fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Szczepłek: Warszawiacy z Koziej Wólki

Fotorzepa, Grzegorz Rutkowski
Żyleta kolejny raz pokazała, że kibicowanie Legii jej nie wystarcza. Musi jeszcze mieć wroga i jest nim walcząca o swój byt Polonia.

Najstarszy istniejący klub stolicy znalazł się w jednym z najbardziej dramatycznych momentów w swojej 109-letniej historii. Zajmuje miejsce w strefie spadkowej III ligi, nie wiadomo, kto nim zarządza, odszedł trener pracujący niemal społecznie i kilku zawodników. W ubiegłym roku miasto podjęło uchwałę o budowie nowego stadionu przy Konwiktorskiej, co mogłoby poprawić sytuację. Jednak w obecnej sytuacji w marcu Rada Warszawy najprawdopodobniej od tej decyzji odstąpi.

Klub o pięknej sportowej i patriotycznej historii tonie, już go prawie nie widać spod wody. I nagle ktoś rzucił mu koło ratunkowe. To Francuz Gregoire Nitot, właściciel założonej w Warszawie firmy Sii z branży IT. Zatrudnia 4500 pracowników, działa w kilku polskich miastach i współpracuje z firmami międzynarodowymi.

Pan Nitot zamierzał ratować Polonię własnymi pieniędzmi, ale nie wiadomo, czy do transakcji dojdzie. Informacja o ewentualnym kupnie klubu ukazała się w czwartek i natychmiast uruchomiła falę hejtu w internecie. Dyskredytowanie firmy Sii i jej właściciela to zorganizowana akcja. W niedzielę na trybunie stadionu przy Łazienkowskiej zwanej potocznie Żyletą pojawił się transparent z nazwiskiem Nitot, wyraźnie odradzający mieszkającemu od lat w Polsce Francuzowi inwestowanie w Polonię. Miało to charakter groźby.

Na Żylecie nic nie pojawia się przypadkowo, więc nie popełnię błędu, pisząc, że zorganizowani kibice Legii informują potencjalnego właściciela Polonii, że życzą sobie jej upadku, a jego samego przestrzegają przed kłopotami.

W kategoriach rywalizacji sportowej to nie ma sensu, bo Legię i Polonię dzielą cztery klasy rozgrywkowe. Dlaczego więc kibice Legii robią coś takiego? W imię budowania wielkości, walki z każdym, kto nie z nami, kto może zagrozić, odebrać pozycję i popularność? Trudno mi to, jako warszawiakowi, zrozumieć. Ta bezsensowna wojna zaczęła się stosunkowo niedawno, kiedy Polonia w latach 90. wróciła do ekstraklasy, a tytuł mistrza w roku 2000 zdobyła, pokonując Legię na Łazienkowskiej 3:0.

Wcześniej tego nie było. Zawodnicy i trenerzy przechodzili z Konwiktorskiej na Łazienkowską i z powrotem. Teraz, gdy Paweł Wszołek - były piłkarz Polonii, a dziś Legii - po jednym z meczów podbiegł z nowymi kolegami do Żylety, ta głośno zażądała, by wraz z nią wznosił wulgarny okrzyk o Polonii. Pracujący w klubowej akademii Legii Tomasz Kiełbowicz też był związany z Polonią, podobnie jak najlepszy trener bramkarzy Krzysztof Dowhań. Nawet jeden z legijnych masażystów wcześniej pracował z polonistami, a dziś w internecie i na transparentach wywieszanych przy Łazienkowskiej niszczy się chłopca, który trafił tu z akademii Polonii.

Tego nie robią normalni kibice, tylko „warszawiacy z Koziej Wólki" nie znający historii stolicy i obydwu klubów. Nie wiedzą, że Polonię założyli w roku 1911 warszawiacy, a Legia pod dzisiejszą nazwą pojawiła się w stolicy dopiero 11 lat później. Nie ma sensu licytacja, kto był lepszy, kto bardziej kojarzy się z Warszawą. Obydwa kluby zasługują na szacunek. Polonia, niszczona przez komunistyczne władze, była częściej pod wozem, ale między innymi z tego powodu miała swoje miejsce w sercach starszych mieszkańców miasta. I do dzisiaj ma. Gdy Polonię niszczono, Legia zdobywała tytuły, kochaliśmy drużynę Deyny i Brychczego, bo spełniała nasze sportowe marzenia. Ale nawet wtedy Konwiktorska nie przestała być dla Warszawy miejscem ważnym. Żadnemu kibicowi ze stolicy nie przychodziło do głowy, że potęgę Legii trzeba budować na trupie Polonii. To był pomysł komunistycznych władz, który teraz powiela Żyleta obnosząca się ze swoim turbopatriotyzmem.

Za treści pojawiające się na transparentach odpowiada kierownik klubu do spraw bezpieczeństwa. Powinien przed meczem obejrzeć transparenty, ale czasami kibice pokazują mu co innego niż wieszają. A potem już nikt, komu życie miłe, nie wejdzie na Żyletę i jej odpowiedniki na innych stadionach z żądaniem zwinięcia transparentu. Delegat PZPN robi tylko zdjęcia i opisuje sytuację, a decyzję o ewentualnych karach podejmuje Komisja Ligi Ekstraklasy SA.

Tylko w ostatniej kolejce na czterech stadionach można było oglądać transparenty wulgarne. Kluby boją się ingerować, Ekstraklasa SA i PZPN udają, że nic się nie dzieje. Kibolstwo rządzi i bezkarnie rośnie w siłę.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA