fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kronika przepowiedzianej katastrofy

Tomasz P. Terlikowski: Spalenie Harry’ego Pottera to nie bluźnierstwo

adobestock
Nie rozumiem komentatorów, którzy porównują czyn księdza Jarosiewicza do tego, co zrobił Nergal.

O paleniu książek podczas rekolekcji w Gdańsku wypowiedział się już niemal każdy. Happening ten (bo niby dlaczego darcie Biblii ma być happeningiem, a spalenie „Harry'ego Pottera" i parasolki z Hello Kitty nie?) wywołał lawinę komentarzy: mądrych i głupich, zasadnych i pozbawionych sensu, a także zwyczajnie histerycznych. Działania księdza Rafała Jarosiewicza (którego znam, lubię i z którym w jednych kwestiach się zgadzam, a w innych nie) porównywano już do palenia książek przez hitlerowców, ale także do darcia Biblii przez Nergala. Nie zabrakło takich, którzy uznali, że są one dowodem na samobójstwo Kościoła w Polsce. Na ten temat wypowiedział się już niemal każdy. Wypowiem się i ja, bo mnie o to poprosili redaktorzy „Plusa Minusa".

Ale zanim się wypowiem, przypomnę o kilku faktach, które zdają się umykać uwadze komentatorów. Otóż tak się składa, że rzeczy spalone podczas owego „happeningu" nie zostały zgromadzone przez duchownego, ale przyniesione przez wiernych. To oni chcieli, by je zniszczyć, bowiem uznali je za szkodliwe dla życia duchowego. Nie były to przy tym tylko książki, ale także karty tarota (sam je kiedyś spaliłem, bo z punktu widzenia wiary są rzeczywiście narzędziem szatana), maski i inne atrybuty magiczne. Warto przypomnieć, że w Biblii magia jest zakazana, a dla człowieka nowoczesnego i niewierzącego powinna być ona na tyle absurdalna, że już tylko z tego powodu godna potępienia jako urągająca zdrowemu rozsądkowi. To jednak wielu komentatorom zdaje się umykać, tak jak umyka im fakt, że ze swoimi rzeczami każdy może zrobić, co chce – nawet spalić. W przypadku rzeczy związanych z magią czy okultyzmem takie działanie wprost polecają egzorcyści. Można się z tym zgadzać albo nie, ale trudno komentować wydarzenia, których istotnej treści, znaczenia i sensu zwyczajnie się nie zna.

Mam, rzecz jasna, świadomość, że palenie książek (a to się również po rekolekcjach w Gdańsku dokonało) rodzi bardzo negatywne skojarzenia. Kapłan, który decyduje się na zastosowanie tej formy działania, powinien mieć tego świadomość, a także rozumieć, jak odbiorą to ludzie. Dlatego nie sądzę, by akurat ta forma walki z okultyzmem i magią była najskuteczniejsza czy najbardziej roztropna. Zamiast palić, lepiej wyjaśniać, tłumaczyć, argumentować. Tak jest po prostu bezpieczniej.

W niczym jednak nie zmienia to faktu, że nie rozumiem komentatorów (szczególnie tych wierzących), którzy porównują czyn księdza Jarosiewicza do tego, co zrobił Nergal. Dlaczego? Bo tak się składa, że ten ostatni zniszczył księgę świętą, wyjątkową i ważną dla miliardów ludzi, a ksiądz Jarosiewicz spalił książki i zabawki, które święte dla nikogo nie są. Można Harry'ego Pottera lubić albo nie (ja akurat za nim i w ogóle za twórczością Rowling nie przepadam), ale trudno uznać opowieści o czarodzieju za dzieło święte czy choćby za arcydzieło. Nie inaczej jest z sagą „Zmierzch", która wprawdzie sprzedaje się znakomicie, ale niewątpliwie nie jest dziełem dla nikogo świętym.

By się o tym przekonać, wystarczy zadać pytanie, czy ktoś z tak zawzięcie broniących spalonych dzieł czerpie z nich inspirację do dalszego życia, byłby gotowy oddać w ich obronie życie, czy też uznaje je za teksty objawione. Nie sądzę. I właśnie dlatego spalenie książek przez księdza Jarosiewicza – nawet jeśli jest czynem nieroztropnym – nie jest bluźnierstwem, a zniszczenie Biblii nim jest. I warto, by choć chrześcijanie o tym pamiętali. Mamy własny sposób myślenia i odbierania rzeczywistości, nie ma więc powodu, by przyjmować kanon myślenia nam obcy.

PLUS MINUS

Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA