W niedzielę prodemokratyczna Białoruś znów wyszła na ulice. To już szósta niedziela protestów i jeśli Łukaszenko myślał, że manifestacje Białorusinom się przejedzą albo znudzą, to głęboko się mylił. Nie przestraszyły ich ani brutalne akcje OMON-u, ani tortury, ani prześladowania w zakładach pracy. Dziś już nie ma wątpliwości, że próg, za którym jest marzenie o wolności, w Mińsku przekroczono i nawet jeśli siła jest wciąż po stronie coraz bardziej błaznującego dyktatora, to jego dni są policzone. Przegra, choć dziś jeszcze nie wiadomo kiedy.