fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

Epidemia w Niemczech. Dzielenie obywateli dzieli

Minister zdrowia Jens Spahn nie wie, czy można się zakazić powtórnie
AFP
Rząd w Berlinie zamierza wprowadzić dokumenty dla ozdrowieńców wyłączające ich z reżimu ograniczeń.

W Niemczech jest ponad 130 tysięcy osób, które pokonały Covid-19 i z medycznego punktu widzenia są całkowicie zdrowe. To dane oficjalne. Liczba tych, co przeszli chorobę, może być znacznie wyższa. Jednak wszyscy ci ludzie, w zdecydowanej większości młodzi, podlegają tym samym ograniczeniom co reszta społeczeństwa, a więc obowiązkowi noszenia maseczek w miejscach publicznych, zakazowi odwiedzin seniorów z własnych rodzin w domach opieki czy nawet przyjmowania przyjaciół w domu.

Czy nie powinni zostać wyłączeni z reżimu obostrzeń? Do pozytywnej odpowiedzi na to pytanie skłania się obecnie rząd.

Powstał już nawet projekt odpowiedniej ustawy, której szczegóły są jeszcze trzymane w tajemnicy.

Mowa jest o wydawaniu osobom wyleczonym specjalnych kart (Immunitätsausweis) poświadczających, że nie są nosicielami koronawirusa i jako tacy nie stanowią zagrożenia dla innych.

– Dobrze byłoby wiedzieć, kto z pracowników służby zdrowia czy opiekunów ludzi starszych jest już odporny na wirusa – tłumaczy Jens Spahn (CDU), minister zdrowia, aby w kolejnym zdaniu przyznać, że nie ma naukowych dowodów, iż osoba po Covid-19 nie może zarazić się powtórnie.

Jednak Christian Drosten, znany wirusolog berlińskiej kliniki Charité, zapewnia, iż po przebyciu zakażenia odporność organizmu jednak powstaje. Nie wiadomo wprawdzie, na jak długo, ale zdaniem prof. Drostena na mniej więcej dwa lata. To mogłoby uwiarygodnić plany rządu.

Z kolei wirusolog z kliniki uniwersyteckiej w Bremie prof. Andreas Dotzauer zapewnia, że jedyne, co można w obecnej chwili stwierdzić, to obecność w organizmie przeciwciał, co jednak nie jest równoznaczne ze stanem bezwarunkowej odporności.

Podobnego zdania jest WHO, choć ostrzega, że rządy, wydając odpowiednie karty (covid immunity passport), mogą wręcz przyczynić się do rozprzestrzenienia wirusa, gdyż ich posiadacze mogą błędnie uważać, że są bezpieczni. A tego nie potwierdzają badania.

Nie chodzi wyłącznie o argumenty natury medycznej. Osoby posiadające immunitet koronawirusowy musiałyby z natury rzeczy zostać zwolnione od obostrzeń czasu epidemii, co dawałoby im swego rodzaju przewagę nad resztą społeczeństwa np. na rynku pracy. Takie i podobne problemy etyczne powinna rozwiązać państwowa Rada Etyki, do której minister Spahn zwrócił się z prośbą o opinię.

– W sytuacji gdy wiele osób poddanych kwarantannie obawia się o pracę, szybko pojawi się czarny rynek fałszywych kart identyfikacyjnych. Jednocześnie młodzi ludzie mogą próbować zarazić się wirusem, aby uzyskać odpowiedni dokument – zwracał uwagę „Süddeutsche Zeitung", analizując plany rządu Chile, jeszcze zanim zajął się nimi rząd Angeli Merkel.

Przeciwko kartom jest wielu liderów partii politycznych. Pojawiają się argumenty o braku jej zgodności z konstytucją zakazującej wszelkiej dyskryminacji.

SPD i Zieloni wskazują, że tego rodzaju dokumenty stoją w sprzeczności z polityką walki z epidemią w postaci utrzymywania dystansu społecznego. Postkomunistyczna Lewica ostrzega przed niebezpieczeństwem „państwa policyjnego". Zwolennicy ochrony danych osobowych są przeciwko, obawiając się, że kolejnym krokiem może być umieszczanie w dokumentach osobistych informacji na temat obecności w organizmie wirusa HIV.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA