Były premier - o czym pisaliśmy w "Rzeczpospolitej" - systematycznie przesuwa granice politycznego zaangażowania. Ale nie może pełniąc swojej funkcji bezpośrednio wejść w polityczną dyskusję wyborczą. W sobotę przesunął granicę po raz kolejny, bo po raz pierwszy jednoznacznie odniósł się do liderów partyjnych w Polsce, apelując o ich wspólny udział w obchodach 100-lecia niepodległości.
Tusk akcentuje to, że totalna polaryzacja w obliczu geopolitycznych zagrożeń dla Polski jest niebezpieczna dla kraju. Mówił w sobotę, że nawet prezydenci Kosowa i Serbii po wspólnych rozmowach - na trudne tematy - nie musieli później dwa tygodnie tłumaczyć się z tego, że siedzieli obok siebie. Jednak silne akcentowanie jedności na 100-lecie niepodległości ma też warstwę polityczną. Tusk nie mógł w tych wyborach nikogo poprzeć. Ale apelując o jedność wszedł w polityczną dyskusję i bez tego.