fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Bartkiewicz: Marsz Niepodległości 2020. Kto nie maszeruje ten nie kocha ojczyzny?

Fotorzepa/Jakub Czermiński
"Naszym zdaniem patriotyzm to w dużej mierze odpowiedzialność za drugiego człowieka i własną wspólnotę. Odcinamy się od próby destabilizacji i anarchizacji życia politycznego i społecznego państwa, które w ostatnich tygodniach były podejmowane przez środowiska liberalne i lewicowe" – głosiło oświadczenie stowarzyszenia Marsz Niepodległości sprzed dwóch dni. Tyle teoria.

W praktyce Marsz Niepodległości w dobie pandemii nie wyglądał jak hołd oddany stabilizacji i porządkowi publicznemu. Odbył się mimo zakazu, uczestników pieszych było – jak się zdaje – znacznie więcej niż zmotoryzowanych, w dodatku towarzyszyły mu bijatyki z policją i latające ponad głowami uczestników race. Mało tego - jedna z rac poleciała w stronę wiszących w oknie tęczowej flagi i symbolu Strajku Kobiet, co doprowadziło do pożaru mieszkania znajdującego się niżej. Czy to nie wypełnia znamion owych „prób destabilizacji i anarchizacji”, od których Robert Bąkiewicz – et consortes – tak bardzo się dwa dni temu odżegnywali?

Dwa tygodnie temu przez Warszawę przeszła ogromna demonstracja, której uczestnicy protestowali przeciwko wyrokowi TK ws. ustawy aborcyjnej. Ona również odbywała się w warunkach pandemii, również odbywała się bez formalnej zgody. Różnica polegała na tym, że jej uczestnicy czuli, że pozbawia się ich cząstki wolności, a walkę o nią przedłożyli nad bezpieczeństwo. Pytanie nad co przedkładają bezpieczeństwo uczestnicy środowego marszu?

Ojczyzna jest ważniejsza niż bezpieczeństwo? Tak, gdy jest zagrożona. Niepodległość jest ważniejsza niż bezpieczeństwo? Tak, gdy trzeba o nią walczyć. Problem w tym, że dziś ojczyźnie zagrażają właśnie takie demonstracje, które stwarzają zagrożenie dla systemu ochrony zdrowia, a więc dla zdrowia i życia rodaków. O niepodległość też nie trzeba dziś walczyć. Dlaczego więc – wbrew wszystkiemu – trzeba 11 listopada, w środku epidemii – maszerować?

Jestem w stanie zrozumieć, że niektórzy – bardziej niż inni - lubią być częścią tłumu powiewającego biało-czerwonymi flagami. Niektórzy lubią też dym z rac. Inni zaś po prostu lubią maszerować. Nie jestem natomiast w stanie zrozumieć dlaczego uznają, że w obecnej sytuacji muszą maszerować wbrew wszystkiemu. Czy jeśli 11 listopada nie wyjdą na ulice – o co proszą ich zarówno władze państwa, jak i epidemiolodzy i słaniający się na nogach ze zmęczenia pracownicy ochrony zdrowia – to znaczy, że nie kochają ojczyzny? Czy Polska AD 2020 wymaga od nich, by narażali zdrowie swoje i swoich bliskich, bo bez ich obecności na ulicy w tłumie tego właśnie dnia stanie się gorsza? Słabsza? Mniej kochana?

Być może dla niektórych mylące są słowa Mazurka Dąbrowskiego – śpieszę więc wyjaśnić, że słów „marsz, marsz Dąbrowski” nie należy traktować literalnie jako uzależnienia miłości do ojczyzny od faktu maszerowania. Dziś ojczyznę kochał bardziej ten, kto nie maszerował – i zwiększał nasze szansę na uniknięcie lockdownu i szybszego pokonania zarazy, która spadła na kraj i świat.

Zostawiam to pod rozwagę tym, którzy maszerowali.

 

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA