fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Haszczyński: Epidemia poli-poli

Fotorzepa, Waldemar Kompała
Nie chcę straszyć, ale mam wrażenie, że niedługo komentowaniem polityki zagranicznej będą się zajmować wyłącznie politycy.

Dostrzegam problem w analizowaniu i komentowaniu polityki zagranicznej w naszym kraju: chcą się nią zajmować – i to z etykietką niezależnych politologów – ci, którzy odpowiadali za nią w poprzednich rozdaniach partyjnych. Nic dziwnego, że ich główna teza brzmi: PiS jest izolowany, w polityce międzynarodowej nic nie robi albo wszystko psuje. Coś w niej z prawdy jest, ale nie jest to obraz pełny.

Na dodatek ci, którzy ją głoszą, sugerują po prostu, że gdyby oni wrócili za ster, to Polska znowu realizowałaby wspaniałe pomysły dyplomatyczne. Ich pomysły. Jednak to wypieranie rzeczywistości.

Przykładem jest tekst prof. Romana Kuźniara „Osaczona Ukraina" w poniedziałkowej „Rzeczpospolitej". Na wschodzie dochodzi do ważnej rozgrywki, Putin zastawił pułapkę na Kijów, a Polski PiS „nie ma w rozwoju sytuacji na Ukrainie", nie ma jej koło Niemiec i Francji w rozmowach z Rosją na temat przyszłości Donbasu i Krymu. W ogóle to Polska nie ma teraz polityki zagranicznej – konkluduje Kuźniar.

To stwierdzenie radykalne i nieprawdziwe (tylko jeden przykład dotyczący polityki wobec Kijowa: to polskie MSZ skłoniło inne państwa UE do potępienia destabilizacji Morza Azowskiego przez Rosję). Gdyby padło z ust niezależnego politologa lub publicysty, można by je uznać za próbę przebudzenia osób odpowiedzialnych za politykę zagraniczną. Niestety, jego autorem jest były doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego i ministrów w rządach PO, czyli partii dziś opozycyjnej. Co gorsza, w czasach, gdy prof. Kuźniar wpływał na politykę zagraniczną, doszło do zaniedbań w sprawie Ukrainy, które ciągną się za nami do dzisiaj – to wtedy zrezygnowaliśmy z dołączenia do formatu normandzkiego. To wtedy także premier Ewa Kopacz chciała się zamknąć w domu i chronić nas przed odpryskami wojny na Ukrainie.

Jak trudnym partnerem jest Kijów, Kuźniar mógł się też przekonać podczas ostatniej wizyty na Ukrainie swojego szefa, prezydenta Komorowskiego, w kwietniu 2015 r. Gdy polska delegacja opuściła ukraiński parlament, posłowie przegłosowali ustawę przewidującą karę za podważanie tego, że UPA była organizacją bojowników o wolność.

Nie chcę straszyć, ale mam wrażenie, że niedługo komentowaniem polityki zagranicznej będą się zajmować wyłącznie obecni i byli politycy, propagandyści rządowi i antyrządowi. Grozi nam choroba poli-poli. Polityków w roli politologów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA