fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

Kazimierz Wóycicki: PiS musi wziąć odpowiedzialność

Fotorzepa/ Jerzy Dudek
Polska stoi przed alternatywą stanu klęski żywiołowej albo wyborów, które w żadnym wypadku nie mogłyby być uznane za wybory zgodne z demokratycznymi standardami. Pseudowybory grożą chaosem prawnym i na koniec politycznymi, a także najprawdopodobniej międzynarodowymi konsekwencjami – pisze politolog.

Pandemia stwarza sytuację w oczywisty sposób wyjątkową, domagającą się wyjątkowych środków. W konstytucji przewidziano taką sytuację i jest nią właśnie ogłoszenie stanu klęski żywiołowej. Jak wyjaśnić, że Jarosław Kaczyński na takie rozwiązanie jak dotychczas się nie zgadza wbrew zagrożeniu dla zdrowia całego społeczeństwa? Ze strategicznego punktu widzenia wybory, które nastąpiłyby za parę miesięcy, odbywać by się miały w trudnej sytuacji gospodarczej, być może bardzo trudnej. W tej sytuacji kandydat na prezydenta partii rządzącej może te wybory przegrać. Tego obawiać się może prezes PiS.

Obawiać się też może oddania zbyt wielkiej władzy Mateuszowi Morawieckiemu, bo w przypadku stanu klęski żywiołowej, premier byłby obdarzony bardzo szerokimi kompetencjami.

Zarządzanie obecnym kryzysem jest bardzo trudne. Można jednak zarządzać lepiej lub gorzej i można było być na trudny czas lepiej lub gorzej przygotowanym. Pięcioletnie rządy PiS polegały jednak na nieustannym rozdawnictwie pieniędzy, które jako politykę socjalną łatwo było bronić w czasie długotrwałej i dobrej koniunktury. Opozycja i tak nielubiany w PiS Leszek Balcerowicz ostrzegali nieustannie, że gdy jest koniunktura, trzeba oszczędzać na kryzys. Nikt nie mógł przewidzieć aż takiego kryzysu, ale zastał on gospodarkę nieprzygotowaną nawet na bez porównania mniejsze trudności. Inflacja zaczęła narastać, a inwestycje spadać, gdy o koronawirusie nie było jeszcze słychać.

Widoczne jest już teraz, że PiS nie bardzo umie zarządzać kryzysem. Sięga nerwowo po restrykcje, często nie bez dobrych intencji, ale gubi się w szczegółach, część z nich jest nieuzasadniona, inne przychodzą z  opóźnieniem. Politycy PiS od samego początku prowadzili politykę na dobrą pogodę. Zyskiwali poparcie, bo mieli na kiełbasę wyborczą, którą umieli opakować socjalną retoryką. Nawet teraz, gdy brakuje pieniędzy na walkę z koronawirusem i ratowanie gospodarki, nie cofają się przed wypłatą 13. emerytury. Zarazili się własną propagandą sukcesu i nie potrafią z niej zrezygnować.

Na jesieni na kiełbasę wyborczą z pewnością nie będzie pieniędzy. Wybory byłyby prawdziwym sprawdzianem dla rządzących. Społeczeństwo potrafiłoby nagrodzić rząd, który mimo gospodarczej katastrofy w widoczny sposób zrobiłby wszystko, co w ludzkich możliwościach. Na to trzeba  by jednak politycznej odwagi, której brakuje Kaczyńskiemu i PiS, myślących przede wszystkim o tym, jak władzy nie utracić.

Czas tak trudny, jak obecny,  wymaga szerokiej solidarności. Z pewnością wymaga załagodzenia politycznych sporów na rzecz wspólnego działania. Co stoi w sprzeczności do wyborów, które w swej istocie spory i kontrowersje wzmacniają. By spory złagodzić, należałoby wybory odłożyć.

Problem w tym, że taką gotowość wykazać musi rząd, a PiS i prezes Kaczyński w najmniejszym stopniu takiej gotowości nie wykazują. Gdyby ogłoszono w porę stan klęski żywiołowej, byłyby warunki do solidarnego działania. Opozycji trudno byłoby się skarżyć na ograniczenia, jeśli zachowałyby one odpowiednią miarę. Wszyscy mogliby się lojalnie przyznać do błędów dotyczących służby zdrowia, są one bowiem wielokadencyjne. Na taką jednak konsensualną politykę nie ma warunków, jeśli proponuje się zmiany w prawie wyborczym łamiące konstytucję, wprowadza się restrykcyjne przepisy bez należytej podstawie prawnej, które mogłoby być zalegalizowane jedynie poprzez wprowadzenie stanu klęski żywiołowej. Wprowadzenie do poczty wiceministra z MON wygląda na militaryzację, tylko po to, by umożliwić próbę wyborów korespondencyjnych, które notabene muszą zakończyć się fiaskiem, już tylko z powodów technicznych, a nie tylko powszechnego przeciw nim oporu.

Politykom PiS może się oczywiście wydać, że wszystko to uda się im się zakłamać w mediach publicznych (ich zachowanie może skądinąd służyć za jeden z dowodów, że obecne wybory nie odpowiadają standardom demokratycznego państwa), po tym jednak przyjdzie ciężka próba konfrontacji z rzeczywistością. 

Jaka jest w tej ciężkiej sytuacji odpowiedzialność opozycji? W oczywisty sposób musi się ona wykazać lojalnością wobec decyzji władz we wszystkich wypadkach, gdzie to jest możliwe. Zakazy wychodzenia z domu  i wiele innych, nawet jeśli posiadają słabą podstawę prawną, są zdroworozsądkowe i konieczne. Opozycja ma obowiązek to popierać. Rząd jest jednak wysoce nielojalny wobec opozycji, jeśli usiłuje zwalać na nią odpowiedzialność za własne działania. Politycy PiS naśmiewają się w Sejmie, że opozycja zjawiła się tam w maseczkach i rękawiczkach, gdy tymczasem nie było to niczym innym,  jak daniem przykładu całemu społeczeństwu i do pewnego stopnia pozytywną odpowiedzią na apele ministra Łukasza Szumowskiego o zachowanie ostrożności.

Gra PiS, by na koronowirusie politycznie coś wygrać, z pominięciem ostrzeżeń przed zagrożeniami, jest widoczna. W tej sytuacji opozycja może tylko powiedzieć PiS-owi: całą odpowiedzialność bierzcie na własne barki.

Nie wolno akceptować wyborów, gdyby miała się odbyć teraz. Nie miałaby one nawet pozorów demokratycznej wiarygodności. Trudno by się państwu, w którym coś takiego się dzieje, starać o międzynarodową pomoc, która przecież z UE nadchodzi, a w przyszłości będzie tym bardziej konieczna. Nie można pomagać rządowi, który szuka dla kryzysu pozakonstytucyjnych rozwiązań, gdy rozwiązania zapisane są w konstytucji.

Wreszcie należy powiedzieć, że kryzys, w  jaki wchodzi Polska, nie jest tylko wynikiem ostatnich działań, ale też w dużym stopniu całych pięcioletnich rządów. Udawanie, że pogoda zawsze będzie piękna i słoneczna, nie był odpowiedzialną polityką. Ci, którym najintensywniej wciskano kiełbasę wyborczą, będą jutro ludźmi, których kryzys najgłębiej dotknie.

Dzisiejszy stan opozycji istotnie nie wydaje się najlepszy. Trudno udawać, że Małgorzata Kidawa-Błońska jest charyzmatyczna. Śmieszy mnie jednak ciągłe powtarzanie, że opozycja jest nieskuteczna. Opozycja zawsze jest nieskuteczna, dopóki nie wygra wyborów, bo nie w jej rękach są decyzje o mocy państwowej. Skuteczność okazała, zdobywając większość w Senacie, to jednak o wiele za mało, by brać odpowiedzialność za państwo.

Być może, a nawet najprawdopodobniej, obecny kryzys przebuduje głęboko całą polską scenę polityczną. Ważne jest nie tylko, jak kryzys ten przeżyjemy, ale też jaki będzie projekt polityczny, by Polskę z tego kryzysu wydobyć. Takie plany odpowiedzialna opozycja ma obowiązek posiadać, a w każdym razie już o nich myśleć, zgodnie z orientacją programową poszczególnych ugrupowań. Ma więc do odrobienia ciężką polityczną pracę.

A PiS, skoro myśli więcej o władzy niż o kryzysie, ma wziąć cała odpowiedzialność na siebie. Niech sam je tę żabę, skoro inaczej nie potrafi.

Autor jest politologiem i historykiem, wykładowcą Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA