fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Szułdrzyński: Czystka lekiem na sądy

Fotorzepa, Robert Gardziński
Chwila spędzona nad lekturą prezydenckich projektów ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa oraz Sądzie Najwyższym pozwala znacznie lepiej zrozumieć, o co chodziło w zapowiadanej przez obóz dobrej zmiany reformie sądownictwa.

Trudno bowiem w tym projekcie znaleźć rozwiązanie, które może w istotny sposób doprowadzić do poprawy efektywności wymiaru sprawiedliwości i skrócenia czasu trwania postępowań, co byłoby najważniejsze dla zwykłych obywateli.

Propozycja skrócenia kadencji KRS i wysłanie na emeryturę sędziów, którzy ukończyli 65 lat – a więc również pierwszej prezes SN – oraz przepisy przejściowe pokazują, że prawdziwym celem zmian jest wymiana kadr w tych dwóch kluczowych dla sądownictwa instytucjach. KRS decyduje o tym, kto może wejść do zawodu sędziego, a potem awansować. Sąd Najwyższy ma zaś moc zmieniać wyroki sądów powszechnych, a zatem jego przejęcie daje kontrolę nad kopułą całego systemu sprawiedliwości.

W dodatku powołanie izby dyscyplinarnej – choć ze wszech miar uzasadnione – może z kolei okazać się ważnym narzędziem karania nie tylko tych sędziów, którzy dopuścili się czynów przestępczych lub wysoce nieetycznych, ale też – oby do takiej sytuacji nigdy nie doszło – szykanowania tych, których działalność w jakiś sposób wadzi sprawującym władzę.

Konserwatywny publicysta Piotr Zaremba zauważył we wtorek, że spór między prezydentem a władzami PiS o to, czy członków KRS wybierać większością trzech piątych głosów, w istocie dotyczy tego, czy władza powinna mieć możliwość całkowitego przejmowania sądownictwa, czy też należy tam wpuścić choćby w formie listka figowego przedstawicieli partii opozycyjnych. To prawda, ale częściowa. Zaprezentowane ustawy pokazują bowiem, że prezydent Duda podziela fundamentalne przekonanie PiS, że kadrowa czystka jest lekiem na całe zło. Różnica polega głównie na skali czystki.

W dodatku prezydent chce znacznie rozszerzyć swoje kompetencje kosztem ministra sprawiedliwości. Ale nie zakwestionował podstawowego celu, jaki przed reformą stawiała dobra zmiana. Dlaczego więc wybuchł tak poważny konflikt? Jest to spór ambicjonalny. Duda zawetował ustawy, które godziły w jego ambicje i zabierały mu kompetencje. To z kolei uraziło ambicję Jarosława Kaczyńskiego, który chciał być głównym rozgrywającym w polskiej polityce i bardzo niechętnie patrzył na aspiracje głowy państwa. Prezydent na końcu przedstawił projekty ustaw, których najważniejszą różnicą w porównaniu z zawetowanymi w lipcu jest to, że ograniczają apetyty Zbigniewa Ziobry.

Gra w ambicje trwa nadal, bo zarówno Kaczyński, jak i Ziobro z pewnością wykorzystają każdą okazję, by uderzyć w prezydenta. I nie jest to dobra wiadomość.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA