fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

Drugie dno afery szczepionkowej

Centrum Medyczne WUM miało szczepić na podstawie porozumienia między prof. Zbigniewem Gaciongiem, rektorem WUM, a prezes Centrum Ewą Trzeplą
Tomasz Jastrzebowski / REPORTER
Placówka WUM nie była przygotowana do szczepień. Trzykrotnie odmawiała przyjęcia dawek szczepionek z puli do pilnego wykorzystania.

Nie było nadprogramowych dawek szczepionek, wszystkie placówki otrzymały tyle, ile zamówiły – twierdzą zgodnie: Agencja Rezerw Materiałowych, NFZ i resort zdrowia. „Rzeczpospolita" ustaliła jednak, że szpitale otrzymały w ostatnich dniach roku od dwóch do nawet trzech razy więcej dawek, niż zamawiały.

Centrum Medyczne Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, które zaszczepiło z puli dla personelu medycznego aktorów, byłego premiera i dyrektora prywatnej telewizji, nie było do tego przygotowane, bo planowo miało zacząć szczepić od 4 stycznia. Ale tuż przed sylwestrem naciskano na uczelnianą spółkę, żeby wzięła szczepionki „by się nie zmarnowały". I zaczęła się „łapanka".

Niejasne porozumienie

Pierwsze szczepionki – 10 tys. – trafiły do 72 szpitali węzłowych 26 grudnia, kolejna dostawa (ok. 300 tys. sztuk) za trzy dni. W połowie grudnia NFZ publikuje listę 509 szpitali węzłowych, które będą szczepić personel medyczny grupy 0. Na liście jest Uniwersyteckie Centrum Kliniczne WUM przy Banacha, a nie spółka – Centrum Medyczne WUM. Spółka ma szczepić personel na mocy niejasnego do dziś porozumienia podpisanego między prof. Zbigniewem Gaciongiem, rektorem WUM, a dr Ewą Trzeplą – prezesem tej spółki.

Dlaczego to istotne? Bo spółka, według harmonogramu, miała zacząć szczepienia 10 tys. osób dopiero od 4 stycznia. Brak jej na liście kluczowych szpitali węzłowych. Mimo to Agencja Rezerw Materiałowych przysyła jej szczepionki aż dla 450 osób z personelu szpitalnego, które musi wyszczepić w trzy dni.

„Do Centrum Medycznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego zostały dostarczone szczepionki w ilości zgodnej z zamówieniem złożonym przez WUM. Do 30 grudnia włącznie CM WUM otrzymało 90 wielodawkowych fiolek Comirnaty" – zapewnia nas Krzysztof Bielak z ARM.

Chętni z łapanki

Według ustaleń „Rzeczpospolitej" prezes Ewa Trzepla trzykrotnie odmówiła przyjęcia szczepionek – wie, że nie jest w stanie szybko znaleźć tylu chętnych z grupy 0. Bo to czas świąt i urlopów. To powszechny problem, tyle że szpitale pracują, mają listy personelu. Według naszych ustaleń w Wigilię miał zadzwonić do niej pracownik agencji, a 27 grudnia koordynator z NFZ. Mieli argumentować, że dawki nie mogą się zniszczyć, muszą być zużyte do 31 grudnia. Dr Trzepla ulega po obietnicy, że zgodnie z apelem Naczelnej Izby Lekarskiej wejdzie wyjątek – szczepienia także rodzin medyków i pacjentów.

Rzeczywiście, 29 grudnia z NFZ wychodzi pismo do dyrektorów szpitali, że za zgodą Ministerstwa Zdrowia i KPRM „wprowadzono elastyczne podejście do szczepień", i można do 6 stycznia szczepić pacjentów i rodziny.

Centrum Medyczne WUM dostaje 75 dawek, potem kolejne. I nie wie, kogo zaszczepić.

Dziś wiemy, że dostaje ją 300 osób z grupy 0 i 150 w ramach wyjątku – w tym 18 znanych osób. – Presja była taka, że szczepiliśmy każdego, kto był pod ręką. Także sprzątaczki i woźnych – mówi osoba pracująca przy szczepieniach.

Afera wybucha, gdy jeden z lekarzy odszedł z kwitkiem, bo szczepionkę dostał aktor – co ujawniają studenci WUM z profilu na FB „Zum na WUM".

W poniedziałek minister zdrowia Adam Niedzielski ujawnił, że „plik z nazwiskami osób do zaszczepienia (aktorów, biznesmenów – red.) został przesłany 28 grudnia, czyli w przeddzień ogłoszenia przez NFZ listy wyjątków. Tyle że dzień wcześniej taką obietnicę szefowej uniwersyteckiego Centrum złożył NFZ, namawiając, by wzięła szczepionki.

Wciąż jest niejasne, kto „zaprosił" aktorów? Zadzwonił „ktoś z przychodni" – wynika ze słów Krystyny Jandy. – Dlaczego nie zadzwoniono, np. do szefów klinik, by ściągnęli swoich pracowników? – pyta jeden z lekarzy.

Jak podał minister, „osoby zaszczepione poza kolejnością zostały zarejestrowane jako personel niemedyczny pracujący w szpitalu".

Dawki w nadmiarze

Nie tylko WUM otrzymał więcej szczepionek niż wynikało z harmonogramu. Górnośląskie Centrum Medyczne Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach zamówiło w ARM 75 dawek, a dostało 150. Wyszczepiono nimi tylko tzw. biały personel – szpital liczy ponad 2 tys. pracowników. Tak samo CSK MSWiA w Warszawie.

– W pierwszej transzy mieliśmy otrzymać 100 szczepionek, a przekazano ich 375. To, że przyszło więcej, dla nas nie było problemem, mamy liczny personel – mówi Iwona Sołtys z CSK MSWiA w Warszawie, rzeczniczka Szpitala Narodowego. Dotąd zaszczepiono ok. 3,1 tys. medyków, z tego najwyżej kilka procent członków rodzin.

Szpitale muszą zaszczepić pacjenta w ciągu 120 godzin od rozpakowania zamrożonej szczepionki.

ARM nie odpowiada nam, dlaczego rozdawała więcej niż pierwotnie zamawiały szpitale. Zapewnia, że powodem nie był brak zamrażarek do szczepionek. „Obecnie możliwości magazynowania (w temperaturze od -90° do -60°C) są obliczone na przyjęcie i prawidłowe przechowywanie oraz dystrybucję wszystkich zakontraktowanych szczepionek" – zapewnia nas Krzysztof Bielak z ARM. Termin ważności szczepionki przechowywanej w temperaturze od -90° do -60°C to sześć miesięcy od daty produkcji zapisanej na fiolce i tacce.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA