fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Szułdrzyński: Bogu dzięki, że Brudziński rozumie powagę sytuacji

Fotorzepa, Maciej Zienkiewicz
Jednoznaczne potępienie „akcji” w Pruchniku ze strony ministra spraw wewnętrznych to nie tylko przyzwoity gest, ale też świadectwo, że rozumie, że niemądre harce grupki osób, mogą zaważyć na strategicznych interesach naszego kraju.

Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji a zarazem osoba numer dwa w Prawie i Sprawiedliwości zachował się tak, jak trzeba było. Po tym, jak zorientował się, jak fatalnie zostało odebrane wydarzenia w Pruchniku, gdzie miejscowi okładali kijami kukłę Judasza ucharakteryzowanego na Żyda, napisał na Twitterze: „Kościół w Polsce w czasach niemieckiej okupacji i niemieckiego nazistowskiego barbarzyństwa, często heroicznie, tak jak wielu Polaków, ratował życie swoich żydowskich braci. Takimi >>akcjami<< jak w Pruchniku (wbrew miejscowemu proboszczowi) zaciera się piękne świadectwo rodziny Ulmów.”

I tym się różni prawdziwy patriotyzm od patriotycznego wzmożenia. Patriotyzm to bowiem mądra miłość do ojczyzny a nie bezmyślne aprobowanie wszystkiego, co nasze, polskie i swojskie. Minister Brudziński dostrzegł fatalne skutki reanimacji starej tradycji – i to w dodatku w taki sposób –  i widząc, że doniesienia na ten temat szkodzą krajowi, po prostu się od nich odciął, rozumiejąc jak szkodliwe są dla wizerunku Polski.

Czytaj także: Światowy Kongres Żydów oburzony spaleniem kukły Judasza

Wyznawcy patriotycznego wzmożenia bronili zaś mieszkańców Pruchnika jak niepodległości. Pisali o świętość tradycji i o tym, że nie można kapitulować przed nadwrażliwością ze strony środowisk żydowskich. Ale to nie są prawdziwe argumenty. Nie chodzi bowiem o starą tradycję wyganiania Judasza, ale o to, że nadano mu cechy żydowskie, które znamy z antysemickiej propagandy. Postać z Pruchnika nie była ustylizowana na jednego z apostołów, którzy chodzili za Chrystusem, lecz jak postać żyda z wydatnym nosem, pejsami i kapeluszem – według ikonografii XIX czy XX wiecznej. W dodatku z tradycjami jest tak, że jedne są lepsze a inne gorsze. Getto ławkowe przed wojną też było „tradycją”, ale na szczęście nikt dziś nie chce go kultywować. I dobrze, że na stronie polskiego episkopatu dość szybko pojawiło się potępienie przez polski Kościół.

Czytaj także: Brudziński: Jacy "szatani" byli w Pruchniku czynni?

Z pewnością reakcja światowych mediów na wydarzenia w Pruchniku była przesadzona. Została jednak wzmocniona w wyniku tego, co opisywały dzień wcześniej, czyli hejtu z jakim spotkała się amerykańska ambasador Georgette Mosbacher po tym, jak złożyła w Wielki Piątek życzenia Szczęśliwej Paschy społeczności żydowskiej. Poseł Krystyna Pawłowicz te życzenia nazwała też życzenia prowokacją, która ma przekonać Polaków, że amerykańskie bazy nie powinny powstać. Niestety słowa Pawłowicz nie spotkały się z żadną reakcją polityków PiS. Ale postawa Brudzińskiego pokazuje, że przynajmniej niektórzy w PiS zdają sobie sprawę z tego, że oskarżanie Polski o antysemityzm może stać się zagrożeniem dla polskiego bezpieczeństwa. Awantura wokół ustawy o IPN pokazała, że tym, co może utrudnić większe zaangażowanie amerykańskich wojsk w Polsce, są napięcia w relacjach polsko-żydowskich. Jednoznaczne potępienie „akcji” w Pruchniku ze strony Brudzińskiego to więc nie tylko bardzo przyzwoity gest, ale też świadectwo tego, że rozumie on, o jaka jest stawka w tej grze. W grze, w której niemądre harce grupki osób, mogą zaważyć na strategicznych interesach naszego kraju.

Szkoda, że taki gest nie było stać Mateusza Morawieckiego, który stanowisko premiera otrzymał właśnie po to, by pracować nad wizerunkiem Polski.

Źródło: rp.plo
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA