Reklama
Rozwiń
Reklama

Trzy dni na zarzuty dla operatora TVN

Prokuratura na siłę szuka winy dziennikarzy – bulwersujące kulisy śledztw w sprawie neonazistów.

Aktualizacja: 27.11.2018 11:08 Publikacja: 26.11.2018 18:25

Kadr z materiału "Superwizjera"

Kadr z materiału "Superwizjera"

Foto: TVN

Gliwicka prokurator, zamykając śledztwo w sprawie imprezy neonazistów w wodzisławskim lesie, nie dopatrzyła się winy dziennikarzy TVN. Uznała, że brali w niej udział w ramach tzw. prowokacji dziennikarskiej. To góra, czyli katowicka prokuratura regionalna, w ramach nadzoru nad śledztwem nie zgodziła się na umorzenie wątku reporterów. Materiały dotyczące roli reporterki oraz operatora telewizji miał ocenić nowy „doświadczony prokurator". Zarzuty chciał postawić operatorowi w zaledwie... trzy dni od wszczęcia śledztwa.

„Sitas" jak królik z kapelusza

„Superwizjer" TVN wyemitował głośny reportaż o fetowaniu 128. rocznicy urodzin Hitlera 21 stycznia tego roku. Dwa dni później uczestnicy imprezy zostali zatrzymani przez ABW. Usłyszeli zarzuty publicznego propagowania ustroju nazistowskiego.

Śledztwo do 31 października prowadziła prok. Agnieszka Marcińczyk z Prokuratury Okręgowej w Gliwicach. Obecnie przygotowuje plan aktu oskarżenia – pięciu uczestnikom za publiczne propagowanie neonazizmu grozi do dwóch lat więzienia. Głównemu organizatorowi Mateuszowi S. o pseudonimie Sitas – aż do ośmiu, bo w jego domu znaleziono nielegalną broń.

Śledztwo prok. Marcińczyk cały czas nadzorowała Prokuratura Regionalna w Katowicach. Dziś okazuje się, że już od 2 lutego (a więc po tygodniu od zatrzymań w gliwickim postępowaniu) prowadzi ona swoje własne śledztwo dotyczące podżegania do propagowania ustroju nazistowskiego – nakłaniania mieliby rzekomo dokonać dziennikarze TVN.

Jednak sprawa ta wyszła na jaw dopiero trzy tygodnie temu, kiedy informację opublikował jeden z prawicowych portali, a minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro potwierdził „rewelacje". „Czynności dowodowe (...) przyniosły potwierdzenie ustaleń związanych z dostarczeniem kwoty pieniędzy " – przyznał Ziobro.

Reklama
Reklama

Portal napisał, że „Sitas" zeznał, iż do zorganizowania urodzin Hitlera mieli go nakłaniać dwaj nieznani mężczyźni, dając mu za to 20 tys. zł. Rzekomym warunkiem było wprowadzenie kobiety – dziennikarki TVN.

Prok. Agnieszka Wichary z biura prasowego katowickiej prokuratury regionalnej nie odpowiada na pytania „Rzeczpospolitej" z czyjego zawiadomienia to śledztwo prowadzi (gliwicka prokuratura okręgowa nie dokonywała wyłączeń), czy prawdą jest, że takie zeznania złożył sam „Sitas". I jak to możliwe, skoro w gliwickim śledztwie o tym nie wspominał. Wreszcie: jak tłumaczy fakt, że przyjął aż 20 tys. zł od nieznanych mężczyzn.

Decyzja przedwczesna

„Z uwagi na dobro śledztwa oraz tajemnicę" prok. Wichary nie odpowie na pytania z tym związane. Zaprzecza jednak, by zeznania Mateusza S. badano na wariografie.

Katowicka prokuratura regionalna – już w roli nadzorcy głównego śledztwa – nie była zadowolona z oceny materiału, jakiej dokonała prok. Marcińczyk z okręgówki. 20 listopada, we wtorek poleciła wyłączyć z zakończonego śledztwa wątek odpowiedzialności dziennikarzy. Ma go poprowadzić „bardziej doświadczony prokurator". Sprawa trafia w ubiegłą środę do wiceszefa Prokuratury Okręgowej w Gliwicach prok. Sławomira Świderka. W materiałach są zdjęcia zrobione z nagrań z imprezy, na których Piotr Wacowski, operator kamery TVN udający neonazistę, „hajluje".

W piątek prok. Świderek zleca ABW dostarczenie mu wezwania w charakterze podejrzanego „o propagowanie ustroju neonazistowskiego".

Gdyby nie medialna burza, która nastąpiła po tym, Wacowski byłby dzisiaj podejrzanym. Zapędy śledczego, który chciał mu stawiać zarzuty, temperuje ostatecznie Prokuratura Krajowa, uznając, że „decyzja prokuratora była przedwczesna". Zdecydowała też, że wątek odpowiedzialności dziennikarzy TVN w tzw. prowokacji dziennikarskiej ma zostać dołączony do katowickiego śledztwa w sprawie podżegania do propagowania ustroju nazistowskiego.

Reklama
Reklama

Dlaczego – skoro prowadząca z okręgówki zachowanie reporterów zinterpretowała jako dopuszczalną prowokację dziennikarską – inny śledczy chciał stawiać zarzuty? Na te pytania w sprawie, która budzi emocje, nikt nie odpowiada.

Redakcja „Superwizjera" stanowczo zaprzecza, jakoby ktokolwiek z dziennikarzy miał dawać „Sitasowi" pieniądze, i zapowiedziała kroki prawne za rozpowszechnianie tych informacji. ©?

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Warszawa
Pierwsze podsumowanie warszawskiego programu „Bezpieczna Noc”
Kraj
Pociągi pełne sygnału. PKP Intercity stawia na Internet i wygodę pasażerów
Kraj
Pomnik marszałka Focha stanie w Warszawie
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama