fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kościół

Sędziwy buntownik w patriarszej sutannie

AFP
Patriarcha Filaret po raz drugi może zostać autorem rozłamu w Cerkwi. Tym razem w tej niezależnej od Moskwy.

Patriarcha Filaret (Michaił Denisenko) oświadczył we wtorek, że 20 czerwca w Kijowie odbędzie się zwołany przez niego sobór Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Kijowskiego (UPC KP). Cytowany przez ukraińskie media, stwierdził, że w trakcie tego soboru ma zapaść decyzja, w świetle której decyzja innego soboru – z 15 grudnia – „zostanie unieważniona". – Tym samym pokażemy, że Patriarchat Kijowski był, jest i będzie – ogłosił podczas forum „Za Ukraińską Prawosławną Cerkiew! Za Kijowski Patriarchat!".

Chodzi o grudniowy i zarazem pierwszy sobór zjednoczeniowy Cerkwi Prawosławnej Ukrainy (PCU), która powstała w wyniku połączenia właśnie UPC KP, Ukraińskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego (UAKP) oraz kilku hierarchów Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Moskiewskiego (UPC PM). Dzięki temu na początku stycznia nowa zjednoczona ukraińska Cerkiew otrzymała z rąk patriarchy Konstantynopola Bartłomieja I decyzję o autokefalii. Filaret własnoręcznie podpisał się pod decyzją grudniowego soboru o utworzeniu PCU i został „honorowym patriarchą".

Na czele PCU stanął zaś jego wieloletni bliski współpracownik, 39-letni metropolita Epifaniusz. Filaretowi pozostawiono wszystkie parafie najbogatszej eparchii kijowskiej, którą obecnie zarządza.

Konflikt wybuchł na początku maja, gdy Filaret nagle ujawnił, że przed zjednoczeniem Cerkwi zawarł układ z Epifaniuszem i ówczesnym prezydentem Ukrainy Petrem Poroszenką, który osobiście angażował się w proces nadania autokefalii przez Konstantynopol. Filaret miał z tylnego siedzenia zarządzać PCU w kraju, a Epifaniusz miałby realną władzę tylko nad parafiami poza Ukrainą. Umowa ta, jak twierdzi Filaret, została złamana. Od kilku tygodni na każdym kroku powtarza, że jego Patriarchat Kijowski istnieje, uderzając tym samym w zjednoczoną ukraińską Cerkiew.

W poniedziałek metropolita Epifaniusz udał się z dwudniową wizytą do Stambułu, tam znajduje się siedziba Patriarchatu Konstantynopolitańskiego.

Ukraińska redakcja BBC twierdzi, że patriarcha Bartłomiej I (duchowy przywódca prawosławnych na świecie) murem stoi za Epifaniuszem. Z informacji wynika, że gdyby Filaretowi udało się przeprowadzić sobór, mógłby zostać uznany przez Konstantynopol za rozłamowca, a nawet sprowadzić na siebie sankcje.

Wiele wskazuje na to, że 90-letni Filaret świadomie dąży do konfliktu z Konstantynopolem. We wtorek stwierdził, że „tak zwana PCU służy interesom Greków". Dodał, że „Epifaniusz jest sługą Konstantynopola". Posunął się jeszcze dalej i stwierdził, że tezy zawarte w decyzji o autokefalii „są niewygodne dla ukraińskiej Cerkwi", i zaapelował do duchownych, by ich nie wykonywali.

– To, co się dzisiaj odbywa w PCU, jest konfliktem ojców i dzieci. Metropolita Epifaniusz należy do młodego pokolenia, honorowy patriarcha Filaret wywodzi się ze starej, radzieckiej szkoły – mówi „Rzeczpospolitej" ks. Georgij Kowalenko z Cerkwi Prawosławnej Ukrainy, rektor Otwartego Prawosławnego Uniwersytetu w Kijowie. – Dla PCU ta sytuacja jest przykra, ale nikt nie chce, by historia patriarchy Filareta miała tak smutnie wyglądające zakończenie – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA