla życia publicznego niż grypa. Należy podkreślić, że wśród tysięcy ofiar grypy jest znacznie więcej osób, u których nie występowały choroby towarzyszące. Przykładem są kobiety w ciąży. Grypa może dla nich i ich potomstwa stanowić większe zagrożenie niż Covid-19.

Włoskie statystyki

To wszystko nie oznacza, że możemy bagatelizować zagrożenie nowym koronawirusem. Ciągle jednak nie wiemy, ile tak naprawdę osób rzeczywiście zostało zarażonych koronawirusem. A bez tej informacji nie możemy wyliczyć rzeczywistego i wiarygodnego wskaźnika śmiertelności. Dla przykładu: WHO ustaliła poziom śmiertelności chorych na Covid-19, u których nie występowały choroby towarzyszące, na 0,9 proc. Agenda ONZ podkreśliła jednak, że opiera się jedynie na danych cząstkowych, czyli na liczbie zmarłych zgłoszonych do WHO.

Przyjęty wskaźnik śmiertelności w tej grupie może być zatem znacznie zawyżony ze względu na pominięcie ogromnej liczby osób przechodzących chorobę bezobjawowo. Należy pamiętać, że Covid-19 zbiera największe żniwo wśród osób z chorobami krążeniowymi (13,2 proc.), cukrzycą (9,2 proc.), przewlekłą niewydolnością oddechową (8 proc.), nadciśnieniem (8,4 proc.) i rakiem (7,6 proc.).

A jak to wygląda w przypadku grypy? Podobnie. Spośród hospitalizowanych dorosłych pacjentów w USA 92,3 proc. miało co najmniej jedną przewlekłą chorobę towarzyszącą. Podobnie w przypadku hospitalizowanych dzieci chorych na grypę – 47,7 proc. miało chorobę towarzyszącą, najczęściej astmę. To oznacza, że grypa stanowi porównywalne lub większe zagrożenie niż Covid-19, ponieważ dotyka każdej kategorii wiekowej i osób z bardzo szerokim spektrum chorób przewlekłych.

Koronawirus zabił już

10 779 Włochów. Ale czy możemy przełożyć sytuację we Włoszech na inne regiony Europy czy świata? Epidemiolog prof. Giacomo Grasselli zwraca uwagę, że północne Włochy mają jedną z najstarszych populacji w Europie i najgorszą jakość powietrza. Średnia wieku zmarłych na Covid-19 wynosi 80 lat. 10 proc. osób zmarłych miało więcej niż 90 lat, prawie wszyscy pozostali, poza nielicznymi wyjątkami, mieli ok. 70 lat. Pamiętajmy, że 14 mln Włochów to osoby w wieku powyżej 65 lat.

Do tego należy podkreślić, że przeważająca większość to byli wieloletni palacze. Stąd tylko 30 proc. zmarłych to kobiety, ponieważ mężczyźni więcej palą. Zaledwie 1 proc. zmarłych nie miało chorób towarzyszących, ale byli to ludzie w najwyższej kategorii wiekowej. To powinno dać nam dużo do myślenia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA