Z jednej strony rząd promuje akcję szczepień, organizuje kampanie społeczne, płaci za billboardy i spoty zachęcające, by przyjmować dopuszczone do użycia w UE preparaty. Przy tym i szef rządu, i minister zdrowia, i szef Kancelarii Premiera podczas każdej konferencji prasowej – jeśli akurat nie tłumaczą się z wycieku e-maili ze skrzynki tego ostatniego – zachęcają Polaków do szczepień.
Równocześnie obóz władzy jest bierny wobec wzbierającej fali antyszczepionkowej. Owszem, zarówno premier, jak i minister zdrowia ostro potępili fizyczny atak na punkt szczepień w Grodzisku Mazowieckim (minister nawet odznaczył osoby, które ten punkt broniły), ale mieliśmy tu do czynienia z jawnym użyciem przemocy w przestrzeni publicznej. Tymczasem posłanka PiS Anna Maria Siarkowska jest szefową sejmowego zespołu ds. tzw. sanitaryzmu i porównuje zachęty dla zaszczepionych do segregacji rasowej. Wsławiła się wraz z innym posłem PiS Januszem Kowalskim interwencją przeciw „eksperymentom medycznym" w domu dziecka, którego podopieczni sami chcieli się – zgodnie z rekomendacjami rządu – zaszczepić. Trudno też zapomnieć kocopoły, jakie w sprawie szczepień opowiadał prezydent Andrzej Duda.