fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konsumenci

NIK: system znakowania produktów symbolem CE do reformy

Adobe Stock
System znakowania produktów symbolem CE zapewnia konsumentom ochronę przed wyrobami niespełniającymi unijnych wymagań, ale wkrótce może się okazać niewydolny - stwierdza Najwyższa Izba Kontroli i postuluje reformę systemu wraz z jego dofinansowaniem.

Skrót CE pochodzi od francuskich słów Conformité Européenne - zgodność europejska. Może go umieścić na swoich wyrobach (lub zlecić jego umieszczenie) wyłącznie producent. Deklaruje tym samym, że produkt przeszedł odpowiednie testy i badania, i że jest zgodny ze wszystkimi wymaganiami określonymi w unijnym prawodawstwie w zakresie bezpieczeństwa, ochrony zdrowia czy środowiska naturalnego, a które dotyczą tego wyrobu. Zabronione jest natomiast umieszczanie znaku zgodności europejskiej na produktach, dla których ten wymóg nie jest przewidziany.

Czytaj też:

Znak CE: współpraca firmy i kontrolera

Produkty ze znakiem CE gwarantują wysoką jakość

Symbol CE wskazuje, że oznaczony nim wyrób może być sprzedawany na jednolitym rynku (European Single Market) obejmującym państwa członkowskie Unii Europejskiej, a także Szwajcarię, Islandię, Norwegię i Liechtenstein oraz Turcję. Dotyczy to także produktów sprowadzanych z innych regionów świata. W takim przypadku to importer musi się upewnić czy producent podjął niezbędne kroki umożliwiające mu umieszczenie na wyrobach znaku CE.

Obowiązkowy jest on jednak tylko dla niektórych grup produktów - głównie dla tych wyrobów nieżywnościowych, które mogą bezpośrednio zagrażać zdrowiu i bezpieczeństwu. Obecnie (według stanu na 30 czerwca 2018 r.) są one podzielone na 27 grup, m.in. zabawki, wyroby budowlane, wyroby medyczne, urządzenia dźwigowe, urządzenia pomiarowe.

Wyniki kontroli przeprowadzonej przez NIK potwierdzają, że system znakowania produktów symbolem CE zapewnia konsumentom ochronę przed wyrobami niespełniającymi unijnych wymagań i że nadzór nad tym procesem jest skuteczny. W latach 2016-2017 badane przez Izbę organy nadzoru rynku sprawdzały zgodność z unijnymi normami ok. 26 tys. produktów, zakwestionowały niemal 9 tys. Jak ustalili kontrolerzy Izby, w przeważającej większości przedsiębiorcy niezwłocznie podjęli działania naprawcze i wyeliminowali wykazane nieprawidłowości.

Kto weryfikuje

Kupując zabawki, środki pirotechniczne, urządzenia elektryczne czy elektroniczne oznaczone symbolem CE nabywca ma mieć pewność, że bez względu na to gdzie zostały wyprodukowane, przeszły specjalistyczne badania i spełniają przewidziane dla nich podstawowe normy obowiązujące w Unii Europejskiej. Znak ten nie jest jednak ani handlowym świadectwem jakości, ani certyfikatem bezpieczeństwa. To podlegająca weryfikacji deklaracja producenta.

Weryfikacja następuje dopiero wtedy, gdy wyrób trafia do sprzedaży. Organy nadzoru rynku danego państwa sprawdzają wówczas, czy ta deklaracja jest zgodna z rzeczywistością. Jeśli kontrola tego nie potwierdzi, produkt musi zostać albo dostosowany do unijnych wymogów określających warunki znakowania symbolem CE, albo jest usuwany z rynku. Procedura może jednak trwać wiele miesięcy, konieczne są bowiem specjalistyczne badania laboratoryjne, a przedsiębiorca ma prawo do odwołania się od negatywnej decyzji.

W Polsce systemy: kontroli wyrobów i nadzoru rynku opierają się na dwóch ustawach, które regulują kwestie procedur, sankcji za niespełnianie wymagań czy współpracy poszczególnych organów. Oba systemy monitoruje, pełniąc w nich także rolę nadzorczą Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Odpowiada również za kontakty w tym zakresie z innymi krajami tworzącymi jednolity rynek i z Komisją Europejską.

Zadaniem organów kontroli i nadzoru rynku jest nie tylko potwierdzenie, że produkty nieżywnościowe dostępne na rynku unijnym nie zagrażają ich użytkownikom. Mają także chronić przed nieuczciwą konkurencją - w określonych przypadkach mogą wymierzać kary finansowe i zawiadamiać o nieprawidłowościach właściwe organy ścigania. Należy jednak podkreślić, że zdecydowana większość producentów dostosowuje się do zaleceń kontrolerów.

Niedobory kadrowe, brak pieniędzy

Mimo pozytywnej oceny wystawionej systemowi nadzoru, NIK widzi potrzebę jego reformy. Istniejący obecnie może bowiem okazać się w najbliższym czasie niewydolny. Z kontroli Izby wynika, że system stworzony i działający w niezmienionym kształcie od czasu wejścia Polski do Unii Europejskiej, czyli od 15 lat jest niedofinansowany. W ślad za zwiększaniem kompetencji poszczególnych organów, nie są zwiększane limity wydatków na realizację ich zadań (np. na zakup nowoczesnej aparatury pomiarowo-badawczej niezbędnej z uwagi na dynamiczny rozwój technologiczny badanych urządzeń), brakuje również pieniędzy na zatrudnianie specjalistów. W badanym okresie, niedobory kadrowe w Głównym Urzędzie Nadzoru Budowlanego i w Inspekcji Ochrony Środowiska były na tyle mocno odczuwalne, że urzędy te nie prowadziły części zaplanowanych już kontroli, choć i tak planowały ich coraz mniej.

Zagrożeniem dla efektywnego funkcjonowania systemu nadzoru rynku, poza długością postępowań, jest też to, że niektóre grupy wyrobów podlegają kilku dyrektywom bądź rozporządzeniom unijnym i mogą być kontrolowane przez kilka organów nadzoru rynku. Na przykład, zdalnie sterowany samochód musi spełniać wymogi dotyczące bezpieczeństwa zabawek, co kontroluje Inspekcja Handlowa i wymagania stawiane urządzeniom radiowym, a to sprawdza Urząd Komunikacji Elektronicznej. A ponieważ z ustawy Prawo przedsiębiorców wynika zakaz łączenia kontroli, ta sama zabawka może być sprawdzana dwukrotnie.

Są także wyroby nieobjęte tzw. dyrektywami nowego podejścia, wtedy podlegają one ustawie o ogólnym bezpieczeństwie produktów (to na przykład: meble, ręczne narzędzia do majsterkowania, drabiny, wózki dziecięce, rowery, wanienki do kąpieli, smoczki, nosidełka). Niektóre produkty z kolei trudno przyporządkować i sklasyfikować - rozwój technologii i materiałów stosowanych w produkcji powoduje, że przepisy techniczne często nie nadążają za tymi zmianami. Z tego powodu, np. w świetle obowiązujących przepisów trudno jednoznacznie określić kiedy dron jest traktowany jeszcze jako zabawka, a kiedy już jako narzędzie pracy.

Nadzór rynku obejmuje bardzo szeroki wybór produktów - od zabawek, sprzętu elektrycznego i elektronicznego, poprzez sprzęt ochrony indywidualnej po transformatory wysokiej mocy i systemy wentylacyjne oraz zjawiska mające wpływ na środowisko (np. zużycie energii, emisja spalin). Jest to poważnym utrudnieniem dla przedsiębiorców, brak jest bowiem ogólnie dostępnej informacji, które z tych wyrobów podlegają oznakowaniu CE, a które nie, oraz które konkretnie przepisy mają zastosowanie do danej grupy wyrobów podlegającej kilku unijnym dyrektywom czy rozporządzeniom.

Efektywność systemu nadzoru rynku zależy głównie od tego jakimi zasobami finansowymi i kadrowymi dysponują wchodzące w jego skład organy.

Nie zarabiają za dużo

Jak ustaliła NIK, w 2017 r. na nadzór rynku produktów nieżywnościowych przeznaczono z budżetu państwa niemal 31 mln zł. Blisko 80 proc. tej kwoty pochłonęły wynagrodzenia dla ok. 1000 pracowników, reszta została przeznaczona na wydatki bieżące związane z realizacją kontroli:

- ok. 24,5 mln zł wydano na wynagrodzenia wraz z pochodnymi i trzynastym wynagrodzeniem

- ok. 4 mln zł wydano na koszty dojazdów, szkoleń i wyposażenia stanowisk

- 2,5 mln zł pochłonęły koszty badań laboratoryjnych (w laboratoriach własnych i zewnętrznych, wraz z kosztami transportu próbek).

Taki podział przyznanych środków finansowych nie oznacza jednak, że pracownicy wykonujący zadania w ramach nadzoru rynku są właściwie wynagradzani.

W badanym okresie w Urzędzie Kontroli Elektronicznej nabory na wolne stanowiska wielokrotnie kończyły się bez rozstrzygnięcia. Kandydatom stawiano bowiem bardzo wysokie wymagania (konieczna była szeroka wiedza specjalistyczna w zakresie obowiązujących przepisów czy realizowania badań technicznych), a przy tym proponowano niekonkurencyjne warunki finansowe w stosunku do sektora prywatnego. Niskie płace nie są motywujące także dla już zatrudnionych specjalistów, co pokazuje sytuacja kadrowa w tym i w pozostałych organach nadzoru rynku.

13 zł za zbadanie jednej maski antysmogowej

Zwiększenia poziomu finansowania wymagają również bieżące utrzymanie i rozwój laboratoriów własnych. Zdaniem Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wielkość środków przewidziana na badania laboratoryjne w budżetach wojewódzkich inspektorów Inspekcji Handlowej jest niewystarczająca dla zapewnienia skutecznego nadzoru rynku.

W badanym okresie najmniejszą kwotą dysponował WIIH w Opolu (2,0 tys. zł rocznie), a najwyższą WIIH w Warszawie (20,0 tys. zł w 2016 r. 100,0 tys. zł w 2017 r. i 80,0 tys. zł w 2018 r.). Roczna łączna wysokość ich budżetów na wykonywanie badań produktów w laboratoriach zewnętrznych wynosiła średnio od 12,6 tys. zł do 22,5 tys. zł na jeden inspektorat.

Zdaniem NIK, takie kwoty są niewystarczające w stosunku do potrzeb co może wpłynąć na ograniczanie działań kontrolnych Inspekcji Handlowej, zwłaszcza w odniesieniu do wyrobów, których badanie jest kosztowne. Przykładowo za sprawdzenie jednej sztuki maski antysmogowej trzeba zapłacić ok. 13 tys. zł, co przekracza możliwości finansowe wielu wojewódzkich inspektoratów Inspekcji Handlowej.

Spośród jednostek objętych kontrolą NIK, jedynie Urząd Komunikacji Elektronicznej i Inspekcja Handlowa posiadają własne laboratoria badawcze. Pozostałe organy nadzoru rynku, a także w niektórych zakresach Inspekcja Handlowa, korzystają z usług zewnętrznych akredytowanych laboratoriów. Wzrost kosztów badań w takich miejscach przy jednoczesnym utrzymaniu wielkości środków budżetowych przeznaczonych na ten cel powoduje, że laboratoria coraz mniej chętnie przystają na warunki oferowane przez organy nadzoru rynku. Dlatego niezbędne jest dostosowanie środków w budżetach tych jednostek do takiej wysokości, która zapewni im skuteczną realizację zadań.

Promocja znaku CE nieskuteczna

Jednym z podstawowych celów znakowania produktów symbolem CE jest zapewnienie ochrony ich użytkownikom. By jednak była skuteczna, muszą oni wiedzieć czym jest ten znak i jakie działania mogą podjąć gdy zetkną się z produktem niespełniającym unijnych wymagań lub niebezpiecznym. Rozpowszechnianie takich informacji to jedno z zadań organów, które nadzorują rynek produktów nieżywnościowych. I choć jak pokazała kontrola NIK, jednostki te, poza Głównym Inspektorem Ochrony Środowiska, szeroko informowały na stronach internetowych i w portalach społecznościowych o swoich działaniach, kompetencjach czy oznakowaniu CE, to wiedza Polaków na ten temat jest znikoma.

Wskazuje na to sondaż przeprowadzony w lutym 2019 r przez Fundację Centrum Badania Opinii Społecznej na zlecenie Najwyższej Izby Kontroli, w którym wzięło udział tysiąc dorosłych Polaków. Dla 85% pytanych nie miało znaczenia czy produkty, które zamierzają kupić są oznaczone symbolem CE.

Jedynie co dziesiąty ankietowany potrafił wskazać właściwy znak zgodności z unijnymi normami (9,7%). Prawie połowa myliła go ze znakiem o łudząco podobnym symbolu graficznym potocznie zwanym „China export", którym często opatrzone są wyroby pochodzące z Chin. Symbole te różni zwykle jedynie odległość między literami.

W tej sytuacji, zdaniem Najwyższej Izby Kontroli, konieczne jest prowadzenie przez wszystkie organy nadzoru rynku skuteczniejszych działań informacyjno-edukacyjnych przybliżających konsumentom wagę i znaczenie oznakowania CE.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA