fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Przywrócić Fabisiak, Biernackiego i Tomczaka do partii

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Chyba rozumiem Grzegorza Schetynę i jego decyzję o dyscyplinie przy głosowaniu nad kwestią ustaw aborcyjnych.

Właściwie nie miał wyjścia. Brak dyscypliny pokazałby tylko skalę rozjeżdżających się w Platformie poglądów. Bo to przecież wciąż partia wielu nurtów. Dla sporej części posłów PO głosowanie za projektem radykalnej liberalizacji przepisów aborcyjnych jest równie niemożliwe do zaakceptowania, co zaostrzenie przepisów dla innej grupy. Prawe skrzydło Platformy nigdy nie dogada się w tej sprawie z lewym. Zostaje więc dyscyplina partyjna, rozwiązanie złe, ale jedyne możliwe, bo stawia kwestię jedności partii ponad wyborem sumień indywidualnych posłów.

Jak się jednak okazuje, nie wszystkich. Dla trójki z nich – Joanny Fabisiak, Marka Biernackiego i Jacka Tomczaka – wierność własnym poglądom wydała się ważniejsza. Nie zgodzili się na ograniczenie ich prawa głosu i zostali przez zarząd Platformy usunięci z partii. Decyzja miała efekt bomby atomowej. Dla jednych jest dowodem słabości i atrofii głównej partii opozycji, dla drugich braku autorytetu przywódcy, jeszcze inni widzą w tym dryf kierownictwa PO w stronę lewicy. A to dla konserwatywnego skrzydła byłej partii Tuska jest nie do przyjęcia.

Nie wiem, czy to prawda, choć rozumiem obawy polityków, którzy zostali z partii usunięci. Przesunięcie się Platformy na lewo byłoby niebywale ryzykowne. Dla Biernackiego, Fabisiak, Tomczaka, ale i innych, w tym Zalewskiego i Schetyny – próba przystrojenia się w szatki lewicy byłaby tak śmieszna i nienaturalna, że dowodziłaby tylko rosnącego poziomu koniunkturalizmu polityków. Co więcej, także z powodów taktycznych nie mogłaby się udać. Co prawda miejsce na lewicy wciąż nie jest zajęte, ale nie jest też puste. O przejęcie tego elektoratu walczy kilka mniej lub bardziej dojrzałych formacji. Nie umarło jeszcze SLD, coraz bardziej rozpoznawalna jest partia Razem, także potencjał ludzi skupionych wokół Barbary Nowackiej wciąż nie wygasł.

Jeśli dodać do tego wyraźne przesuwanie się na lewo coraz liczniejszych strzępów po Nowoczesnej, Platforma na tym miejscu pasowałaby niczym kwiatek do kożucha. Miejsce tej partii jest w centrum, a jej racją wyważony balans między lewicowością i konserwatyzmem. Utrzymywanie obu skrzydeł – by posłużyć się tradycyjnym językiem opisu polityki.

Dlatego tak bolesne dla takich partii jak PO jest kryterium aborcyjne. To broń wielosieczna, której użycie może być tylko zwiastunem kłopotów. Liderzy PO winni wystrzegać się takich kwestii jak ognia, bo przynieść mogą one tylko straty. To właśnie wydarzyło się przed kilkoma dniami w Sejmie. Paradoksalnie lepiej na tym wszystkim wyszło Prawo i Sprawiedliwość, które w ogóle sprawniej radzi sobie z dyscypliną „korporacyjną”. Jednakże pogłoski, że PiS wygrał sprawę kryzysu wobec projektu „Ratujmy kobiety 2017”, to iluzja. Co prawda bardziej konsekwentnie głosował nad skierowaniem projektu do komisji, ale i tak nikt przecież nie uwierzyłby, że partia Jarosława Kaczyńskiego poparłaby taki projekt w komisji.

Czy PO ma szansę wyjść z matni? Jest to trudne. Na dłuższą metę partia Schetyny musi umieć wiarygodnie przekonywać, że wciąż jest ruchem obywatelskim reprezentującym szerokie spektrum poglądów od lewa do prawa. A na krótką metę pojednać się z buntownikami i przyjąć ich z powrotem do partii. Bo bez Biernackiego, Fabisiak i Tomczaka z brutalnymi karami za wierność swoim poglądom to już nie będzie ani ta sama partia, ani główna siła opozycji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA