fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Michał Szułdrzyński: Dwie porażki Kaczyńskiego

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Zdenerwowanie prezesa PiS jest zrozumiałe. Nikt nie ma wątpliwości, że to on jest odpowiedzialny za ciąg wypadków, które doprowadziły do orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji, i późniejsze protesty.

"Rozwalacie Polskę! Jesteście przestępcami" – krzyczał w środę w kierunku ław, gdzie zasiada opozycja w Sejmie, Jarosław Kaczyński. Prezes PiS był wyraźnie zdenerwowany. We wtorek wieczorem jego partia opublikowała kilkuminutowe wystąpienie, w którym grzmiał: „Nasi przeciwnicy wypowiedzieli wojnę polskości!". I wezwał członków oraz sympatyków partii do obrony kościołów, wiary i ojczyzny przed protestującymi.

Sondaże są nieubłagane. Partia rządząca od tygodnia jest w defensywie. Według Kantar dla „Gazety Wyborczej" wyrok TK popiera jedynie 13 proc. ankietowanych, 73 proc. zaś jest jego przeciwnikami. Kolejne badania pokazują równolegle sondażowy zjazd poparcia dla PiS. Nic więc dziwnego, że Kaczyński dąży do polaryzacji.

Polacy są znacznie bardziej podzieleni w ocenie protestów (popiera je 54 proc. ankietowanych, nie popiera 43 proc.), dlatego też prezes PiS stara się dyskusję przekierunkować na protesty – ich legalność w czasie pandemii, na skandaliczne skądinąd przypadki dewastacji murów świątyń czy przerywania nabożeństw.

Z politycznego punktu widzenia to zrozumiałe, ale społecznie bardzo niebezpieczne. W sytuacji politycznego wrzenia szef partii rządzącej nie wzywa bowiem do uspokojenia nastrojów, ale do konfrontacji z protestującymi i ich sprzymierzeńcami. To igranie z ogniem.

Ale nerwowość Kaczyńskiego może wynikać też z powodów czysto ideowych. Sześć tygodni temu w wywiadzie dla „Sieci" mówił, że zrobi wszystko, by w Polsce nie powtórzył się scenariusz z Irlandii, która kiedyś była ultrakatolicka, a niedawno w referendum zalegalizowano tam aborcję. Sęk w tym, że wyrok TK poprzez zerwanie kompromisu aborcyjnego na dłuższą metę wcale nie sprawi, że Polska będzie bardziej katolicka. Wręcz przeciwnie, obserwując, co się dzieje na ulicach polskich miast, widać wyraźnie, że nigdy nie byliśmy bliżej realizacji marzeń lewicy o liberalizacji przepisów aborcyjnych niż właśnie po decyzji Trybunału. Złość jest więc zrozumiała. Wydaje się, że Jarosław Kaczyński pojął, że to on uruchomił lawinę, która doprowadzi do realizacji scenariusza, przed którym sam niedawno przestrzegał.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA