fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komercyjne

Brexit i wojna handlowa nie nastrajają optymistycznie

materiały prasowe
Powoli idzie małe spowolnienie na rynku biurowym, pytanie, czy chwilowe czy głębsze – mówi Jarosław Zagórski, dyrektor ds. rozwoju w Ghelamco Poland.

Ghelamco to głównie deweloper biurowy, ale w portfelu macie też projekty mieszkaniowe, także nietypowe, jak restaurowane zabytkowe kamienice przy warszawskiej ul. Foksal. Skąd pomysł?

Kupiliśmy tę nieruchomość w 2005 r., a więc wieki temu. Traktujemy tę inwestycję jako naszą wizytówkę i kontrybucję dla Warszawy. Nie patrzymy na to jak na projekt komercyjny. Ten projekt to wielkie pieniądze, biorąc pod uwagę ceny apartamentów, ale i wielkie koszty.

Kamienice liczą ponad 50 apartamentów, anonsowane były transakcje o wartości po kilkanaście milionów złotych. Jakie jest zaawansowanie sprzedaży i kto kupuje te luksusowe mieszkania?

Kamienice mają świetną historię, odtwarzamy je w najwyższej jakości, dlatego sprzedaż odbywa się w zasadzie bez marketingu. 55–60 proc. apartamentów ma już właścicieli. To przede wszystkim polski szeroko rozumiany biznes, który – jak przypuszczam – traktuje zakup jako inwestycję.

Zdarzają się zapytania spoza Polski. Luksusowy apartament to ciekawa inwestycja, w Polsce takie nieruchomości są trochę niedowartościowane, nawet w zestawieniu z Pragą są tańsze, nie mówiąc już o Londynie, Paryżu czy Berlinie.

Biorąc pod uwagę miejsce Warszawy na biznesowej mapie Europy, potencjał wzrostu jest spory. W ciągu ostatnich dwóch lat nieruchomości luksusowe w Polsce podrożały o około 19 proc., w tym roku wzrost szacowany jest na 10 proc. Na świecie to 3 proc.

Foksal nie jest jedynym projektem mieszkaniowym w waszym portfelu. Na jakiej zasadzie wybieracie takie inwestycje?

Przyglądamy się rynkowi, analizujemy projekty i realizujemy to, co się opłaca – poza Foksalem, który jak mówiłem, ma inną funkcję. Budujemy apartamentowiec na warszawskim Powiślu, które jest jednym z bardziej pożądanych miejsc do pracy i mieszkania, a podaż gruntów jest ograniczona. Na 90 apartamentów praktycznie bez marketingu mnie więcej połowa jest już zarezerwowana i sprzedana. Mamy pomysły na kolejne inwestycje, nie tylko w stolicy, ale na razie za wcześnie o tym mówić.

Nie kusi was, by wykorzystać wszystkie kompetencje i postawić wieżę czysto mieszkaniową?

Pomysł wydaje się kuszący, ale dla nas jest dyskusyjny. Takie projekty bardzo długo się sprzedają, nie jest to nasz model biznesowy.

Jak ocenia pan koniunkturę na głównym rynku – biurowym?

Biurowce budują się na potęgę, jedni są zadowoleni, inni przerażeni. Jest tak dobrze, że trzeba zacząć się martwić. Pierwszy raz w karierze nie mieliśmy wakacji, pracowaliśmy tak jak w październiku i listopadzie, gdy zazwyczaj zamyka się transakcje, by zdążyć przed końcem roku. Jest dużo transakcji w toku, które się zmaterializują, ale i są symptomy ochłodzenia, zapytań inwestorów jest mniej.

Wskaźniki wyglądają dobrze, poziom pustostanów jest niski, popyt mocny. Zobaczymy, jak to będzie za dwa, trzy kwartały. Powoli idzie małe spowolnienie – pytanie, czy chwilowe, ze względu na wyczekiwanie na rozwój sytuacji makro, czy jednak przyczyny są głębsze. Martwi mnie makroekonomia, zmierzamy do brexitu, dziś wszyscy na poważnie zaczynają się zastanawiać, jakie będą skutki. Być może uda się, rynek nieruchomości znajdzie się w niszy i na tym skorzystamy. Także niepokoje związane z wojną handlową USA–Chiny mogą wpłynąć na popyt.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA