Komentarze

Dąbrowska: Każdy z nas może być pilotem

Kpt Andrzej Kawalec
tv.rp.pl
– Prezes Milczarski nacierał brzuchem – relacjonował w programie #RZECZoPOLITYCE kapitan boeinga 737 Andrzej Kawalec. Tak zakończyły się poniedziałkowe negocjacje, na które zarząd PLL LOT wezwał Międzyzwiązkowy Komitet Strajkowy.

Kiedy rano związkowcy udali się do gabinetu prezesa na umówioną godzinę, pozostali strajkujący zaczęli otrzymywać e-mailowo zwolnienia dyscyplinarne. Ich delegaci nie mieli szans, by się o tym dowiedzieć, bo wyłączyli telefony. W końcu jeden z pilotów wszedł na górę, by dać znać kolegom, jaka jest sytuacja. – Wtedy prezes powiedział do zarządu: Wyciągamy! I wręczył takie same zwolnienia komitetowi strajkowemu, który przyszedł z nim rozmawiać – opowiadał kpt. Kawalec.

Strajk w LOT trwa kolejny dzień, protestujący, których jest już kilkaset osób, stoją na zimnie, niektórzy ubrani na galowo, w mundury. Na prowizorycznych stołach gorąca herbata. Toalety w biurowcu LOT, nazywanym przez pracowników „szklaną pułapką", nieczynne dla protestujących. Strajkujący opowiadają anegdotę: – Jednej z protestujących zadzwonił telefon. – Czy leci pani już do Londynu? – Nie. – A dlaczego? – Bo rano mnie pan zwolnił.

Dyscyplinarki dostało ok. 70 osób. Mimo „dyscyplinującej" rozmowy z ministrem Michałem Dworczykiem, szefem KPRM, prezes Rafał Milczarski nie chce się z nich wycofać. Zapowiada, że będzie rozmawiał z politykami opozycji, może też rozmawiać z przedstawicielami załogi – „ale nie z zarządem związku".

Zarząd uważa, że strajk jest nielegalny. Związkowcy twierdzą, że jest odwrotnie. Napięcie rośnie. Wśród strajkujących legendą stał się kapitan, który zgłosił się w poniedziałek na lot do Toronto. Prezes powiedział mu, że nikogo nie będzie już zwalniał, chodziło tylko o to, by „tamtych postraszyć", żeby przerwali strajk. Po tych słowach kapitan odmówił lotu. Jak podaje strona „Dramat w LOT" na Facebooku, „jeden z pracowników personelu pokładowego wrócił z lotu, za który otrzymał wyższe wynagrodzenie – gratyfikację za niestrajkowanie. Od razu po locie przyszedł do strajkujących i oddał im dodatkowe wynagrodzenie w gotówce".

Wszystko to buduje solidarność załogi, mimo że związek zawodowy, który nosi tę nazwę, nie poparł kolegów i koleżanek. W tej walce nie chodzi tylko o konkretne postulaty – plan oszczędnościowy, przywrócenie starego porozumienia płacowego, nawet nie o dyscyplinarki. Arogancja prezesa, który najpierw wyrzucił szefową związku personelu pokładowego, a potem kolejnych 70 osób, i pogarda, z jaką traktuje własnych pracowników, sprawiają, że ich protest to walka o przyzwoitość i obronę podstawowych praw ludzkich.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL