fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

Koronawirus: Karczewski w szpitalu, inni też się narażają

Stanisław Karczewski od kilku dni przebywa w kwarantannie
Twitter
Wicemarszałek Senatu na własne życzenie pojechał do pracy w szpitalu. Jednak inni politycy też się narażają.

Trzy dyżury przepracował w Szpitalu w Nowym Mieście nad Pilicą, w którym wybuchła epidemia koronawirusa.

Dramatyczna sytuacja

Ewakuacja szpitala ruszyła w weekend. Z informacji medialnych wynika, że patogen rozprzestrzenił się, bo pacjentka leczona na zapalenie płuc w rzeczywistości miała koronawirusa. Karczewski mówi, że wciąż nie jest pewne, czy rzeczywiście ona była „pacjentem zero".

Zaznacza, że jako lekarz nie mógł przejść obojętnie wokół sytuacji w szpitalu, w którym był w przeszłości dyrektorem. – Dramatycznie brakowało personelu. Chorzy potrzebowali pomocy, byli przerażeni, widząc lekarzy w kombinezonach – opowiada.

Dlaczego znalazł się w Nowym Mieście nad Pilicą? Od początku informował, że został tam skierowany przez wojewodę mazowieckiego Konstantego Radziwiłła. Problem w tym, że zgodnie z ustawą o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń byłoby to bezprawne. Wynika z niej, że skierowaniu do pracy przy zwalczaniu epidemii nie podlegają m.in. posłowie i senatorowie oraz osoby, które ukończyły 60 lat. A Karczewski ma 64 lata.

Jak było w rzeczywistości? Zespół prasowy wojewody przyznaje, że Karczewski zgłosił się z własnej inicjatywy. „Za wykonywaną pracę nie będzie pobierać wynagrodzenia" – dodaje zespół prasowy.

Gest wicemarszałka pozytywnie odbiera wielu kolegów z Senatu. – Choć jest w świetnej formie, nie ma co ukrywać, że z uwagi na wiek znajduje się w grupie ryzyka – mówi anonimowo jeden z senatorów.

Podatni na infekcję okazują się być też politycy nienarażający się tak jak Karczewski. W tej grupie stwierdzono stosunkowo wiele zakażeń.

Koronawirus u VIP-ów

W piątek o pozytywnym wyniku testu poinformował europoseł PSL Adam Jarubas, który mógł zakazić się w Brukseli. Koronawirusa ma też wiceminister rolnictwa Ryszard Kamiński, a także związani z Solidarną Polską minister środowiska Michał Woś, szczeciński radny Dariusz Matecki i poseł Edward Siarka. Pozytywny wynik testu był również u doradcy ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry.

Wszystko wskazuje na to, że w środowisku Solidarnej Polski jako pierwszy zaraził się Woś od wysokiego rangą pracownika Lasów Państwowych. – Zakażeń w Ministerstwie Sprawiedliwości pewnie byłoby więcej, gdyby nie wdrożone szybko restrykcyjne procedury przeciwdziałania zakażeniom – mówi osoba znająca sytuację w resorcie.

W dodatku wielu polityków znalazło się w ostatnim czasie w kwarantannie. To m.in. senatorowie Aleksander Pociej (KO) i Włodzimierz Bernacki (PiS), którzy wraz z – jak się później okazało – zainfekowanymi Francuzami uczestniczyli w obradach Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Kwarantannie poddali się też posłowie PiS Marek Ast i Kazimierz Smoliński, którzy mieli kontakt z zainfekowanym członkiem KRS Zbigniewem Łupiną, a także poseł PSL Władysław Bartoszewski.

Z kolei europoseł PiS Ryszard Czarnecki przyznał w rozmowie z „Rzeczpospolitą", że podróżował z Jarubasem jednym samolotem, ale „nie dotyczyła go jeszcze wtedy obowiązkowa kwarantanna".

Rozważyć „za i przeciw"

Powodem częstych zakażeń u polityków jest aktywny tryb pracy i duża liczba spotkań. Czy powinni je ograniczyć?

Konstytucjonalista z UW prof. Ryszard Piotrowski radzi im, by rozważyli „wszystkie za i przeciw". – Obywatele, którzy pełnią ważne funkcje publiczne, a ich nieobecność może wpłynąć na ograniczenie zdolności działania państwa, powinni brać pod uwagę tę okoliczność – twierdzi. I zauważa, że aktywny polityk może też zarazić wiele osób.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA