fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze ekonomiczne

Krzysztof Adam Kowalczyk: Mięso dla zamożnych

Adobe Stock
Na razie vege to niezbyt tania, choć szybko rosnąca nisza. Ale nie zdziwiłbym się, gdyby za 50 lat standardem stały się zamienniki mięsa.

Znowu będziesz jadł martwe zwierzątko? – pyta z wyrzutem moja córka, ilekroć wybieram danie mięsne. Tak, przyznaję, nie potrafię z mięsa zrezygnować, ale podobnie jak 40 proc. Polaków ograniczam jego spożycie. Jeszcze kilka lat temu patrzyłem na kuchnię vege jak na modną fanaberię, ale zmieniłem zdanie, gdy kiedyś w wakacje żona i córka zaciągnęły mnie do gastronomicznego zagłębia takiej kuchni w znanym z powieści Güntera Grassa gdańskim Wrzeszczu. Okazało się, że gołąbki, klopsiki czy schabowy w wersji vege potrafią dać podniebieniu nawet więcej satysfakcji niż mięsne oryginały.

Od tamtej pory tak przyrządzana kuchnia coraz śmielej rozpycha się w naszym domu, a w czasie lockdownów zaczęła wręcz królować. Sęk w tym, że jej prowadzenie wymaga zacznie więcej pracy niż mięsnej, a półprodukty ze sklepu są droższe od standardowych. To jednak prędzej czy później się zmieni i w dalszej przyszłości proporcje cenowe najprawdopodobniej się odwrócą. Na razie jednak vegezamienniki mięsa to wprawdzie błyskawicznie rosnąca, ale nadal nisza, napędzana przez przyspieszającą zmianę kulturową. Wielkość tej niszy podwaja się w Polsce co roku, ale jej wartość rośnie jeszcze szybciej, co sugeruje, że producenci osiągają na tych produktach bardzo atrakcyjne marże. To zachęca ich do zaangażowania się w ten biznes i zwiększenia różnorodności produktów, przybliżając nas do osiągnięcia efektu skali, pozwalającego na zmniejszenie marży jednostkowych.

Przy rosnącej konkurencji sprawi to, że wytwarzane przemysłowo produkty w kuchni vege staną się tańsze. Podobnie jak przemysłowa hodowla zwierząt sprawiła, że mięso z drogiego dania trafiającego na stoły od święta stało się żywnością dla mas, czego symbolem są sprzedawane na rogu hot dogi i kebaby.

Spożycie mięsa na świecie będzie rosło, w miarę jak kolejne kraje na kolejnych kontynentach będą osiągały sukces gospodarczy, a rozwijająca się tam klasa średnia będzie poszerzała swoje menu. W ślad za tym będą szły w górę ceny. Widzieliśmy już to w minionej dekadzie, gdy coraz większy popyt w bogacących się Chinach wpływał na wzrost cen mięsa na świecie, w tym w Europie.

Rosnące globalnie spożycie mięsa pochłaniać będzie coraz więcej wody i przestrzeni, potrzebnej pod pola uprawne, a przecież zasoby i jednego, i drugiego są ograniczone. Skoro więc do wytworzenia kilograma wieprzowiny potrzeba 6–7 kg paszy i niemal 5 tys. litrów wody, to spożywanie przetworów roślinnych zamiast mięsnych wydaje się bardziej efektywne ekonomiczne i w przyszłości będzie tańsze. Nie zdziwiłbym się, gdyby za 50 lat standardem stały się roślinne zamienniki albo mięso sztucznie wytwarzane. Natomiast to prawdziwe, pochodzące – jak to mówi moja córka – z martwego zwierzaka, będzie trafiało na nasze stoły co najwyżej od święta, tak jak 100 czy 150 lat temu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA