fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kosmos

Kto tak naprawdę był na Księżycu? Ludzie czy Obcy?

Dowódca misji Apollo 17 Eugene A. Cernan podczas drugiego spaceru po Księżycu w grudniu 1972 r. Zdaniem niektórych reżyserem studyjnych ujęć mógł być sam Stanley Kubrick
EAST NEWS
Dlaczego próbuje się przeczyć faktom i negować, że ludzie wielokrotnie lądowali na Księżycu? Może dlatego, że wciąż nie ogarnęliśmy znaczenia tego wydarzenia. Wciąż jesteśmy przerażeni, że do załogowych misji na Srebrny Glob w ogóle doszło.

W związku z przypadającą dziś 50. rocznicą lądowania na Księżycu przypominamy fragment książki, który ukazał się w "Plusie Minusie" w kwietniu tego roku.

Pod koniec ubiegłego roku świat obiegła wiadomość, że Rosjanie sprawdzą, czy w latach 60. i 70. XX wieku rzeczywiście nastąpiło lądowanie statków Apollo na Księżycu. Podał ją Dmitrij Rogozin stojący na czele rosyjskiego odpowiednika NASA, agencji kosmicznej Roskosmos. – Ustaliliśmy, że naszym celem będzie polecieć na Księżyc i zweryfikować, czy Amerykanie tam byli, czy nie – powiedział Rogozin na nagraniu wideo umieszczonym 24 listopada na Twitterze.

Rogozin odpowiadał na pytanie, czy NASA rzeczywiście zrealizowała program Apollo, w ramach którego 20 lipca 1969 roku Amerykanie wylądowali na Księżycu. Jak zaznacza amerykańska agencja prasowa AP, Rogozin odpowiedział pół żartem, pół serio, ponieważ odpowiadając, uśmiechał się i wzruszał ramionami.

Jak widać, Rosjanie nie pogodzili się z klęską poniesioną na drodze do Księżyca i skoro sami nie potrafili, z zapałem kwestionują osiągnięcia konkurentów. Celuje w tym pseudohistoryk Jurij Muchin prowadzący internetowe czasopismo „Duel" (Pojedynek). Duża część „Duelu" skoncentrowana jest na dezawuowaniu amerykańskich lądowań na Księżycu. ZSRR porzucił swój program księżycowy w latach 70., po czterech nieudanych próbach wystrzelenia rakiety N-1, która miała przetransportować sowieckich astronautów na Księżyc.

Oczywiście ktoś taki jak Rogozin świetnie wie, że do lądowania Amerykanów doszło, i to wielokrotnie, bo nikt nie śledził tego tak uważnie jak ZSRR. Systemy telemetryczne były już wówczas na odpowiednim poziomie; nadto wykorzystywano nasłuch radiowy. Kiedy jednak nadarza się okazja, rosyjscy dostojnicy kosmiczni bez skrupułów starają się zasiać ziarno niepewności. Nie wszyscy się przy tym uśmiechają: w 2015 roku były rzecznik Rosyjskiego Komitetu Śledczego całkiem serio domagał się śledztwa w sprawie lądowań NASA na Księżycu.

Sukces, który trzeba zanegować

Nowa strategia „Podstawy państwowej polityki Rosji w kosmicznej branży do 2030 roku i w dalszej perspektywie", opracowana podobno na polecenie Władimira Putina, zakłada ożywienie rosyjskiego programu kosmicznego. Przewiduje m.in. loty załogowe na Księżyc z wykorzystaniem przesiadki na międzynarodowej stacji kosmicznej oraz budowę statku nowej generacji, który zapewni wielokrotne loty załogowe na satelitę Ziemi. Dodatkowo w przyszłym roku Roskosmos ma skończyć modernizację oddanego kilka lat temu do użytku kosmodromu Wostocznyj.

Nie są to pierwsze sygnały o mocarstwowych planach Rosji w kosmosie, dotąd jednak kończyło się na słowach. Powód był jeden: brak funduszy wynikający z kiepskiego stanu gospodarki, awanturniczej polityki (wojna z Ukrainą, zajęcie Krymu, zbrojenia), a także ze zwykłego marnotrawstwa. Przykładem tej ostatniej tendencji jest sam Wostocznyj, powstający w atmosferze skandali i gigantycznych przekrętów.

Zachowanie dyrektora Rogozina o tyle wydaje się paskudne, że wpisuje się w szerszy trend kwestionowania, że lądowanie na Księżycu w ogóle nastąpiło, więc wszystko – Armstrong, Aldrin, Apollo 11 i następne loty księżycowe – to tylko mistyfikacja. Rogozin z pewnością o tym wiedział i cynicznie próbował się w ten nurt włączyć. Widać, że przegrany w latach 60. wyścig na Księżyc po dziś dzień rozpala Rosjan.

Pozostaje niewytłumaczalnym fenomenem, w jaki sposób plotka o pozorowaniu lądowań na Księżycu – bo przecież nie chodzi tylko o to pierwsze, najważniejsze – mogła narodzić się w naszej światłej epoce, która dysponuje obfitością środków technicznych i fachowców zdolnych sprawdzić, co dokładnie i jak zaszło. A jednak wieść rozeszła się szeroko i dziś liczne strony internetowe prześcigają się w dowodzeniu, jak to obrazy z Księżyca zostały nagrane na Ziemi i przedstawione łatwowiernej publiczności, która oczywiście od razu dała się nabrać. Podobno stał za tym Stanley Kubrick, twórca słynnej „2001: Odysei kosmicznej", który krótko przed śmiercią miał udzielić wywiadu telewizyjnego, że na polecenie rządu USA i NASA zaaranżował i sfilmował rzekome lądowanie w studiu filmowym we Flagstaff w Arizonie. Scenariusz tego widowiska miał być dziełem wybitnego autora science fiction Arthura C. Clarke'a. Inna wersja głosi, że działo się to w słynnej Strefie 51, znanej z ukrywania statków UFO i ich załóg.

W internecie wiele stron formułuje zarzuty mające zdyskredytować fakt lądowania na Księżycu, jak i odpiera te zarzuty. Istnieje specjalna strona NASA poświęcona tym kwestiom. Polska Wikipedia pod hasłem „Teorie spiskowe o lądowaniu Apollo na Księżycu" przytacza zestaw najczęściej formułowanych zarzutów wraz z odpowiedziami na nie. Oto kilka najistotniejszych:

Zdjęcia:

Na żadnym ze zdjęć z Księżyca, pomimo że są one dobrej jakości, nie widać gwiazd. W warunkach księżycowych, w nieporęcznych skafandrach zrobienie tak dobrych zdjęć przedstawiałoby wielkie trudności. Na to fachowcy odpowiadają, że astronauci dysponowali najlepszym na owe czasy sprzętem, m.in. szerokokątnymi kamerami Hasselblada. Do fotografowania na Księżycu zostali przeszkoleni. Zdjęć nieudanych nie brakowało, ale nikt nie widział powodu, aby prezentować je szerszej publiczności. Co do gwiazd: czasy naświetlania były za krótkie, aby gwiazdy pokazały się na firmamencie.

Superklisza:

Klisza, na której robiono zdjęcia (nie było wtedy aparatów cyfrowych), musiałaby wytrzymać szeroki przedział temperatur na Księżycu: od -150 st. C w nocy do 100 st. C w dzień. Takich „pancernych" klisz chyba wtedy nie było. Wyjaśnienie fachowe zwraca uwagę, że takie temperatury przyjmuje grunt księżycowy, natomiast sama próżnia jest izolatorem. W czasie fotografowania aparaty były narażone na wysokie temperatury jedynie przez zbyt krótki czas, aby odbiło się to na ich sprawności bądź jakości zdjęć.

Cienie:

Na wielu zdjęciach padają one w różnych kierunkach, co sugeruje używanie kilku źródeł światła. Cienie astronautów stojących blisko siebie są różnej długości. Zdaniem fachowców różne kierunki padania cieni wynikają ze zjawiska perspektywy. Gdyby było kilka źródeł światła, każdy astronauta rzucałby po kilka cieni. Co do różnej długości cieni – odpowiadają za to nierówności gruntu, na które padają cienie. Dodajmy od siebie, że przecież i astronauci mogli być różnego wzrostu i nie stać dokładnie w jednej linii.

Flaga:

To jeden z najczęściej formułowanych zarzutów: że flaga amerykańska łopocze na wietrze, którego wszak nie uświadczymy na Księżycu. Flaga jest też pomarszczona, jakby znajdowała się w ruchu. Odpowiedź brzmi: flaga „łopocze" tylko wtedy, gdy jest poruszona przez astronautę. Na wielu filmach mimo przechodzącego obok astronauty flaga ani drgnie, choć na Ziemi powiew spowodowałby także ruch flagi. Pomarszczenie flagi wynika ze sposobu jej transportu oraz nasmarowania płynem podobnym do wosku. Na każdym bowiem zdjęciu flaga jest pomarszczona w identyczny sposób.

Niskie skoki:

Jak na warunki księżycowe astronauci podskakują za nisko. Przy sześciokrotnie niższej grawitacji powinni hasać wyżej. Na to odpowiedź taka, że zadanie astronautów nie polegało na biciu rekordów, kto wyżej skoczy. Przeciwnie: mieli przykazane, by zważać na względy bezpieczeństwa. W ziemskim polu grawitacyjnym takie wyczyny w takich skafandrach byłyby wykluczone.

To wbrew pozorom poważna kwestia, bo pola grawitacyjnego jak dotąd nikt nie umie sfałszować. Moim zdaniem wystarczyłaby porządna analiza takiego skoku: w momencie osiągnięcia przez astronautę największej wysokości zaznaczamy na nim punkt i, mając chronometraż przypisany do filmu, mierzymy czas opadania na powierzchnię. Znając masę astronauty w skafandrze łatwo obliczyć przyspieszenie, z jakim opadał. Jeden z astronautów wykonał zresztą przed kamerą doświadczenie z upuszczeniem równocześnie w księżycowej próżni przedmiotu ciężkiego i lekkiego; obydwa spadły na powierzchnię równocześnie. Nadto wiadomo, że dowódca Apollo 14 Alan Shepard, wielki entuzjasta golfa, wykonał na Księżycu uderzenie w piłkę. O ile było to sfilmowane (a chyba było; takich wyczynów nie podejmuje się, by trzymać je pod korcem), analiza krzywej, po której poleciała piłka, usunie wszelkie wątpliwości.

Piach:

Na jednym z filmów piach księżycowy spod kół łazika kłębi się zamiast opadać natychmiast na powierzchnię. Sugeruje to, że zdjęcia były kręcone w atmosferze ziemskiej. Na innym filmie piach z butów podskakującego astronauty wydaje się opadać szybciej niż człowiek, co by oznaczało, że to aktor podwieszony na linie. Odpowiedź: filmy z Księżyca obejmują wiele godzin, podwieszania na linie przez tak długi czas nikt by nie wytrzymał.

Brak śladów:

Ani obserwacje z orbity księżycowej, ani z Ziemi nie wykryły śladów sprzętu pozostawionego przez astronautów na Księżycu. To nieprawda. Zarówno sonda Clementine, jak i lepszy od niej aparat LRO nadesłały zdjęcia miejsc lądowania Apollo 15 i Apollo 12. Widać na nich pozostawiony sprzęt, a także zatknięte flagi. Z Ziemi nie można zobaczyć niczego o takich rozmiarach z powodu zbyt małej rozdzielczości teleskopów.

Zamki błyskawiczne:

Na zdjęciach widać, że kombinezony Armstronga i Aldrina mają na plecach zamki błyskawiczne. Na Księżycu taki sposób zamykania skafandra groziłby natychmiastową dehermetyzacją. Tak by było istotnie, gdyby nie dwa hermetyczne zamki w głębszych warstwach skafandrów. Wobec ich niezawodności szczelność trzeciego zamka nie ma znaczenia.

Czyste podpory:

Lądowniki Apollo miały łapy wyposażone w talerzowate podpory, które na zdjęciach lśnią czystością, chociaż podczas lądowania silnik wznosił chmury księżycowego kurzu. Talerze powinny być nim pokryte. Odpowiedź: lądowniki były wyposażone w czujniki gruntu – to te długie druty doczepione do łap. W momencie dotknięcia przez nie gruntu, gdy lądownik znajdował się na wysokości 1,7 m, silnik wyłączał się. Zanim doszło do lądowania, kurz zdążył opaść. Jest zresztą wiele zdjęć, na których talerzowate podpory są przysypane kurzem albo regolitem (pokruszonym materiałem pokrywającym powierzchnię Księżyca).

Przerwa:

Pomimo szybkiego postępu technicznego przez 50 lat nie udało się powtórzyć lądowań Apollo z lat 60. i 70. Być może Księżyc znajduje się wciąż poza zasięgiem człowieka, a tamte spektakle zostały sfingowane. Cóż, wielu ludzi dziwi się, dlaczego porzucono zainteresowanie Księżycem. Pół wieku przerwy to stanowczo za długo. Przyczyny są zarówno natury politycznej, jak i finansowej. Politykom Księżyc nie był dłużej do niczego potrzebny, więc zakręcili kurek z funduszami. To cała tajemnica.

Sztuka podważania:

Lądowanie na Księżycu jako pierwszy otwarcie zakwestionował Bill Keysing, pracujący przy dokumentacji technicznej w Rocketdyne, firmie, która współdziałała przy budowie rakiety Saturn V. Twierdził, że przez jego ręce przechodziły dokumenty, które wskazywały, że misje księżycowe były mistyfikacją. W 1976 roku wydał własnym nakładem broszurę „We Never Went to the Moon: America's Thirty Billion Dollar Swindle" („Nigdy nie byliśmy na Księżycu: amerykański szwindel za 30 miliardów dolarów"). Do dziś pozostaje ona źródłem argumentów dla zwolenników teorii spiskowej.

Ludzie wyspecjalizowani w negowaniu lądowania na Księżycu dają temu wyraz w bardzo aktywny nieraz sposób. 9 września 2002 roku do hotelu Beverly Hills w Kalifornii pod pretekstem udzielenia wywiadu telewizji japońskiej został ściągnięty Edwin „Buzz" Aldrin, który jako drugi postawił nogę na powierzchni Księżyca. Niejaki Bart Wilfried Sibrel, zwolennik teorii, że wyprawa Apollo 11 i pierwsza w historii ludzkości wizyta człowieka na Księżycu to jedno wielkie oszustwo, chciał wymusić na Aldrinie złożenie przysięgi na Biblię, że lądowanie na Księżycu rzeczywiście się odbyło. Buzz usiłował ominąć natręta, ale gdy ten zablokował mu drogę i nazwał astronautę tchórzem, kłamcą i złodziejem, 72-letni Aldrin wymierzył napastnikowi cios w szczękę. Wykorzystując zapis z monitoringu hotelowego, Sibrel usiłował wnieść oskarżenie przeciwko Aldrinowi, jednak policja i sąd uznały, że astronauta został ewidentnie zaczepiony i sprowokowany.

Sibrel, z zawodu taksówkarz z Nashville, zajmował się też produkcją filmów dokumentalnych dowodzących, że lądowania w ramach programu Apollo pomiędzy 1969 a 1972 rokiem to fałszerstwa. Jego najbardziej znanym dziełem jest dostępny na YouTubie film „A Funny Thing Happened on the Way to the Moon" („Dziwna rzecz wydarzyła się w drodze na Księżyc").

Jak przebiegło fałszowanie lotu Apollo 11? Według Keysinga astronauci wyjechali na szczyt Saturna V, aby stacje telewizyjne i publiczność mogli to zobaczyć, jednak rakieta nie była nawet wyposażona w silniki zdolne do podróży na Księżyc. Następnie superszybka winda zwiozła astronautów do kopii statku, a telewizyjną transmisję w tym momencie przerwano. Saturn V został wystrzelony na orbitę okołoziemską, a krótko potem rozbity w okolicach bieguna. Samo lądowanie upozorowano w studiu filmowym w stanie Nevada z przygotowaną sztuczną powierzchnią Księżyca. Inna wersja utrzymuje, że astronauci pozostawali nieświadomi spisku i naprawdę sądzili, że byli na Księżycu. Z trójki bohaterów narodowych zrobiono przygłupów i nikczemników. Plotki o fałszerstwie NASA zainspirowały Petera Hyamsa, który wcześniej zajmował się transmisjami misji księżycowych dla telewizji CBS, do nakręcenia filmu fabularnego „Koziorożec 1" z 1978 roku. Opowiada on o zbudowaniu studia filmowego w celu zatajenia nieudanej misji na Marsa. Pod względem artystycznym film był bardzo udany i niewątpliwie działał na wyobraźnię. 82-letni Armstrong w wywiadzie udzielonym agencji CPA Australia, został zapytany o sfingowanie lądowania na Księżycu. Dowódca Apollo 11 roześmiał się tylko i stwierdził, że gdyby tak było naprawdę, to zapewne któryś z 800 tys. pracowników NASA zatrudnionych przy tej misji już dawno by o tym opowiedział. „Ludzie zawsze kochali teorie spiskowe, ponieważ są bardzo ciekawe. Ja jednak nigdy się nimi nie przejmowałem, ponieważ wiem, że ktoś, kto w przyszłości poleci na Księżyc, znajdzie mój aparat, który tam zostawiłem".

Obcy już tam są

W mechanizm dezinformacji zostało wprzęgnięte nawet UFO. Choć kosmonauci sowieccy i amerykańscy podobno widywali UFO od początku załogowych lotów w kosmos, uwagę przyciągnęła relacja o obiekcie, który przez pewien czas leciał obok Apollo 11. NASA ustaliła, że był to jeden z członów rakiety, kosmiczny złom, który przy odpowiednim oświetleniu mógł wyglądać dziwacznie. Wodą na młyn zwolenników teorii spiskowych była wypowiedź Neila Armstronga, że w chwili lądowania na powierzchni Księżyca załoga lądownika Eagle nie była jedynymi obecnymi tam inteligentnymi istotami. „Ich statki znacznie przewyższały nasz pod względem szybkości i technologii" – miał powiedzieć Armstrong.

Dlaczego pomimo obecności Obcych na Księżycu i wokół Księżyca NASA kontynuowała program Apollo? Według literatury ufologicznej Armstrong przekazał bazie w Houston informacje o dwóch podłużnych obiektach, które przypuszczalnie obserwowały astronautów po wylądowaniu. Podobno Aldrin sfilmował widziane przez Armstronga UFO, a NASA dobrze wie o zlokalizowanej na Księżycu bazie Obcych i to z tego powodu USA nie wracają na Srebrny Glob. W internecie znaleźć można wieści, że program Apollo nie zakończył się na numerze 17, ale że poleciał jeszcze Apollo 18, a nawet, że trzymane w tajemnicy loty księżycowe trwają do dziś. Na Księżycu znajdują się nie tylko pojazdy i artefakty Obcych, ale bazy i całe miasta. Natknąłem się nawet na mrożącą krew w żyłach wiadomość, że obecnie na Srebrnym Globie żyje 250 mln ludzi.

Dlaczego Księżyc i program Apollo zostały wykorzystane do masowej produkcji sensacji bez pokrycia? Dlaczego próbuje się przeczyć faktom i negować, że do lądowania ludzi na Księżycu doszło wielokrotnie? Moim zdaniem były to wydarzenia tak ogromnej rangi, że jeszcze po dziś dzień potoczna świadomość nie ogarnęła ich znaczenia. Mnóstwo ludzi odczuwa, że stało się coś niezmiernie ważnego, ale nie potrafi sprecyzować, na czym to polega. Zdarzenia związane z lotami na Księżyc zostały otoczone tak potężną działalnością mitotwórczą, iż w jej ramach pojawiają się właściwie dowolne fantazje na ten temat. Dopóki jednak dopływ nowych faktów nie potwierdzi przynajmniej jednej z hipotez, dowodzących fałszerstwa księżycowych misji, musimy trzymać się tego, co wiemy na pewno. W przeciwnym wypadku wykroczymy poza granice racjonalności, gdzie nauka i naukowe podejście do świata niewiele mają do powiedzenia.

Tekst pochodzi z książki Marka Oramusa „Wszechświat jako nadmiar", która ukaże się w czerwcu 2019 r. nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA