Lotnictwo

PIP ukarała LOT, linia się odwołuje

Fotorzepa, Robert Gardziński
Państwowa Inspekcja Pracy ukarała mandatami pięcioosobowy zarząd LOT-u za zwolnienie bez zgody związków zawodowych stewardesy Moniki Żelazik, szefowej Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego i organizatorki majowego strajku

Mandaty nałożone przez PIP są najniższe z możliwych, ale zarząd ich nie przyjął. – Odwołamy się od tej decyzji. To, że nie było zgody związków zawodowych, nie przesądza o legalności tego zwolnienia – mówi dyrektor komunikacji korporacyjnej w Locie Adrian Kubicki.

Czytaj także: "Szef LOT: Związkowcy prowadzili do unicestwienia firmy".

Powodem zwolnienia Żelazik był jej mail, w którym zagrzewając kolegów i koleżanki do strajku, informowała m.in. o kupnie rac i nawoływała do przyniesienia butelek z benzyną. Szefowa związku wyjaśniała później, że to był żart.

PIP uznała, że zwolnienie Moniki Żelazik odbyło się niezgodnie z przepisami regulującymi zasady zwolnienia dyscyplinarnego, bo działacze związkowi są pod szczególną ochroną. – W ocenie przeprowadzających kontrolę inspektorów pracy z Okręgowego Inspektoratu Pracy w Warszawie doszło do naruszenia przepisów dotyczących rozwiązania stosunku pracy z panią M.Ż., w związku z czym wszczęto postępowanie wykroczeniowe i skierowano do sądu wniosek o ukaranie zarządu LOT. Sąd rozstrzygnie o racjach stron – mówi rzeczniczka Głównego Inspektora Pracy Danuta Rutkowska.

PIP stwierdziła również nieprawidłowość w działalności spółki LOT Crew, która zatrudnia pilotów i personel pokładowy po czym wynajmuje ich LOT-owi, chociaż nie jest wpisana do rejestru podmiotów prowadzących agencję zatrudnienia. – Byliśmy wpisani do rejestru, ale skoro to nie my rekrutujemy pracowników, tylko LOT Crew, wypisaliśmy się z niego – tłumaczy Kubicki.

Opiniami PIP usatysfakcjonowane jest OPZZ, które domaga się natychmiastowego przywrócenia do pracy Moniki Żelazik oraz dymisji prezesa LOT Rafała Milczarskiego. Piotr Szumlewicz, przewodniczący Rady OPZZ województwa mazowieckiego, wskazuje również na „wielką skalę nieprawidłowości, które mają miejsce w tej firmie".

Dzisiaj w LOT ponad połowa pilotów i personelu pokładowego jest zatrudniona na podstawie umów B2B. I rośnie liczba pilotów, zwłaszcza najbardziej doświadczonych, którzy rezygnują z etatów i decydują się na założenie własnych firm. Powód jest prosty. Zarobki pilotów, zwłaszcza po ostatnich podwyżkach, są tak wysokie (kapitanowie zarabiają 20–30 tys. złotych miesięcznie), że szybko wpadają oni w drugi, 32-procentowy próg podatkowy. Kiedy są na umowie B2B, płacą jedynie 8,5-proc. ryczałt podatkowy.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL