Platforma Obywatelska uważa, że jakiekolwiek negocjacje z obecnym rządem są zdradą demokracji. Również wielu opozycyjnych, lecz życzliwych liberalnemu obozowi, komentatorów uznało, że nie wolno w żadnej, nawet tak fundamentalnej, kwestii pomagać rządowi Mateusza Morawieckiego. To jednak sprawia, że PO stawia się sama w trudnej sytuacji. I to z co najmniej czterech powodów.
Po pierwsze, by być konsekwentną, powinna zagłosować przeciw ratyfikacji unijnego Funduszu Odbudowy razem z Solidarną Polską. Jeśli liderzy PO uważają, że jej wyborcy nie wybaczą głosowania razem z PiS, jak mogą przejść do porządku dziennego nad głosowaniem razem z coraz bardziej otwarcie eurosceptycznym Ziobrą? Po drugie, występując przeciwko funduszowi, PO zrobi coś, co rozumie... niecałe 3 proc. Polaków. Bo według takiego odsetka badanych opozycja powinna być na „nie". Po trzecie, posłowie PO ryzykują, że staną się teraz łatwym celem rządzących, którzy będą im wytykać próbę odrzucenia miliardów potrzebnych na odbudowę Polski po kryzysie koronawirusowym. Po czwarte wreszcie, stawką głosowania jest coś ważniejszego niż bieżący interes partyjny, mówiąc górnolotnie – przyszłość Polski i całego europejskiego projektu.