fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

George Lucas: Chuderlawy kujon na emeryturze

Brian Jay Johnson, George Lucas, Przeł. M. Miłosz, K. Rosłan, A. Wyszogrodzka-Gaik Wielka Litera, Warszawa 2016
materiały prasowe
Ukazała się właśnie biografia twórcy „Gwiezdnych wojen", która przedstawia go nie tylko jako filmowego wizjonera, ale i świetnego biznesmena.

Czy można robić filmy, w sytuacji gdy nie znosi się pracy z aktorami? Okazuje się, że tak, ponieważ George Lucas stanowi właśnie taki przypadek. Najlepiej czuje się w montażowni, gdzie nikt mu nie przeszkadza. Scenariusze również nie są jego specjalnością. Harrison Ford wspominał, że grając Hana Solo, musiał wszystkie dialogi przepisać na nowo, bo tekst, który dostał od Lucasa, był absolutnie drętwy.

To tylko jedna z dziesiątek ciekawych informacji, jakie zgromadził Brian Jay Johnson w biografii twórcy „Gwiezdnych wojen". Autor uważnie prześledził dzieciństwo i młodość reżysera, dojrzałe życie i pracę twórczą. Pisze o kwestiach, które z pewnością nie spodobałyby się Lucasowi. Na przykład o jego niełatwych relacjach z kobietami, kłótniach z ojcem – zamożnym sklepikarzem, a także kryzysach psychiczno-emocjonalnych, przez które przechodził w ciągu 72 lat życia.

Z książki Johnsona wyłania się portret filmowego wizjonera zafascynowanego efektami specjalnymi i technologią cyfrową, a także przedsiębiorczego biznesmena, który dorobił się fortuny i zbudował gigantyczną posiadłość – Skywalker Ranch, która niepokojąco przypomina niedostępne zamczysko bohatera filmu „Obywatel Kane". Lucas prezentuje się jako człowiek, którego celnie definiuje określenie „control freak" – człowiek, który obsesyjnie dąży do kontroli otaczającej go rzeczywistości. Tak było w przypadku jego życia zarówno zawodowego, jak i osobistego.

Johnson pisze o tym, jak Lucas niemal całkowicie wyparł ze swego życia pierwszą żonę – montażystkę Marcię Lou Griffin, z którą przez lata tworzył perfekcyjny duet twórczy. Sprawił, że utraciła ona wszelkie prawa do gwiezdnej sagi, której była – podobnie jak mąż – całkowicie oddana. Odsunął ją także od opieki nad ich adoptowaną córką Amandą.

Z kolei walki z producentami, jakie stoczył w trakcie kręcenia „Nowej nadziei" (1977), sprawiły, że postanowił sam się zająć produkcją. Dzięki temu miał wpływ absolutnie na wszystko. Jego talent producenta dostrzegł Steven Spielberg, z którym wspólnie zrobili m. in. serię filmów o Indianie Jonesie.

Tym niemniej z wiekiem Lucas nauczył się coraz bardziej odpuszczać. Potwierdzeniem tego było przejście na emeryturę i podpisanie w 2012 r. z Disneyem kontraktu, w którym przekazał prawa do „Gwiezdnych wojen" familijnemu gigantowi. Teraz swoje filmowe dziecko obserwuje jak ojciec, który wypuścił pociechę spod skrzydeł i mniej lub bardziej krytycznie obserwuje, jak sobie radzi.

Czasem wspomina, że chciałby jeszcze nakręcić jakiś kameralny, osobisty, ambitny film. Na razie się jednak na to nie zanosi. Wygląda na to, że „Gwiezdne wojny" wyssały z niego całą twórczą energię.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA