fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Chrabota: Test przedsiębiorcy oddala PiS od wyborczego sukcesu

Fotorzepa, Maciej Zienkiewicz
To pomysł, który musi wzbudzić paniczny strach w grupie niemal dwóch milionów ludzi prowadzących działalność gospodarczą. Ludzi, którzy robią to legalnie, płacą podatki i właśnie w ten sposób utrzymują rodziny.

Można krytykować i analizować politykę partii rządzącej od strony retorycznej. Zżymać się na istną lawinę frazesów o jednej Polsce, wspólnotowości, solidarności, interesie narodowym, kiedy w praktyce liderzy PiS kierują się zasadami ostrych podziałów społecznych, bez skrupułów „kupują" wydzielone grupy elektoratu i jeszcze brutalniej, z pomocą posłusznych sobie mediów, dezawuują aktualnych przeciwników. To jeden ze sposobów myślenia o polityce. Absolutnie przy tym uzasadniony, zwłaszcza dziś, kiedy odpowiedzią na narrację władzy o nauczycielach szafujących dobrem uczniów są łzawe pojękiwania o „potwornym upokorzeniu" i „zlekceważeniu" strajkujących.

Ale jest i inny sposób, gdzie miejsce emocji i języka zajmuje polityczna inżynieria, sfera praktycznych działań w grze, której stawką jest czysta władza. Tu nie ma już sentymentów, słowa traktuje się wyłącznie instrumentalnie, a na pierwszym miejscu stoi nie jakiś tam – zawsze po swojemu rozumiany – interes narodowy, ale czysta arytmetyka. Wynik wyborów parlamentarnych czy prezydenckich. Liczba mandatów, możliwość stworzenia rządu, a w ślad za tym dziesiątki tysięcy synekur w sferze publicznej. A więc faktyczna władza i prawdziwe pieniądze.

PiS jest w tej grze wyjątkowo skuteczny. W tym świecie liczą się cyfry i kalkulacja. I odpo- wiedź na pytanie, czy określone działanie lub zaniechanie przyniesie większe poparcie, czy też nie. Czy zwiększy się przez to potencjalny elektorat i przybliży wizja wygranych wyborów, czy oddali. Z tej perspektywy „cyniczna" pacyfikacja strajku nauczycieli wydaje się rozwiązaniem absolutnie racjonalnym.

Nawet gdyby rząd ustąpił i w ślad za postulatami strajkujących podniósł ich zarobki, i tak nie zdobędzie nowych wyborców, bo nie ma pod słońcem takiej metody, by protestujący nauczyciele stali się nagle elektoratem Prawa i Sprawiedliwości. Za to ten sam rząd, ustępując nauczycielom, musiałby się zmierzyć z prawdopodobną lawiną roszczeń od innych grup, dodajmy – zwykle uzasadnionych. Po sukcesie nauczycieli musiałby manewrować w kolejnych negocjacjach, ustępując bądź nie, kupując sobie kolejne grupy bądź czyniąc z nich otwartych wrogów. W tym sensie wynik strajku nauczycieli to gorzka lekcja dla całej reszty: strajk nie ma sensu, strajk to pewna porażka, rząd jest twardy. Twardy, ale sprawiedliwy, zamiast strajkować – czekajcie, a pewnie doczekacie się poprawy waszej sytuacji. Cała ta logika jest wyjątkowo jasna i – jak widać – skuteczna.

PiS ma wciąż wysokie – najwyższe na politycznym rynku – poparcie, a opozycja nie wie, jak je podważyć. Ale każda cyniczna gra prędzej czy później prowadzi na manowce. Sukces nie jest dany raz na zawsze, w co zdają się wierzyć co naiwniejsi politycy rządzącej prawicy. Otóż każdy wielki elektorat składa się z mniejszych grup, a zarządzanie szerokim poparciem wymaga wyjątkowego doświadczenia i finezji.

Stosowanie innego narzędzia z arsenału politycznego PiS, mobilizacji „całej reszty" wobec wybranego „wroga", wyłączyło już z grona wyborców partii Jarosława Kaczyńskiego większość środowisk prawniczych i medycznych. Doprowadzenie do porażki strajku nauczycieli wyrywa z kręgu wyborców PiS lekką ręką dwa miliony nauczycieli i członków ich rodzin. Spontaniczna akcja kierownictwa PiS wymierzona w europejską dyrektywę o prawie autorskim ustawiła przeciwko partii Jarosława Kaczyńskiego środowiska twórcze. Ostatnia „historia z bananem" tę władzę tak bardzo ośmiesza, że deficyty wyborcze w środowiskach miejskich muszą być jeszcze większe. I najnowszy przykład z katalogu zaplanowanego samobójstwa politycznego Prawa i Sprawiedliwości, tzw. test przedsiębiorcy, który mimo twardego sporu między ministrami wciąż jednak w programie rządu (choć w zakamuflowanej formie) jest przewidziany.

To projekt, który musi wzbudzić paniczny strach w grupie niemal dwóch milionów ludzi prowadzących działalność gospodarczą. Ludzi, którzy – dodajmy – robią to legalnie, płacą podatki i właśnie w ten sposób utrzymują rodziny. Otóż ci właśnie ludzie będą sprawdzani przez anonimowych urzędników (których utrzymują), czy w istocie spełniają jakieś – niejasne – kryteria. Potencjalnym efektem niezdania egzaminu będą kary finansowe, naliczenie wstecz podatków, składek na ZUS, obowiązek podjęcia pracy etatowej (jakby to od nich zależało, czy ktoś ich zatrudni), a w dalszej kolejności bankructwa, wycofanie się z rynku pracy czy osobiste dramaty. Przesada? Żadną miarą; po ogłoszeniu projektu strach przed opresyjną zwykle administracją jest jak najbardziej uzasadniony.

Powtórzmy, dotyczy to niemal dwóch milionów ludzi i ich rodzin. Jaka to część elektoratu? Grupa niemal dwa razy większa od nauczycieli. To osoby, które na pewno nie zagłosują na PiS. Ludzie, którzy mogą znacznie powiększyć listę wrogów aktualnej władzy. Czy aby nie są tymi, którzy przeważą szalę tej jesieni? Namawiam, by to sobie dokładnie przemyśleć.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA