Reklama

Tomasz Krzyżak: W sprawie mszy rząd zdania nie zmienił

W czasie pandemii każdy próbuje coś ugrać. Tym razem katolickie organizacje wzięły się za rozpowszechnianie fakenewsów i dorabiają do nich pasujące im teorie.
Tomasz Krzyżak: W sprawie mszy rząd zdania nie zmienił

Foto: AFP

„Rząd zmienił zdanie w sprawie mszy. Od Wielkiej Niedzieli kilkadziesiąt osób w kościele”, „Niewykluczone, że w Wielkanoc drzwi kościołów zostaną uchylone. Zgromadzenia religijne do 50 osób” - w sensacyjnym tonie donosiły w czwartek media, m.in. „Super Express”, „Gazeta Wyborcza”, RMF FM. Informację o zluzowaniu rygorów – dziś w liturgiach może brać udział maksymalnie pięciu wiernych – błyskawicznie podchwyciła część katolickich portali. A Zjednoczenie Chrześcijańskich Rodzin (ZChR), które w ubiegłym tygodniu stworzyło petycję do premiera z żądaniem zniesienia limitu pięciu osób na mszy, w rozesłanym do mediów komunikacie napisało, że „nowe regulacje są sukcesem środowiska chadeków”. Innymi słowy rząd uległ naciskom Kościoła.

Sęk w tym, że nie ma w tym ani krztyny prawdy. Rząd nikomu nie uległ. Na początku jednak małe wyjaśnienie. Pierwsze rozporządzenie, w którym określono maksymalną liczbę uczestników nabożeństw wydano 24 marca br. Zapisano w nim wyraźnie, że od 25 marca do 11 kwietnia w liturgiach może brać udział maksymalnie pięć osób, a od 12 kwietnia do odwołania – 50 osób. Zwróciłem na to uwagę w komentarzu opublikowanym na stronach internetowych „Rzeczpospolitej” w piątek 27 marca br. Wskazywałem jednocześnie, że rząd powinien przełożyć termin zniesienia tych restrykcji. Pandemia nie minie bowiem 11 kwietnia, ale właśnie wtedy – w okresie Wielkanocy – mamy osiągnąć szczyt zachorowań.

Drugie rozporządzenie pojawiło się we wtorek 31 marca. I tam również zapisano, że w trakcie liturgii zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz świątyni do 11 kwietnia może uczestniczyć pięć osób, a od 12 kwietnia do odwołania ponownie 50.

Jak widać rząd zdania nie zmienił. Nie uległ niczyim naciskom, nie uległ sugestii, by termin przesunąć. Jest konsekwentny. Zapisy są identyczne w obu rozporządzeniach. Informacje jakoby coś zmieniał są po prostu fałszywe i wprowadzają niepotrzebne zamieszanie. Z jednej strony osoby nieprzychylne Kościołowi dostały dobry pretekst do oburzania się na Kościół, który nie zważając na epidemię koronawirusa, zmusił rząd do zmiany rozporządzeń. Z drugiej strony u katolików, którzy pragnęliby pójść w niedzielę do kościoła na mszę pojawiła się jakaś nadzieja – wszak informuje o tym chrześcijańska organizacja.

Reklama
Reklama

Zwróciłem na to uwagę Pawłowi Czyżowi, rzecznikowi ZChR. Odpisał, że rząd na skutek interwencji prezesa ZChR dr. Bogusława Rogalskiego celowo „przeoczył” te zapisy. Mógł przecież utrzymać restrykcje. „Brak przedłużenia obostrzenia, w zakresie o którym mowa, jest naszym zdaniem efektem naszych działań” - stwierdził.

Trudno z tym polemizować. W dzisiejszych czasach każdy słyszy to co chce i jak chce. Szkoda tylko, że organizacja wprost odwołująca się do chrześcijaństwa robi ludziom wodę z mózgów. I co tu dużo mówić: rozpowszechnia nieprawdziwe informacje. Dorabiając do nich własne teorie.

Komentarze
Rusłan Szoszyn: Sprawa Andrzeja Poczobuta obnaża bezradność polskiej dyplomacji
Materiał Promocyjny
Jedna rata i większa kontrola nad budżetem domowym?
Materiał Promocyjny
Bank Pekao przyjął Plan Dekarbonizacji
Komentarze
Marek Kozubal: Jak IPN stał się pudłem rezonansowym antyukraińskiej narracji
Komentarze
Jędrzej Bielecki: Iran obnażył Trumpa. Dymisja Kenta pokazuje skalę błędu Białego Domu
Komentarze
Jacek Czaputowicz: Kompromis wokół SAFE ciągle możliwy. Czy Karol Nawrocki załatwi w Niemczech to, co obiecuje?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama