fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Michał Szułdrzyński. PiS się ugiął: Ruch po stronie opozycji

AFP
Nadzwyczajna sytuacja, w jakiej z powodu epidemii się znaleźliśmy, oznacza, że – bez względu na to, jaką decyzję podejmą w sprawie zmiany konstytucji – politycy partii opozycyjnych nie uciekną od odpowiedzialności za przyszłość kraju

Brak w porządku obrad piątkowego Sejmu nowelizacji Kodeksu wyborczego wprowadzającego powszechne głosowanie korespondencyjne oznacza, że PiS się ugiął. Z nieoficjalnych informacji wynika, że PiS w tej chwili gotów jest przedstawić zmianę konstytucji, która doprowadziłaby do opóźnienia wyborów poprzez jednorazowe wydłużenie kadencji Andrzeja Dudy o dwa lata. Ta propozycja to efekt kompromisu między Jarosławem Kaczyńskim a Jarosławem Gowinem, który według naszych informacji miał zaproponować premier Mateusz Morawiecki.

Teraz wszystko zależy od opozycji. By zmienić konstytucję potrzeba ponad 307 głosów w Sejmie, a to oznacza, że PiS z 235 posłami nie przeprowadzi takiej zmiany bez zgody przynajmniej części polityków opozycji – PSL (30 osób), Konfederacji (11), Lewicy (49) czy Koalicji Obywatelskiej (134). Zmiana konstytucji w tej sprawie wymagałaby zgody ponadpolitycznej.

Opozycja do zmian konstytucji się nie pali. Pytanie tylko jaka jest alternatywa. Jeśli opozycja odrzuci pomysł PiS, ten nie będzie miał wyjścia, lecz będzie musiał wprowadzić któryś ze stanów wyjątkowych, co przesunie wybory o minimum trzy miesiące. To by zaś oznaczało, że wybory mogą się odbyć już w sierpniu, albo we wrześniu. PiS-owi zależeć będzie by odbyły się jak najszybciej z jednego powodu – kadencja Andrzeja Dudy kończy się w 5 sierpnia. Od tego momentu jego mandat do sprawowania funkcji prezydenta będzie słabszy, choć konstytucja mówi, że stan wyjątkowy przedłuża kadencję o jego czas trwania plus 90 dni.

Rozumowanie PiS wygląda mniej więcej tak: nie wiemy kiedy skończy się epidemia, ale wiemy, że przyniesie ona poważny kryzys. Do odbudowy gospodarki potrzebna będzie władza z silnym mandatem demokratycznym, który trudno będzie opozycji kwestionować. Dlatego albo przełóżmy wybory o dwa lata, albo zróbmy je w najszybszym możliwym, choć już zapewne nie majowym terminie.

Opozycja staje przed potężnym wyzwaniem. PiS wycofał się z powszechnego głosowania korespondencyjnego w maju, czego się domagała. Opozycja musi sobie zdawać jednak sprawę z tego, że w obecnej sytuacji nie ucieknie od odpowiedzialności za sytuację w państwie. PiS wiele razy grał wobec opozycji – delikatnie rzecz ujmując – nie fair, dlatego trudno się dziwić, jeśli podchodziłaby ona do propozycji zmiany konstytucji nieufnie. Powstaje jednak pytanie, jaka jest alternatywa. Wprowadzenie stanu nadzwyczajnego nie jest niczym przyjemnym. Jak na razie epidemia w Polsce wcale nie wygasa. Przesunięcie wyborów o trzy miesiące to zakład z losem – nikt nie wie, jaka będzie sytuacja w sierpniu ani wrześniu.

Tak, to PiS ma dziś pełnię władzy. Ale bez względu na to, jaką decyzję podejmie opozycja, ponosi ona współodpowiedzialność z tę nadzwyczajną sytuację, w której się znaleźliśmy i za to, jak z niej wyjdziemy.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA