fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Płociński: Żenujące tłumaczenia Piotra Glińskiego

Fotorzepa
Dziennikarze nie są PR-owcami polityków. Zadają pytania nie takie, jakie politycy chcą usłyszeć, ale rolą dziennikarza jest konfrontować polityków z rzeczywistością.

Wicepremier Piotr Gliński przerwał wywiad udzielany Robertowi Mazurkowi i w trakcie audycji wyszedł ze studia RMF FM. Po tym, gdy został zapytany o pieniądze dla Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku.

Jak tłumaczył jeszcze na antenie, nie chciał rozmawiać o sprawach Gdańska w związku ze śmiercią prezydenta Adamowicza. Później doprecyzował na Twitterze: „Na rozmowę z red. Mazurkiem zgodziłem się tylko pod warunkiem nieporuszania tematów w jakichkolwiek sposób związanych z tragiczną śmiercią prezydenta Pawła Adamowicza. Uważam, że wymaga tego okres żałoby”.

Niektórzy komentatorzy, a także politycy Zjednoczonej Prawicy, bronią wicepremiera, że skoro z góry uprzedzał dziennikarza, że nie chce rozmawiać o Gdańsku, to Mazurek nie powinien poruszać tematu gdańskiego ECS. Minister Gliński zarzucił dziennikarzowi, że „redaktor dał słowo. A następnie je złamał na antenie”. Tylko czy takie przedstawienie sprawy aby na pewno dobrze świadczy o polityku?

Robert Mazurek broni się, że przecież nie pytał o śmierć Pawła Adamowicza, lecz dokładnie o to, czego miał dotyczyć wywiad – budżetu ministerstwa kultury. Ale nie to nawet jest w tej sprawie najważniejsze. Bo czy rzeczywiście wszystko jest w porządku, gdy polityk uprzedza dziennikarza, o czym nie będzie rozmawiał; gdy urzędujący minister umawia się z niezależnymi mediami, na jakich warunkach udzieli wywiadu i czego ma on dotyczyć? A kiedy pytania okazują się nie takie, jakie chciał usłyszeć, to czy polityk bez zażenowania atakujący dziennikarza, że „nie dotrzymał słowa”, wypada na pewno poważnie?

Piotr Gliński może się bronić na Twitterze, że „potrzebujemy więcej ciszy i refleksji, a nie młócki medialnej”. I może uważać, że rozmowa o wsparciu budżetowym Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsk, a dokładniej: dlaczego jako minister zamiast obiecanych 7 mln zł, przekazał ECS jedynie  4 mln zł – narusza żałobę po prezydencie miasta (zresztą mógł tak przecież odpowiedzieć na pytanie Roberta Mazurka...). Ale kiedy się przyznaje, że przed wizytą w mediach stawia dziennikarzom warunki, na jakich zgodzi się jako minister udzielić im wywiadu – to jednak nie powinniśmy przejść nad tym do porządku dziennego.

Otóż prawdziwi dziennikarze nie są i nie mogą być PR-owcami polityków. Zadają pytania nie takie, jakie politycy chcą usłyszeć, ale takie, jakie chcieliby im zadać obywatele. Na Twitterze Piotr Gliński może pytania obywateli lekceważyć – odpowiadać jedynie na te, na które ma ochotę. Tak zresztą działa internet w erze mediów społecznościowych: politycy uczestniczą w debatach w tych bańkach, które im pasują. Ale po to właśnie potrzebujemy niezależnego dziennikarstwa, które nie bez powodu nazywane jest czwartą władzą, by polityk, urzędnik, spotykał się nie tylko z ludźmi o podobnych poglądach, ale by musiał stawiać czoła rzeczywistości.

Taka jest rola dziennikarza – konfrontować polityków z rzeczywistością. Jeśli politycy chcą tej konfrontacji unikać, to nie dość, że nie świadczy to o nich najlepiej, to także najlepiej na tym zapewne nie wyjdą. Po prostu unikanie rzeczywistości nigdy nie wróży nic dobrego. Ale najważniejsze się wydaje, że Piotr Gliński robi to nawet bez poczucia żenady, nie widząc w tym absolutnie nic złego, i wszem i wobec ogłasza, że umawiał się z dziennikarzem, iż nie będzie mu zadawał niewygodnych pytań.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA