fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konflikt na Ukrainie

Kapitulacja albo drugie Naddniestrze

Prezydent Wołodymyr Zełenski zrobił dużo gestów wobec Rosji, ale poza uwolnieniem jeńców i więźniów politycznych niewiele to dało
AFP
Zełenski nie przekonał Putina. Zakończenie trwającej od 2014 r. wojny odsuwa się w nieokreśloną przyszłość.

Po ostatnich wielotysięcznych protestach „przeciwko kapitulacji" w stolicy i w wielu innych miastach Ukrainy władze w Kijowie przerwały trwającą od miesięcy dyplomatyczną grę z Moskwą. We wtorek w Mińsku zebrała się grupa kontaktowa ds. uregulowania sytuacji w Donbasie. Mieli porozumieć się m.in. w sprawie zawieszenia broni i wycofania żołnierzy w miejscowościach Pietrowskoje i Zołotoje. To był jeden z warunków Moskwy, by w Paryżu odbyło się spotkanie czwórki normandzkiej, o które od początku swojej prezydentury zabiegał Wołodymyr Zełenski. Nie porozumieli się.

We wtorek w Donbasie strzał snajpera przerwał życie dwóch ukraińskich wojskowych. Wśród nich była 36-letnia Jarosława Nikonenko, która pozostawiła 13-letnią córkę. Kobieta poszła na wojnę, gdy w Donbasie zginął jej ojciec.

Kuczma przedstawia warunki

Likwidacja samozwańczych republik donieckiej i ługańskiej, całkowite zawieszenie broni, wycofanie z Donbasu obcej armii, powrót ukraińskiej straży granicznej na niekontrolowany obecnie przez Kijów kilkusetkilometrowy odcinek ukraińsko-rosyjskiej granicy. To tylko początek długiej listy warunków Kijowa, które we wtorek wieczorem przedstawił w białoruskiej stolicy były prezydent Ukrainy Leonid Kuczma. To on 1 października parafował „formułę Steinmeiera", która wywołała fale protestów na Ukrainie. Dziennikarze szacują, że w poniedziałek na Majdanie w Kijowie było ponad 20 tys. ludzi.

Dotychczas Zełenski trzykrotnie rozmawiał z Władimirem Putinem przez telefon, a po parafowaniu przez Kijów „formuły Steinmeiera" Kijów zapowiadał już szybkie spotkanie czwórki nomadzkiej. Słowa poparcia płynęły z Paryża i Berlina, media wróżyły przełom. Wszystko na nic.

– Stawiając wprost takie warunki Moskwie, Zełenski zmniejszył napięcie w ukraińskim społeczeństwie. W zasadzie relacje z Rosją powróciły do stanu, który był za czasów prezydenta Petra Poroszenki – mówi „Rzeczpospolitej" ukraiński politolog Ołeksandr Palij. – W Kijowie widocznie zrozumieli, że spełniać kolejne warunki Kremla byłoby zbyt niebezpiecznie, zresztą Zełenski zrobił wystarczająco dużo, ale nic nie dostał w zamian – dodaje.

Największym i chyba jedynym sukcesem prowadzonej przez prezydenta Zełenskiego dyplomatycznej zagrywki z Kremlem jest niedawne uwolnienie przez Rosję 35 ukraińskich jeńców, w tym skazanego na 20 lat łagrów reżysera Ołeha Sencowa.

Rosja ma czas

Po wtorkowym występie Kuczmy w Mińsku Moskwa wyglądała na zaskoczoną. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow przypomniał, że „porozumienia mińskie" w 2015 roku podpisywali m.in. przedstawiciele samozwańczych republik donieckiej i ługańskiej. – Propozycje Kijowa są niespodzianką dla Moskwy, Berlina i Paryża. Czy to oznacza wycofanie się z tych porozumień i wycofanie się ze swoich podpisów? Na razie nie wiemy – mówił cytowany przez rosyjskie media.

Z Moskwy ruszyła lawina komentarzy i oskarżeń pod adresem władz w Kijowie, które rosyjscy politycy oskarżają o złamanie „porozumień mińskich". Najgroźniej grzmiał członek Rady Federacji Franc Klincewicz.

– Można postawić kropkę. Warunek likwidacji „republik donieckiej i ługańskiej" doprowadzi do zerwania porozumień. A to oznacza, że wojna będzie trwała nadal – mówił, cytowany przez rosyjskie media. W Moskwie nikt nie ma złudzeń, że w obecnej sytuacji do spotkania czwórki normandzkiej w najbliższym czasie nie dojdzie.

– Rosja ma czas i może poczekać, tak będzie nawet lepiej. Więcej mieszkańców Donbasu dostanie rosyjski paszport, rosyjski rubel już tam powszechnie obowiązuje. Region będzie coraz bardziej integrował się z Rosją, tak samo jak Naddniestrze [kontrolowany od prawie trzech dekad przez promoskiewskich separatystów region w Mołdawii - red.] – mówi „Rzeczpospolitej" Siergiej Markow, rosyjski politolog blisko związany z Kremlem.

– Spotkanie czwórki nomadzkiej miało być po to, by podpisać dokładny harmonogram wykonania „porozumień mińskich". Teraz Moskwa przekazuje piłkę do Merkel i Macrona, niech dzwonią do Zełenskiego i zapytają, dlaczego sobie nie radzi. Nie miejmy złudzeń, nawet gdyby te porozumienia zostały wykonane, nikt nie wpuści Kijowa na granicę z Rosją w Donbasie. Przynajmniej dopóki polityka Ukrainy wobec Rosji się nie zmieni – twierdzi.

Plan „B"

Rzeczniczka ukraińskiego MSZ Katerina Zelenko potwierdziła „Rzeczpospolitej", że obecnie nie ma ustalonej daty spotkania w Paryżu.

Cytowany ostatnio przez agencję Reutersa szef ukraińskiej dyplomacji Wadym Pristajko zdradził, że Ukraina ma plan B.

W przypadku, gdy „porozumienia mińskie" poniosłyby fiasko, Kijów zwróciłby się do świata z prośbą o wprowadzenie do Donbasu międzynarodowej misji pokojowej. Ostatnio prezydent Białorusi proponował wprowadzenie swojej armii do Donbasu. Sterowani przez Kreml liderzy „republik" natychmiast odrzucili tę propozycję.

– Ukraina nie odrzuca żadnych propozycji, musimy szukać wyjścia – mówiła ostatnio „Rzeczpospolitej" Iryna Wereszczuk, która reprezentuje ukraiński rząd w parlamencie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA