fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Michał Szułdrzyński: Po trupach do urn

AFP
Jarosław Kaczyński uznał, że wybory muszą się odbyć 10 maja. PiS więc zrobi wszystko, by do tego doszło. Przy okazji przypomniał wyborcom umiarkowanym o zamordystycznych ciągotkach obecnej władzy.

Wrzucając w środku nocy, w czasie dyskusji o Tarczy Antykryzysowej, która była powodem zwołania nadzwyczajnego, zdalnego posiedzenia Sejmu, zmiany w Kodeksie Wyborczym, Prawo i Sprawiedliwość postanowiło, jak zawsze, wywrócić stolik. Nowelizacja kodeksu wyborczego do Tarczy Antykryzysowej ma się jak pięść do nosa, więc dodawanie jej pod koniec procesu legislacyjnego dotyczącego zupełnie innych ustaw budzi poważne wątpliwości proceduralne. Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w dodatku stwierdza, że nie można zmieniać prawa wyborczego na mniej niż pół roku przed głosowanie. No i jest jeszcze zasada, że nie zmienia się reguł w trakcie gry – czyli w trakcie kampanii wyborczej, która teoretycznie trwa.

Ale pozostawmy na boku wątpliwości proceduralne i konstytucyjne, choć to nie są sprawy błahe. PiS umożliwiając głosowanie korespondencyjne dla osób starszych – a więc najbardziej narażonych na koronawirusa – oraz dla poddanych kwarantannie teoretycznie wykonuje gest wobec opozycji, która przekonywała, że należy odłożyć wybory, bo obecna sytuacja uniemożliwia spełnienie jednego z konstytucyjnych warunków czyli ich powszechności. PiS chce powiedzieć – mówiliście, że osoby starsze nie będą mogły głosować – więc proszę, dajemy im taką możliwość, a wy znów jesteście przeciw. Na pozór to ruch sprytny, ale może się łatwo przeciwko rządzącym obrócić.

Czytaj także:

PiS chce wyborów w maju. W nocy zmieniono Kodeks wyborczy

Sejm w nocy przyjął "tarczę antykryzysową"

Tumidalski: Wiele problemów prawnych z nocną nowelizacją Kodeksu wyborczego

Po pierwsze możliwość głosowania korespondencyjnego z kodeksu wyborczego zniknął dwa lata temu głosami... Prawa i Sprawiedliwości. – Domykamy tę dziurę w systemie wyborczym umożliwiający kupowanie głosów – tłumaczył w 2018 roku poseł Marcin Horała z PiS. Teraz poseł tłumaczy się tak: - W czasie epidemii trzeba wprowadzać czasem rozwiązania, które w zwykłych czasach mają więcej wad niż zalet. W zwykłych czasach jestem też przeciwny np. zamykaniu kin i restauracji.
Problem w tym, że skoro mamy stan nadzwyczajny, po co PiS upiera się przy przeprowadzaniu 10 maja wyborów. Choćby za cenę... fałszowania czy kupowania głosów?

Skąd ten upór? Mimo, że przeciwko wyborom w terminie opowiada się w sondażach większość Polaków, Jarosław Kaczyński postanowił, że wybory będą i zrobi wszystko, by do tego doszło. Zmiana kodeksu wyborczego wcale nie ma sprawić, że wybory będą bardziej uczciwe i demokratyczne, ale ma wytrącić z rąk argumentów przeciwnikom wyborów w maju. Bo przecież pojawiają się zupełnie nowe problemy.

Na przykład ten, na który zwrócił uwagę Bartosz Węglarczyk na Twitterze. Osób powyżej 60 roku życia jest w Polsce 8,5 mln. To zaś oznacza, że Komisje Wyborcze w ciągu miesiąca, który został do wyborów muszą się przygotować do obsłużenia dodatkowych milionów korespondencyjnych głosów. W dodatku pakiet wyborczy trzeba osobiście odebrać od listonosza i własnoręcznie podpisać, co też może narazić osoby starsze i w czasie kwarantanny.

A i tak nie zostaną przez to rozwiązany problem najważniejsze – czyli konieczność przygotowania lokali wyborczych i powołania i przeszkolenia kilkuset tysięcy ludzi do pracy w komisjach w całym kraju w sytuacji zupełnej blokady i zakazu zgromadzeń ponad 2 osoby. Drugim problemem jest niemożliwość prowadzenia teraz normalnej kampanii wyborczej.

Dla zrealizowania wizji Jarosława Kaczyńskiego PiS jest więc w stanie ryzykować zdrowiem i życiem członków komisji i osób, które zdecydują się głosować. Bo prezes dobrze wie, że później wynik wyborów będzie znacznie trudniejszy do przewidzenia. Mimo wszelkich kosztów prze więc dziś do tego, by odbyły się w terminie.

Sęk w tym, że PiS może zapłacić za to wysoką cenę. Po pierwsze 72 proc. Polaków uważa, że trzeba wybory przełożyć. Po drugie zaś PiS zupełnie przykrył przy okazji Tarczę Antykryzysową. Nagle centrum posiedzenia Sejmu stała się nie pomoc przedsiębiorcom w czasie kryzysu, lecz nocna wrzutka do kodeksu wyborczego. Po trzecie zaś to sygnał dla wszystkich umiarkowanych lub wahających się wyborców, że PiS wcale nie porzucił swoich zamordystycznych ciągotek. Wszystkie ukłony w kierunku centrum, w kierunku umiarkowanych wyborców można dziś włożyć między bajki. PiS pokazał swoją twarz znaną z czasu, gdy kolanem podczas nocnych posiedzeń demolował Trybunał Konstytucyjny i usiłował przejąć sądownictwo. Takie pójście po bandzie przed wyborami prezydenckimi może jednak Andrzejowi Dudzie poważnie zaszkodzić. Po czwarte zaś PiS wykazał się niekonsekwencją, przywrócił głosowanie korespondencyjne, które dwa lata wcześniej zlikwidował i będzie się musiał z tego wyborcom tłumaczyć.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA