fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lotnictwo

Nowy problem z odstawionymi Boeingami

AFP
Linie lotnicze, które mają w swojej flocie Maxy, otrzymały informacje od spółki CFM produkującej silniki LEAP-1B tych maszyn, aby dokonały przeglądów silników w uziemionych samolotach. Powodem jest możliwość odkładania się nagaru w dyszach paliwowych.

Takie powiadomienie otrzymały trzy linie amerykańskie: American Airlines, Southwest Airlines i kanadyjski WestJet Airlines, oraz polski LOT. 

Producentem napędu do Maxów jest spółka CFM założona wspólnie przez francuski Safran i amerykański GE. Gdyby okazało się, że rzeczywiście doszło do tego zjawiska, to trzeba w nich będzie wymienić dyszę paliwową. Jak zapewnia CFM, jest to normalna procedura przy konserwacji silników. Zdaniem Bloomberga może jednak być to kolejny problem dla przewoźników, którzy mają Maxy w swojej flocie. Według przewoźników, to nic nadzwyczajnego, po prostu normalna procedura. A Boeingowi chodzi najprawdopodobniej o to, żeby w momencie gdy Maxy uzyskają niezbędne certyfikaty, mogły jak najszybciej wrócić do latania z pasażerami, bo silniki już będą po wszystkich niezbędnych przeglądach.

Informację o koniecznym przeglądzie silników w uziemionych maszynach otrzymał od Boeinga także LOT. — Pięć Boeingów 737 MAX 8, które są we flocie LOT-u, posiada silniki CFM LEAP-1B. Samoloty są według rekomendacji producenta samolotu w tzw. procedurze ciągłego utrzymania samolotu zdatnego do lotu.

Flota Polskich Linii Lotniczych LOT na bieżąco przechodzi wszystkie kontrole techniczne. Każdy samolot przywracany do obsługi po dłuższej przerwie, oprócz standardowych, przechodzi dodatkowe kontrole techniczne — powiedział „Rzeczpospolitej” Jakub Panek z biura prasowego przewoźnika.

American Airlines także przyznały, że CFM zalecił im boroskopową inspekcję silników w trzech B737 MAX. Miała to być procedura ostrożnościowa, która — jak informuje przewoźnik— nie wykazała jakichkolwiek niepokojących zmian. Southwest otrzymał rekomendację sprawdzenia kilkunastu silników, zrobił to, ale nie informował, czy wykrył jakieś zmiany. Kanadyjski WestJet, druga co do wielkości linia lotnicza w tym kraju, otrzymał polecenie sprawdzenia 5 z 13 Maxów i również wszystko było w porządku. — To nic nowego, że w dyszach gromadzi się nagar – mówił we czwartek, 18 kwietnia prezes Southwesta, Greg Kelly. Jeśli nie zostanie stamtąd usunięty, może poważnie uszkodzić silnik. CFM podejrzewa, że to właśnie było przyczyną kłopotów B737 MAX Southwesta, który wyleciał bez pasażerów z Orlando na Florydzie w rejsie do Victorville w Kalifornii, musiał na początku marca awaryjnie lądować. Wtedy wszyscy operatorzy Maxów otrzymali informację o konieczności częstszego serwisowania silników.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA