fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze ekonomiczne

Andrzej Krakowiak: Gorzki prezent na 30-lecie

Bloomberg
Zmniejszenie wpływów z PIT będzie mieć fatalne konsekwencje dla finansów samorządów – przestrzegali lokalni włodarze. Rząd uspokajał. Ale wychodzi na to, że to ci pierwsi mieli rację.

Kiedy niemal dokładnie rok temu prezes PiS przedstawił główne założenia tzw. piątki Kaczyńskiego, odpowiedziały mu ogłuszające brawa słuchaczy. I trudno się dziwić, w końcu Polacy dowiedzieli się o kolejnych wyborczych obietnicach PiS podczas dokładnie wyreżyserowanego spektaklu partyjnej konwencji.

Ale entuzjazm dla tych propozycji wykroczył daleko poza salę, na której odbywała się konwencja. Zgodnie z różnymi badaniami opinii publicznej poparcie dla „piątki Kaczyńskiego" wyrażało co najmniej 60 proc. Polaków. Bez znaczenia były sympatie polityczne – niemal równie ciepło propozycję 500+ na pierwsze dziecko czy 13. emerytury przyjmowali wyborcy Prawa i Sprawiedliwości co zwolennicy Platformy Obywatelskiej. A już największy entuzjazm budziła propozycja obniżenia stawki PIT z 18 do 17 proc.

Chwytliwe obietnice kilka miesięcy później pomogły Zjednoczonej Prawicy w wyborczym zwycięstwie. Zdecydowanie gorzej było z liczeniem finansowych konsekwencji tych zmian. Kolejny raz okazało się jednak, że jeśli matematyka nie nadąża za polityką, to tym gorzej dla matematyki. Szczególnie w sytuacji, gdy gros kosztów rządowych obietnic muszą wziąć na swoje barki samorządy.

Dlatego przedstawiciele lokalnych władz niemal od razu zaczęli przestrzegać przed dramatycznymi skutkami zapowiadanych zmian podatkowych dla ich finansów. Wpływy z PIT stanowią zazwyczaj od 20 do nawet 30 proc. dochodów lokalnego budżetu. A ich zmniejszenie przełoży się w sumie na wyrwę wielkości 6 mld zł rocznie! Samorządowcy jak Polska długa i szeroka mówili więc o konieczności ograniczania inwestycji i o projektach, których nie będą w stanie zrealizować. Przypominali, że zmniejszenie dochodów z PIT to nie wszystko – w tym samym czasie rząd podjął przecież m.in. decyzję o podwyżkach dla nauczycieli, za którą – jak zwykle – nie poszła wystarczająca subwencja.

Samorządowcy przestrzegali, rząd uspokajał. Wychodzi jednak na to, że to ci pierwsi mieli rację. Wpływy podatkowe do lokalnych budżetów spadają. Jeśli ta sytuacja utrzyma się w kolejnych miesiącach, będzie przybywać gmin, które będą zmuszone finansować inwestycje długiem. A to może oznaczać, że więcej samorządów – będących dziś generalnie w dobrej kondycji – popadnie w finansowe tarapaty.

Czeka nas więc dalsze pogłębianie konfliktu między rządem a środowiskiem samorządowym, którego od lat nie udaje się wygasić. A wszystko to w czasie obchodów 30. rocznicy udanej reformy samorządowej. Może jedna z czekających nas w tym roku dat związanych z obchodami stanie się okazją do opamiętania i poszukania kompromisu? Trudno w to uwierzyć, ale na wszelki wypadek podpowiadam – pierwsza okazja (rocznica uchwalenia ustawy o samorządzie terytorialnym) już 8 marca.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA