fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekarze i pielęgniarki

Za błędny druk recepty od lekarza zapłacą pacjenci

Fotorzepa, Sławomir Mielnik
Gdy lekarz pomyli się przy wypisywaniu recepty, zapłaci za to farmaceuta, a pacjent nie dostanie leku.

Mieszkańcowi Lublina odmówiono wydania leków, bo recepta była za wąska o 3 mm. Farmaceutka tłumaczyła, że zgodnie z rozporządzeniem ministra zdrowia z 13 kwietnia 2018 roku w sprawie recept minimalne wymiary papierowej recepty na leki refundowane to 200 mm na 90 mm. I że może wydać lek, ale za pełną odpłatnością.

Epistoła na odwrocie

Tłumaczyła, że jeśli wyda lek ze zniżką, Narodowy Fundusz Zdrowia miałby podstawy do cofnięcia refundacji, którą musiałaby pokryć apteka. Pacjent nie zapłacił 100 proc. ceny, bo lubelska apteka porozumiała się z lekarką, która obiecała wystawić kolejną, tym razem poprawną receptę. Takich sytuacji jest jednak więcej. – Coraz częściej odsyłam pacjentów z powrotem do lekarza, bo skreślając jeden z leków, podpisał się tylko w jednej linijce. I starsza pani o lasce musi dwa razy chodzić po leki, choć jest to ponad jej siły – mówi aptekarka z Woli. I wyjaśnia, że wielu osób nie stać na 100-proc. odpłatność za leki.

Wymóg dotyczący wymiaru druku to niejedyna kontrowersyjna pozycja nowego rozporządzenia. Par. 10 przewiduje wiele sytuacji, w których farmaceuta może wydać refundowany lek na nieprawidłowo wypisaną receptę. Warunkiem jest jednak szereg czynności biurokratycznych. I tak, jeśli PESEL na recepcie wypisany jest nieczytelnie, aptekarz może poprosić pacjenta o dowód i na odwrocie wpisać prawidłowe dane. Jeśli zaś lekarz zapomni wpisać ilości leku, może wydać jego najmniejsze opakowanie dopuszczone do obrotu, a gdy lekarz nie wpisał ilości, ale zanotował sposób dawkowania i okres stosowania, może sobie tę ilość wyliczyć. Każda taka „korekta" wymaga jednak szeregu wpisów na rewersie recepty, potwierdzanych podpisem i pieczątką farmaceuty, choć często brakuje na nie miejsca.

Kolejny nowy wymóg to dopisanie na odwrocie międzynarodowego kodu jednoznacznie identyfikującego produkt EAN, który jest równoznaczny z kodem kreskowym.

Aptekarze krytykują także nowy wymóg wprowadzany w par. 7 ust. 9, który po całkowitym zrealizowaniu wszystkich pozycji na recepcie wymaga na rewersie stosownej adnotacji z podaniem daty i godziny całkowitej realizacji recepty. Tymczasem wydawałoby się, że wystarczy dotychczas dołączany do recepty wydruk otaksowania z datą i godziną oraz nadrukiem „zrealizowano w całości".

„Powyższy wymóg będzie dopisany do i tak już obszernego katalogu czynności kontrolnych NFZ i dający paradoksalnie prawo do kolejnej kary i odrzucenia recepty z refundacji" – zwraca uwagę w liście otwartym do prezesa Okręgowej Rady Aptekarskiej (ORA) w Warszawie kierownik stołecznej apteki Eugeniusz Bukiewicz.

I zwraca uwagę, że poprawianie recept to czynność, którą aptekarze wykonują bezpłatnie, a czas na nie poświęcany to koszt, którego nikt im nie zwraca, bo wprowadzając 1 stycznia 2012 r. nową, niższą zasadę liczenia marży aptecznej na sprzedaż leków refundowanych, nie wyceniono pracy farmaceuty i kosztów apteki.

Udręka przedsiębiorcy

Według farmaceuty nowe rozporządzenie umożliwia karanie aptekarzy za błędy popełnione przez lekarzy. „Podstawowa uwaga farmaceuty skoncentrowana jest na czynnościach kontrolno-weryfikacyjnych w zakresie poprawności danych zawartych na recepcie pod groźbą kar finansowych lub potrącenia refundacji przez NFZ, w tym również za uchybienia popełnione przez lekarzy wystawiających recepty" – pisze w liście do prezesa ORA.

Eugeniusz Bukiewicz ma nadzieję, że Naczelna Izba Aptekarska wystąpi do resortu zdrowia o wykreślenie z rozporządzenia nowych biurokratycznych obowiązków. Prosi też o analizę prawną zakresu, w jakim Ministerstwo Zdrowia może zobowiązywać prywatny podmiot gospodarczy do czynności wykonywanych bezpłatnie na rzecz innego podmiotu, w tym przypadku NFZ.

Opinia

Mariusz Politowicz, farmaceuta, członek Naczelnej Rady Aptekarskiej

Oczekiwanie od farmaceuty, że recepta będzie spełniać wyimaginowane, posunięte do absurdu zasady piękna dokumentu, pokazuje, że celem zmian wcale nie jest dobro pacjenta. Im bardziej skomplikowane urządzenie, tym więcej części ma prawo się zepsuć. Tak skomplikowane przepisy są utrudnieniem zarówno dla lekarzy, jak i dla farmaceutów. Relatywnie proste czynności wypisywania i realizacji recepty urosły w Polsce do niebotycznych problemów. Lekarz, zamiast leczyć, musi być dziś własnym sekretarzem, aptekarz musi wykonywać czynności administracyjne niemające nic wspólnego z wyuczonym zawodem i kompetencjami. Bez tych obowiązków lekarze i farmaceuci zyskaliby czas dla pacjenta.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA