fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Polak, Litwin, Rosjanin przeciwko wojnie

Tomas Venclova
Fotorzepa/ Darek Golik
Czesław Miłosz, Josif Brodski i Tomas Venclova byli bohaterami konferencji „Pogranicze jako doświadczenie duchowe”, która odbyła się w Teatrze Aleksandryjskim w Sankt-Petersburgu.

Wielka trójka Miłosz-Brodski-Venclova jest dla nas wyjątkowa: uosabia los narodów Europy Wschodniej, najpierw uciemiężonych przez komunizm, a potem, również dzięki wielkim poetom, dążących do wyzwolenia się spod jarzma totalitaryzmu. Miłosz-Brodski-Venclova dali przykład, jak wznosić się ponad narodowe uprzedzenia i podziały, które występowały i wciąż występują pomiędzy Polakami, Litwinami i Rosjanami. Czynili to, pisząc, przyjaźniąc się oraz kreśląc projekty nowej demokratycznej, zjednoczonej Europy, do której dołączyła już Polska i Litwa. Zaś Rosja, miejmy nadzieję, jest w drodze.

Putin i Pandora

Tomas Venclova wziął udział w konferencji dzięki bezpośredniej transmisji przez Skype'a. Mówił na temat „Pogranicze: budowa czy ruina?".

– Mniej więcej od półtora roku mamy w Europie nową sytuację – powiedział „Rz" Tomas Venclowa. – Wszystko zaczęło się od aneksji Krymu przez putinowską Rosję, dokonanej z naruszeniem prawa międzynarodowego. To są sprawy absolutnie niedopuszczalne. W Rosji mówi się, że Krym jest znaczącym miejscem dla kultury rosyjskiej i znacznie mniej ważnym dla kultury ukraińskiej, co jest nawet prawdą. Puszkin napisał o Krymie „Fontannę Bakczysaraju", Tołstoj - „Sewastopolskie opowiadania", zaś Mandelsztam piękne krymskie wiersze. Pamiętajmy jednak, że przed kulturą rosyjską na Krymie zakorzeniła się tatarska, co opisał Puszkin, a wcześniej – grecka, co z kolei najmocniej podkreślał Mandelsztam. Wszystkie te konteksty składają się na zagmatwaną historię, która jest typowa dla wszystkich pograniczy, w szczególności zaś na wschodzie Europy. Tak jest w Wilnie i we Lwowie.

Venclova przypomniał też, że na temat Lwowa wypowiedział się polski historyk Jan Żaryn, ale tonacji jego wypowiedzi nie pochwala. – Nie można łamać prawa międzynarodowego i zmieniać układu państw na mapie – mówił na konferencji. – Jeśli już, to za zgodą stron, przy stole negocjacyjnym. Co dzieje się w innym wypadku, pokazał Putin, zabierając Krym: otworzył puszkę Pandory. Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby wszyscy politycy w Europie Wschodniej chcieli iść tym tropem, przecież w naszej części kontynentu każdy ma jakieś zadawnione pretensje i zaszłości. Polska ma nostalgię do Kresów, a Niemcy podobną do Wrocławia, Szczecina, Gdańska i Olsztyna, zaś Litwini do Suwałk, tak jak Ukraińcy do Przemyśla. W jeszcze bardziej skomplikowanej sytuacji znajdują się Węgrzy, Rumunii i mieszkańcy dawnej Jugosławii. Jeśli nie zrozumieją, że nadrzędną sprawą jest budowanie pokoju – ich pogranicze może się zamienić się w ruinę, czemu trzeba zapobiegać. Dlatego w żadnym wypadku nie można sobie pozwalać na terytorialne pretensje i roszczenia.

Rosyjskie toasty

Zapytaliśmy Tomasa Venclovę, czy jego zdaniem rosyjskie środowiska opozycyjne mają dziś szansę wpływać na zmianę proputinowskich, imperialnych sympatii większości rosyjskiego społeczeństwa.

– Kiedy zaczynał się ruch dysydencki w czasach Breżniewa, wyglądało na to, że jest to absolutnie beznadziejna sprawa – odpowiedział. – Sami dysydenci wznosili ironiczne toasty: „Za sukces naszej beznadziejnej sprawy!". W końcu okazała się mniej beznadziejna niż myślano, wymagała tylko wysiłku, czasu, poświęcenia, a czasami ofiar – zarówno w Rosji, jak i na emigracji. Teraz dysydentów jest znacznie więcej niż za Breżniewa, a ich walka może potrwać krócej niż przypuszczamy. W czasach sowieckich większość społeczeństwa robiła wrażenie absolutnie obojętnego na sprawy wolności, a jednak w chwili przełomu zmieniła się.

Niezwykle pożyteczne jest to, że Rosja związała się z Zachodem tysiącami relacji. Właśnie dlatego działają na nią sankcje. Wcześniej czy później będziemy widzieli tego skutki.

Jest takie słowo

– W Sankt-Petersburg spotkaliśmy się z przyjaciółmi ze środowiska dawnej antysowieckiej opozycji, która z przerażeniem patrzy na to, co dzieje się w Rosji – powiedział „Rz" Grzegorz Gauden, dyrektor Instytutu Książki. – Z wielkiej trójki poetów: Czesław Miłosz-Josif Brodski-Tomas Venclova, jest z nami już tylko ten ostatni, ale żyje i trwa poezja, a także przekaz wzajemnego szacunku dla kultur, narodów, społeczeństw. Warto przypominać przyjaźń pisarzy pochodzących z Litwy z rosyjskimi dysydentami. To, co dla nas ważne, co uderzało podczas całej konferencji, to ogromny respekt dla Miłosza, uważanego w Rosji nie tylko za wielkiego poetę, ale i myśliciela.

Grzegorz Gauden, powiedział też, że Tomas Venclova stawiał niezwykle ważne pytania, a za nim poszły kolejne: czy Rosja używa pojęcia: pogranicze, czy takie pojęcie w ogóle istnieje w języku rosyjskim?

– Odpowiedź obecnie brzmi: raczej nie, przecież Rosja stara się wchłonąć wszystko to, co naokoło – uważa Grzegorz Gauden. – Zamiast rozmawiać o swoich granicach, woli akcentować kwestię rosyjskiej strefy interesów. A przecież pojęcie pogranicza łączy się z uznaniem różnic pomiędzy społeczeństwami żyjącymi na terenie przygranicznym oraz budowaniem porozumienia między nimi. Chodzi nie tylko o granice państwa, ale również języka, religii, kultur, etniczne. Pogranicza znakomicie funkcjonują w Europie Zachodniej, gdzie dobrosąsiedzka atmosfera jest efektem namysłu nad dawnymi konfliktami, jakie teraz chcemy rozwiązywać drogą pokojową.

Będą kolejna spotkania

– Już sam tytuł konferencji „Duchowość pogranicza", zainspirowany zbiorem esejów Tomasa Venclovy „Pogranicze", a także fakt, że możemy na ten temat rozmawiać w dzisiejszej Rosji, wypada uznać za novum – mówi „Rz" Krzysztof Czyżewski, twórca Ośrodka Pogranicze w Sejnach, pisarz. – Myślę, że trzeba dostrzec pozytywny wpływ środowiska paryskiej „Kultury" oraz nasz. Rosjanie coraz bardziej rozumieją, że bez dialogu międzykulturowego i otwierania zamkniętych fortec nie da się funkcjonować we współczesnym świecie. Właśnie w tym duchu odczytywaliśmy dzieło Miłosza, Brodskiego i Venclowy.

Krzysztof Czyżewski podkreśla, że debata będzie kontynuowana: – Za pierwszym spotkaniem pójdzie druga konferencja zaplanowana na luty 2016 roku. Odbędzie się w Sankt-Petersburgu na uniwersytecie, m.in. we współpracy z Muzeum Anny Achmatowej. Wszyscy czuliśmy, że mamy do czynienia z początkiem nowego rozdziału, nie tylko w sferze literackiej, ale kulturowej.

Organizatorami konferencji byli Instytut Książki, Instytut Polski w Sankt Petersburgu, Konsulat Generalny Republiki Litewskiej w Sankt-Petersburgu, Wydawnictwo Iwana Limbacha.

Nad całością unosił się duch paryskiej „Kultury" i jej redaktora - Jerzego Giedroycia. Przypomnijmy, że nagrodę jego imienia przyznaje co roku redakcja „Rzeczpospolitej", którą podczas konferencji reprezentowała Hanna Wawrowska, sekretarz kapituły.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA